DOBIJAMY DO SETKI

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Wszystkie eventy z okazji 100 rocznicy Rewolucji Październikowej w Polsce, skoncentrowane w stolicy, razem wzięte – raptem cztery – wypełniłyby salę na 100 osób. Zważywszy na to, że byli tacy co zaliczyli wszystkie po kolei – jeszcze by trochę wolnych miejsc zostało. 18 listopada z pewnością dobijemy do setki. Nawet ją przekroczymy, co dotychczas nikomu nie było dane. O ile? – bez znaczenia. Ważne czy ilość przejdzie w jakość.

Gdyby na tych eventach zebrało się 100 bolszewików, lub choćby nie zwaśnionych ze sobą czerwonych, moglibyśmy coś zmienić na lewicy. Co do tego mam jednak uzasadnione wątpliwości. Nawet jak na czerwonych, nie mówiąc już o bolszewikach, eventy te wypadły blado. Daleko nie wszyscy ich uczestnicy utożsamiali się z Rewolucją Październikową, a co dopiero z bolszewikami. Krytyczne przyswojenie tej tradycji pogłębia wręcz podziały.

Wytłumaczę to na przykładzie Pracowniczej Demokracji i SWP – jej partii Matki.

W Rosji, gdzie z wiadomych względów skoncentrowane były obchody 100 rocznicy Rewolucji Październikowej, formacja ta nawet nie zaistniała, podobnie zresztą jak pozostali posttrockiści, którzy na co dzień lansują ruch genderowy i feministyczny, czyli tęczowe sztandary. Na setnej rocznicy Rewolucji najzwyczajniej ich zabrakło – nie przypadkiem zresztą – delikatnie mówiąc niemile były widziane. Na Czerwonym Marszu tzw. niesystemowej opozycji były wręcz zakazane decyzją organizatorów, podobnie jak flagi „ludowych republik” rodem z Donbasu. KPRF nigdy za nimi nie przepadała. Na setną rocznicę w Rosji dało to pożądane rezultaty – wszystkie nurty łączył kolor czerwony. Posttrockistowski Rosyjski Ruch Socjalistyczny przypomniał jedynie nieśmiało stosowny tekst Kiriła Miedwiediewa https://vk.com/rsdgroup?w=wall-9456915_16896, który w 2015 r. tzw. konserwatywnych komunistów, do których zaliczał nawet Borysa Kagarlickiego, nie uważał nawet za  spadkobierców Rewolucji Październikowej.

W Rosji 100 lat po Rewolucji Październikowej jakoś tak wyszło, że prawdzie historycznej stało się zadość. Wszystkie organizacje feministyczne, przez bolszewików traktowane jako burżuazyjne – mimo poparcia inteligencji – w 1918 r. zeszły z politycznej areny. Odtąd problem równouprawnienia kobiet był rozwiązywany na gruncie klasowym i państwowym.

Czy ktoś sobie może wyobrazić zakaz flag tęczowych na marszach organizowanych przez lewicę w Polsce, no choćby 11 listopada? To wskaźnik stosunku sił na polskiej lewicy. Wiadomo – w czyim ogonie wloką się w Polsce czerwoni. Szybciej ich flagi mogą być zakazane. Te z sierpem i młotem od lat są już na cenzurowanym.

Za zakazem tęczowych flag na eventach rewolucyjnej lewicy w Polsce mógłby się dzisiaj opowiedzieć tylko taki jak ja paranoik.

Uznałbym to nawet za pożądaną jakościową zmianę. Lubię klarowne sytuacje, wyjaśniające w czyich rękach jest dziś Antynazi Front. Polscy czerwoni to ogoniarze.

Do roli awangardy dopiero dorastają zepchnięci na chodnik przez władze Moskwy różnej maści komuniści.

Do przodu wysforowali się tzw. sekciarze – idąc w setną rocznicę Rewolucji środkiem ulicy na własny miting.

Kto chce ten uwierzy, że zahartował ich w 99 rocznicę, jak niegdyś armię ochotniczą, „lodowy marsz”.

Jedni powiedzą – Sierp Wam w młot, czyli o niepożytkach z rocznicy października, inni – lody ruszyły.

Włodek Bratkowski

12 listopada 2017 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jaja jak czerwone berety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *