PO KIEGO GRZYBA?

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Tak się jakoś składa, że z robotnikami chodzę na grzyby, a czasem jeżdżę – ostatnio do Mostówki. Przemierzyliśmy okoliczne lasy w szerz i wzdłuż, o granicę z Rosją zahaczając. Jak na razie nie napotkałem patroli Obrony Terytorialnej, choć z oddziałami ochrony pogranicza styczność miałem. Dziwili się, że wybraliśmy się na Miedwieżyki i Borowiki w pełni lata. Do Czeremchy nie dojechaliśmy. Zresztą –  po jakiego grzyba? Zaglądali do bagażnika – do sezonu daleko. Na drodze powrotnej obyło się bez kontroli, choć bagażnik był pełen dorodnych osaków – koźlaki i prawdziwki trafiały się tylko robaczywe. Miejscowi przeoczyli wysyp, co czasem się zdarza. Podziwialiśmy trakty czołgowe, prowadzące od granicy Związku Radzieckiego w głąb Polski i Europy.

Od tego czasu minęło lat parę teraz takie przeciwpożarowe utwardzone i poszerzone drogi lasami dotarły do podwarszawskich Marek. Tydzień temu prowadzącą do lasu pod kątem 90 stopni ulicę Sokolą nawet wyasfaltowano. Specjalna brygada na moich oczach układała spowalniające progi. W czwartek ją przetestowałem. W południe, gdy deszcz zmalał skoczyłem do punktu skupu z 5 kilogramami puszek w dwóch żółtych workach i sporym koszem. Do punktu skupu przylega las i potorfowe, płytkie jezioro Czarne, przez miejscowych zwane Kruczek. Do końca dnia naciąłem kosz kozaków. Kanie przydały się do ozdoby. Mokre grzyby sporo ważą – będzie 10 kilo. Jak na tutejsze lasy to rekord. Zdarzało się naciąć tu tyle, ale opieniek. Ten rok zapamiętam – jako grzybobranie w przydomowym ogródku. Zaoszczędziłem sporo sił i czasu. Inni pewnie też na tym oszczędzą – stąd niedaleko do Radzymina, a stamtąd prostą drogą do granicy – można i autostradą. Kto teraz na grzyby dojeżdża koleją? A przecież nieraz bywało.

Wyjeżdżałem wieczorem – przesiadka w Siedlcach na Czeremchę. Do tego dwa kosze 30 litrowe z plandekami na pasie wojskowym – za pan brat z kolejarzami. Skończyła się praca w „instytucie kolejnictwa” i bilety darmowe. Teraz kolej na byłych pracowników FSO, których sporo poznałem w podwarszawskich Markach. Kiedyś z Marek kursował nawet autobus do FSO. Po transformacji nastał czas złomiarzy – każdy ze swoim wózkiem i młotem do kruszenia betonowych płyt, których zwożono tu co niemiara. Innego złomu też nie brakowało. Gdy złomu nie stało po lasach rozpierzchły się  nasze „czerwone brygady”.

NA CO, KURWA, JESZCZE CZEKAMY? PO KIEGO GRZYBA?

Jedyny synonim – NA JAKI CHUJ?

To oczywiście pytania retoryczne. Zbliża się przecież wielkimi krokami 100 rocznica Rewolucji Październikowej. Kombajn propagandowy „Władza Rad” ujawnił już nawet datę konferencji na temat udziału Polaków w tejże. Główny organizator „HISTORIA CZERWONA I CZARNO-CZERWONA” na swej stronie jej nie potwierdza – DZIEŃ PO zaprasza natomiast na cmentarze – pucować groby rewolucjonistów. Rozumiem, że szacunek należy się umarłym, ale sezonu grzybowego nie przepuszczę, chyba że przymrozki przyjdą.

DROGA WOLNA! – a my się w lasach czaimy – sezon grzybowy przedłuży się pewnie do listopada. Amisze Lewicy to tradycjonaliści – ponaglać to nas może co najwyżej kalendarz gregoriański. Według Wikipedii: „Początkowo zakres geograficzny przewrotu obejmował tylko ówczesną stolicę Republiki RosyjskiejPiotrogród i Moskwę, w której doszło do kilkudniowych krwawych walk. Stopniowo bolszewicy przejmowali władzę w innych obszarach Rosji za formalną fasadą władzy rad. Określenie „październikowa” na rewolucję bolszewicką jest stosowane ze względu na miesiąc rozpoczęcia przewrotu. W Rosji przedbolszewickiej obowiązywał kalendarz juliański, zgodnie z tą rachubą czasu przewrót rozpoczął się w nocy z 24 na 25 października (z 6 na 7 listopada według kalendarza gregoriańskiego)”. Skoro tak – to nam się nie śpieszy. Możemy się jeszcze trochę poociągać – z „Ciszą” przeciągać linę.

Droga wolna dla linoskoczków. Niemniej – zawsze zapraszamy do Marek.

Gdy liście spadną i przysłonią grzyby wybierzemy się do Warszawy – ma się rozumieć z uwzględnieniem „rachuby czasu” i uwzględnieniem stopniowego przejmowania władzy na wielkich połaciach kraju przez bolszewików, którzy bynajmniej nie ograniczali się w swych zapędach do wpisanej w tradycję Rosji Putina „WIELKIEJ REWOLUCJI ROSYJSKIEJ”.

Wszystkich niedowiarków zapewniam w stronę obchodów 100 rocznicy Rewolucji Październikowej zmierzamy sukcesywnie.

Włodek Bratkowski

24 września 2017 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jaja jak czerwone berety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *