JAK MAM TO ROZUMIEĆ?

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Wódz nieistniejącej już zadymiarskiej organizacji do dziś kryjącej się pod mianem PPS Rewolucja Demokratyczna w innych partiach, których był liderem, już jako dojrzały polityk Ruchu Sprawiedliwości Społecznej nie może oderwać się od nawyków i bezprzymiotnikowej demokracji. Na drodze „OD” ma już za sobą pewne sukcesy. Wszak na starcie kariery politycznej wypiął się na demokrację przymiotnikową, zwaną – słusznie czy niesłusznie – socjalistyczną bądź robotniczą. Wraz z podobnymi sobie po obu stronach barykady w latach 80. i 90. skutecznie rugował tzw. realny socjalizm.  Uznał go bowiem za niedemokratyczny, choć mógł się w nim poniekąd realizować.

Teraz – powiecie – taką samą miarę jako konsekwentny polityk stosuje  wobec kapitalizmu. I tu się mylicie – aż tak już nie jest rewolucyjny – choć według niego:

Kapitalizm nie jest demokratyczny

Na konferencji zorganizowanej przez Partię Razem a poświęconej lewicy w Polsce wypowiedział się były przewodniczący Unii Pracy, Ryszard Bugaj. Oznajmił on uroczyście, iż wierzy „kapitalizm demokratyczny”. To było stwierdzenie dla mnie bardzo ważne, bo wreszcie w sposób jasny wytyczyło granicę między lewicą pro-kapitalistyczną i anty-kapitalistyczną. Między tymi, którzy sądzą, że system może mieć ludzką twarz, która im wystarczy i na tych, zdających sobie sprawę z istoty tego systemu.
Demokracja to ustrój, w którym rządzą ludzie, gdzie władza jest odzwierciedleniem układu sił i interesów różnych grup, warstw i klas społecznych. W tym kontekście trudno mówić o czymś takim jak „demokratyczny kapitalizm”, bo tu swą wolę narzuca kapitał, a konkretnie jego właściciele. Zasadę „rządów ludu” zastępuje zasada rządów pieniądza, czyli postępująca oligarchizacja władzy politycznej.
Klasycznym przykładem jest Grecja gdzie wbrew woli zdecydowanej większości społeczeństwa wyrażonej w „wolnych wyborach”, władza wyłoniona z tych wyborów realizuje program międzynarodowych instytucji finansowych, a nie program wyborczy (lewicowy), na który głosowali obywatele.
W USA, gdzie kupowanie interesów politycznych (lobbing) ma charakter otwarty i legalny, kolejnych prezydentów i ich administracje wyłaniają inwestorzy z sektora wojskowo-przemysłowego i finansowego. Trudno się, więc dziwić, że prezydentem został wprost multimiliarder Donald Trump. Olbrzymie sumy wydawane na kampanie wyborcze szybko się zwracają dzięki korzystnym dla inwestorów decyzjom politycznym, budżetowym, a nawet wojnom wywoływanym na zamówienie koncernów.
W Europie gdzie kupowanie interesów politycznych jest czymś wstydliwym i załatwianym w zaciszu gabinetów Emanuel Macron objął najwyższą funkcję w państwie by w imieniu kapitału „dyscyplinować” świat pracy, czyli odbierać milionom Francuzów ich pracownicze i związkowe prawa.
Tacy ludzie jak Macron czy Mateusz Morawiecki przechodzą do czynnej polityki wprost z sektora finansowego. Bankierzy u steru rządów realizują interesy banków, stąd cofnięcie się polskiego rządu w sprawie oszukanych przez banki „frankowiczów”, czy rezygnacja z uczciwego opodatkowania dochodów pochodzących nie z pracy tylko z kapitału. O uprzywilejowanej roli banków, które wkraczają do polityki świadczy też wylansowanie przez sektor bankowy Ryszarda Petru z jego partią Nowoczesna, która uzyskała bez żadnych gwarancji kredyty na rozpoczęcie działalności. Sam Petru zaś wszedł na scenę polityczną po tym jak przez wiele lat pełnił w mediach rolę dyżurnego eksperta, który między innymi umożliwił bankom przekręt frankowy do końca zapewniając dłużników, że cena franka szwajcarskiego nie wzrośnie.
System wydaje się dość szczelny, aby nie dopuścić do udziału w grze wyborczej i parlamentarnej a nawet do debaty publicznej tych sil politycznych, które próbują organizować ludzi pracy. Zwykłych obywateli, niezamożną większość. Istniejące i działające partie polityczne składają się z takich jak Ryszard Bugaj zwolenników kapitalizmu demokratycznego, czyli rządów pieniądza ukrytych pod płaszczykiem rzekomo demokratycznych gier i procedur.
Brak wiary w demokratyczny charakter panującego ustroju nie oznacza wszak, że nie należy uczestniczyć w wyborach lub że lepszą drogą do zmiany tego systemu jest oparta na przemocy mobilizacja mas. Istnieje, bowiem możliwość, że owe masy zorganizują się politycznie przeciw rządzącej oligarchii (elicie pieniądza) i je przegłosują. Aby to jednak było możliwe i sensowne lewica musi postawić sobie cele ustrojowe a nie tylko reformy sprowadzone do tego, co kiedyś Janusz Palikot, ekscentryczny milioner, nazwał „korektą kapitalizmu”. Niesprawiedliwy podział dochodu prowadzący do absurdalnego rozwarstwienia i dochodowego i majątkowego można powstrzymać tylko dokonując przemiany społecznej, która zrewolucjonizuje stosunki pracy. Bo właśnie na etapie wypłacania wynagrodzeń za pracę dokonuje się największa grabież owoców pracy. Korygowanie tego na etapie redystrybucji budżetowej niewiele tu może pomóc, bo zagarnięte w procesie pierwotnego podziału kapitału fortuny ( na płace i zyski) pozwalają deformować, wypaczać proces demokratyczny sprawiając, że to inwestorzy a nie wyborcy uzyskują korzystne dla siebie decyzje władzy ustawodawczej i wykonawczej.
Chodzi o to, żeby ludzie pracy zamiast wciąż walczyć z państwem, które jak pisali klasycy „jest komitetem wykonawczym interesów klas posiadających”, zdołali przejąć państwo i w sposób demokratyczny podporządkować sobie kapitał.
Taki projekt „przemiany społecznej” musi być jednak uświadomiony przez zrewoltowane masy, a nie tylko przez jakąś polityczną awangardę. Bo tylko zmiana masowej świadomości, zrozumienie wspólnego interesu ludzi pracy doprowadzi do tego, że owa przemiana okaże się trwała i cieszyć się będzie stabilnym poparciem większości obywateli, wyborców.

za: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=671535409703882&id=121066958084066

„Demokracja” załatwiała każdy problem – co za kłopot przegłosować prawicę? Przecież nas jest więcej. No to od 30 lat radykalna lewica usiłuje to zrobić. Ze skutkiem widocznym jak na dłoni. Z tym samym tupetem głosząc ledwie podrasowane, te same hasła, bez wstydu i bez poczucia winy.

W końcu każdy może odrzucić własną drogę polityczną i dobra doczesne za chlubnym przykładem.

Jak tu nie cenić Piotra Ikonowicza?

Wystarczy go kochać jakim jest, wszystko mu wybaczyć, nie wyłączając zdrad-przyjaźni z Kwaśniewskim i Palikotem i… rozumieć, czyli w wyborach zagłosować na niego.

Jeszcze się, jak kutas złamię…

Niedoczekanie wasze.

Włodek Bratkowski

23 września 2017 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jaja jak czerwone berety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *