Czemu Dyktatura Proletariatu?

Dyktatura proletariatu albo barbarzyństwo!

Można by zadać pytanie o powody wybicia hasła „dyktatury proletariatu” na sztandar portalu w czasach, gdy „społeczeństwo obywatelskie” i „układ partnerski” w ramach Wspólnej Europy wydają się na wyciągnięcie ręki, a rola „młodszego brata” w hierarchicznej strukturze korzyści płynących z kapitalistycznego podporządkowania świata nie do pogardzenia; gdy recepty na braki formalnej demokracji upatruje się powszechnie w szerokiej, „jeszcze szerszej” lub wręcz bezpośredniej demokracji.

Powód jest, naszym zdaniem, zasadniczy – schyłkowy okres kapitalizmu nie stwarza żadnej innej konstruktywnej perspektywy. Trudno nie zgodzić się z pragmatykiem, Karolem Modzelewskim, że przy głębokiej destabilizacji, w sytuacji katastrofy społeczno-gospodarczej, gdy nie ma mowy o jakiejkolwiek demokracji i przestrzeganiu praw człowieka, gdy naprzemienne próby powrotu do demokracji i mało skuteczne, lecz brutalne dyktatury są jakże realną perspektywą dla wszystkich krajów postkomunistycznych, leczenie i recepta muszą być adekwatne do choroby (patrz: K. Modzelewski, „Wobec historycznego wyzwania”, „Przegląd Społeczny” nr 1/1992, ss. 2-4).

O tym, że mamy do czynienia z pogłębiającą się destabilizacją na tle katastrofy społeczno-gospodarczej, przekonują nas nie tylko uczone autorytety i co światlejsze umysły, ale przede wszystkim stopień napięcia konfliktów społecznych i z trudem powstrzymywany stan wrzenia nastrojów załóg robotniczych wyrażający się w gotowości do podjęcia strajku generalnego, a także coraz bardziej realne zagrożenie wojenną pożogą.

Upatrywanie recept w szerokiej, najszerszej czy bezpośredniej demokracji łączy się z podtrzymywaniem złudzeń (u siebie i u innych) związanych z tzw. pokojową i demokratyczną drogą do socjalizmu, która zakłada, że w wysokorozwiniętych krajach kapitalistycznych, gdzie obowiązującym standardem jest demokracja formalna i rozkwit form „społeczeństwa obywatelskiego”, nie do pomyślenia jest wariant niedemokratyczny, nierealne jest zbrojne wystąpienie klasy robotniczej, niemożliwa zwycięska rewolucja.

Rzecz w tym, że po „państwie dobrobytu” i „Europie socjalnej” zostały już tylko smętne zgliszcza. Perspektywą i rzeczywistością nie jest więc „Europa socjalna”, ale świat wyzysku i ucisku, Europa pogrążona w kryzysie, Europa dyktatury kapitału, jednym słowem – kapitalizm czyli barbarzyństwo.

Tym bardziej perspektywa taka jest realna dla krajów byłego obozu „realnego socjalizmu” i w tzw. Trzecim Świecie, czyli na peryferiach i w półkoloniach, w krajach kapitalizmu zależnego, gdzie wyzysk ze względu na pierwotną i grabieżczą akumulację kapitału jest tym bezwzględniejszy, a ucisk adekwatny do potrzeb kapitalistów, a zatem nasilający się. Faktem jest bowiem przerzucanie kosztów kryzysu z centrum na peryferie.

Przy spiętrzeniu się, nakładaniu i zazębianiu problemów społecznych wybuch niezadowolenia jest tylko kwestią czasu. Wątpliwe, by przebiegał on pod hasłami ogólnodemokratycznymi. Jego moc będzie miała charakter społeczny – rewindykacyjny i rewolucyjny. Jedynym konstruktywnym wyrazem tych rewolucyjnych przeobrażeń może być dyktatura proletariatu, której formy z góry nie sposób przewidzieć, lecz której treść klasowa jest oczywista.

W tej wojennej wręcz sytuacji konieczne są frontowe porozumienia i sojusze, z których jeden jest niepodważalny – jednolity front robotniczy od dołu i, jeśli to możliwe, od góry. Realność pozostałych sojuszów (i wiarygodność sojuszników) zależeć będzie już tylko od konkretnych uwarunkowań.

Tylko dyktatura proletariatu gwarantuje, że proces rewolucyjny nie będzie miał charakteru chaotycznego, ale że będzie realizował cele ruchu robotniczego wynikające z jego najgłębszych doświadczeń.

Jak by to nie było nieoczekiwane, z takim rozumieniem istoty i zadań procesu rewolucyjnego korespondują przemyślenia Piotra Kropotkina:

„Jeżeli w rozwoju społeczeństwa ludzkiego […] istnieją okresy, gdy walka staje się nieunikniona i gdy wojna domowa wybucha wbrew życzeniu poszczególnych jednostek, to trzeba, ażeby przynajmniej była ona prowadzona w imię dokładnych, ściśle określonych żądań, a nie pod wpływem niejasnych pragnień. Walka musi się toczyć nie o kwestie drugorzędne, których błahość nie zmniejszy wzajemnej zawziętości, lecz w imię wzniosłych ideałów mogących pociągnąć ludzi wspaniałością nowych horyzontów.

W tym ostatnim wypadku wynik walki zależeć będzie nie tyle od armat i karabinów, ile od siły twórczej, zastosowanej ku przeobrażeniu społeczeństwa na nowych podstawach. Wynik zależeć będzie w głównej mierze od konstruktywnych sił społecznych, dla których działalności otworzy się szerokie pole i od moralnego wpływu celów walki. Wtedy bowiem żywioły przekształcające zdobędą sympatię nawet w tych klasach, które były przeciwne rewolucji. Walka rozwijająca się na arenie szerokich ideałów oczyści atmosferę społeczną. Liczba ofiar z jednej i z drugiej strony będzie wówczas znacznie mniejsza, niż gdyby walka toczyła się o kwestie drugorzędne, otwierające szerokie pole wszelkim niecnym pobudkom.” (P. Kropotkin, Wspomnienia rewolucjonisty, Warszawa 1959, s. 296).

Idealizm Piotra Kropotkina jest nam w sposób oczywisty bliższy od pragmatyzmu wyborczego antykapitalistycznych alterglobalistów, a zasada rozróżniania spraw zasadniczych od drugorzędnych – bezwzględnym nakazem, od którego zależeć będzie powodzenie rewolucji. Tylko dyktatura proletariatu nie pozwoli nam zapomnieć o owej hierarchii celów.

Redakcja portalu
„Dyktatura Proletariatu”

4 odpowiedzi na „Czemu Dyktatura Proletariatu?

  1. rr pisze:

    W jakim miejscu redakcja DP umiejscawia się na linik konflitku trockizm vs. stalinizm?

  2. Robol pisze:

    Zmęczeni życiem, zmęczeni pracą,
    pozbawieni swej własnej dumy.
    Umieramy codziennie na nowo,
    stojąc przy maszynach z opuszczoną głową.

    Kiedyś znów razem wyjdziemy na ulice,
    dumni i silni jak za dawnych lat.
    Głowy do góry, klaso robotnicza,
    buty Martensa to nasz firmowy znak,oi!

    Myślisz, że wszystko już stracone,
    że utraciliśmy obiecany raj.
    Że już na zawsze jesteśmy pokonani,
    a cenne wartości straciły dawny blask.

    Kiedyś znów razem wyjdziemy na ulice,
    dumni i silni jak za dawnych lat.
    Głowy do góry, klaso robotnicza,
    buty Martensa to nasz firmowy znak,oi!

    Dziś, kiedy klasa nasza umiera,
    gdy ginie porządny, robotniczy wzór,
    musimy stanąć w jednym szeregu,
    pierwszy, pierwsi, jak jeden wielki mur.

    Kiedyś znów razem wyjdziemy na ulice,
    dumni i silni jak za dawnych lat.
    Głowy do góry, klaso robotnicza,
    buty Martensa to nasz firmowy znak,oi!

    http://daniel3991.wrzuta.pl/audio/9IhAScO8hZI/ramzes_the_hooligans_-_walka_klas

  3. Marcin B. pisze:

    Przerzucam tu tekst z dyskusji, chyba lepiej pasuje.

    A może skończmy już z tym proletariatem. Stawianie na niego do niczego nie doprowadzi.
    Czego można oczekiwać od ludzi prowadzących prymitywną egzystencję. Przestańmy starać się zrozumieć świat w oparciu o rezultaty marketingu politycznego. Teoria i jej wdrażanie mogą różnić się znacznie. Inżynieria społeczna Lenina nie wynikała z jego fascynacji proletariatem a prostej właściwości tej klasy – była zgrupowana, nie rozproszona jak chłopi a więc łatwa do sterowania. Masami trzeba kierować bo same zachowują się jak zwierzęta, lecą na ślepo tam gdzie jest karma albo gdzie ją ktoś wskazuje. (lata 80, Libia, Ukraina).
    Potraktujmy marksizm poważnie, jako teorię naukową a nie wiarę w dogmaty. Wszystko wskazuje, że czeka go odrodzenie bo świat się zagubił, zrobił się wyjątkowy bajzel.
    Typowy proletariat zanika, struktura zatrudnienia wygląda zupełnie inaczej, komunikacja międzyludzka również. Kto inny będzie siłą napędową.
    Rewolucyjne poglądy nie rodziły się i nie rodzą w proletariacie, powstają w głowach ludzi wykształconych, wrażliwych, samodzielnie myślących (chyba nie trzeba podawać przykładów). Wykorzystanie klas, grup społecznych w polityce to sposób na skuteczność działania (a tu dobrzy są różni nauczyciele – Sun Tzu, Machiavelli, Lenin) . Przemiany mogą poprzeć również rolnicy, żołnierze, to sprawa tak zwanej inżynierii społecznej. Liczy się awangarda, partia mająca program, pomysł. W 1917 taka partia liczyła tylko kilka tysięcy ludzi. Masy nie są zdolne do samodzielnych działań, trzeba im narzucić przewodnika. Kto żył świadomie w latach 70 – 80 wie jak się to odbywało.
    Właśnie pomysł i program, a z tym jest zupełnie źle. Wszystkie grupy lewicowe opierają swoje programy na mitach, stereotypach, wypowiedziach późniejszych wyznawców Marksa. Świadomie napisałem wyznawców. Na Manifeście napisanym przez Marksa w wieku 30 lat, w pośpiechu i z potrzeby chwili, wszyscy przecież wiemy czym był rok 1848.
    Wiosna Ludów umarła, Manifest w znacznej części stał się nieaktualny choć do dzisiaj zachwyca błyskotliwością a jego wartość tkwi w wizji, diagnozie, rozpoznaniu tendencji rozwoju kapitalizmu. Ale zanim Marks stał się „marksistą” musiało minąć jeszcze wiele lat.
    Był twórcą naukowej metody badań i za razem przekształcania społeczeństwa. Sformułował prawa ewolucji kultury (jako całości działań ludzkich) i sposobów wpływania na jej bieg. Obecnie utarło się, że socjaliści to ci, którzy są za sprawiedliwością, równością. Przecież to są cechy ludzi przyzwoitych, obojętnie jakich religii i ideologii. Zło kapitalizmu wynika nie z tego, że jest niesprawiedliwy (nie dajmy sobie tego wmawiać) ale z jego nieefektywności, marnotrawienia dóbr, niszczenia środowiska, sprowadzenia życia ludzkiego do zwierzęcej wegetacji. Sprawiedliwość i równość to utopia. Te właśnie, wyżej wymienione cechy spowodowały, po rozlaniu się kapitalizmu na całej powierzchni Ziemi, wrzenie, opór (często nieuświadomiony) wynikający z dysonansu poznawczego.
    I teraz można odpowiedzieć na pytanie – KTO?
    A no CI, którzy te wady rozumieją, którzy widzą zło w działaniach korporacji ich zatrudniających a nie ci ,którzy chcą mieć lepszy samochód, bułkę z szynką a nie z salcesonem. Ludzie młodzi, wykształceni, wolni, odporni na manipulacje mediów, wolni od niewolnictwa konsumpcji, potrafiący wykorzystywać dostępne środki komunikacji. Reszta ogranicza się do marchewki i kija.

  4. Tomasz pisze:

    Typowy proletariat zanika,
    Typowe niezrozumienie czym jest proletariat i utożsamiania go tylko i wyłącznie z robotnikami. Proletariat to każdy najemcy pracownik, od robotnika po CEO, jeżeli dochody CEO nie pochodzą z akcji firmy i nie uzyskał je w ramach opłaty za swoją pracę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *