BANAN NAD WISŁĄ

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Nie byłbym taki pewny, że innym razem sprawy potoczą się świetlistym szlakiem i dobro zatryumfuje. Nie wierzę w rozstrzygającą moc jakiejkolwiek armii, nawet tej rewolucyjnej, czy tej lepiej wyszkolonej i kontrrewolucyjnej zarazem, choć wojskowe szkolenie to rzecz nie bez znaczenia.  Kto by przypuszczał, że sklecona naprędce polska armia okaże się pod każdym względem lepiej przygotowana do wojny niż zaprawiona w bojach Armia Czerwona?

W 1920 r. zasoby ludzkie w obu krajach były na wyczerpaniu. Wodzom zwycięskiej rewolucji wydawało, że Warszawę wezmą iście sportowym rzutem na taśmę. Błąd drogo kosztował. Okazało się, że po wkroczeniu na ziemie rdzennie polskie walki przybrały charakter zażarty, przynajmniej z jednej strony.

W Armii Czerwonej zabrakło ducha rewolucyjnego zwłaszcza na niższych szczeblach. Tymczasem polską zbrojną drużynę – jakby to było przez niektórych nieoczekiwane – uniósł w porywie duch patriotyzmu, którego jeszcze niedawno tak brakowało w walkach o projekt – od morza do morza, włączając w to nie tyle Kresy, co bezkres Białorusi i…  Ukrainy, z pribałtami włącznie.

Co to ma wspólnego z PRZEDMURZEM?

Gdybyśmy się kurczowo trzymali koncepcji Przedmurza, wyprawę na Kijów należałoby nazwać pochodem krzyżowym, a nie podpierać się jakimiś tam zużytymi sloganami, w rodzaju „Za Wolność – Waszą i Naszą!”, podnoszonymi po obu stronach barykady.

Bolszewicy nie mogli oprzeć się pokusie – zwycięstwo Światowej Rewolucji wydawało się na wyciągnięcie ręki. Pośliznęli się przy rzucie na taśmę… na skórce od banana.

Skąd w 1920 r. banan nad Wisłą?

W tym właśnie sensie Niepodległa to nic innego, jak prekursor wszystkich bananowych republik we władanie kapitału wziętych razem.

I tym razem pozwolę sobie prześliznąć się po temacie, głos oddając obowiązującej w Polsce narracji, posiłkującej się dokumentami.

Czy wybiórczo? A jakież to ma znaczenie?

Dla jednych to klęska, dla innych zwycięstwo. Osobiście nie przyznaję się do porażki. Inni się za nią tłumaczą. Nie przystanę również do piewców zwycięstwa i Cudu nad Wisłą.

INNYM RAZEM!

W nabrzmiewającej sytuacji rewolucyjnej – trenuję. Jak zwykle nabiłem lodówkę przejrzałymi bananami. Nawet żona mnie nie rozumie. Ślizg mam opanowany w każdą stronę – rozciągnijcie tylko taśmę.

A teraz wysłuchajcie z uwagą dobrze udokumentowanego dialogu o skórce od banana.

Nie powiem, że zapraszam, gdy będzie pozamiatane. Niemniej nie ruszają mnie dobiegające z Waszyngtonu i Moskwy groźne pomruki. W końcu i poniekąd – podstawą mojego żywienia są banany. To również sposób na latynizację – zabezpieczyłem się z każdej strony.

Świętojebliwych zapewniam  – na każdą okoliczność jestem przygotowany.

A wy – co mi proponujecie – zgniłe arbuzy?

Właśnie kupiłem w „Biedronce” na święto państwowe i religijne. Piętnastego otworzyłem go… ALE SMRÓD. Brakuje tylko ISKRY.

Czy ta wystarczy?

Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!

Włodek Bratkowski

15 sierpnia 2017 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jaja jak czerwone berety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *