MARTWE GWIAZDY

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

W politycznym karnawale lat 1980-1981 przez moment zaistniałem na szczeblu zakładowym, by przejść do struktur poziomych – bynajmniej nie w PZPR, lecz w „Solidarności”.

W „Solidarności” Region Mazowsze trochę wolnego miejsca znalazło się przy Wszechnicy Robotniczej, prowadzonej przez Zdzisławę Pankiewicz i Henryka Wujca. Było go akurat tyle, by palec wetknąć między drzwi. Więcej bym pewnie nie zagospodarował, a i tego było nadto. Wszechnica Robotnicza koordynowała spotkania aktywistów zakładowych, organizowała wykłady dla nich w Regionie i Politechnice. Podobne wszechnice pod różnymi nazwami działały wówczas przy klubach studenckich. Na ulicach w rejonie wyższych uczelni było pełno ogłoszeń i wzmianek o wykładach i spotkaniach. Miałem zagospodarowany każdy dzień – niekończący się polityczny festiwal, który przerwał Stan Wojenny.

Jak dziś pamiętam giełdę wydawnictw niezależnych przy Politechnice. To tu trafiłem na pismo „Walka Klas”, związane z Międzynarodowym Sekretariatem IV Międzynarodówki, redagowanym przez przebywającego w Paryżu Stefana Bekiera i kogoś tam ze Szwecji, bodajże Goldberga. Oko w oko zetknąłem się z nimi w Ośrodku Pracy Politycznej SZSP UW przy klubie „Sigma”. Konkretnie niekoniecznie z nimi, raczej z ich krajowymi współpracownikami – Tadeuszem Walczakiem, Wacławem Szczepańskim i guru krajowej trockistowskiej rodzinki – Ludwikiem Hassem, który w cywilu był ojcem Tadeusza Walczaka, którego ze studiów znałem z widzenia jako Borysa Hassa. Przelotem spotkałem się nawet z Bekierem – przed jego wydaleniem. Część tej grupy była w jakiś przedziwny sposób zakonspirowana – do dziś nie wiem przed kim, bo wiadome służby ich bez trudu rozpracowały. Ale nie to jest najważniejsze.

To co rzucało się w oczy, to bynajmniej nie pokraczna konspiracja, lecz zawzięta konkurencja z drugą grupką trockistów, związaną ze Zjednoczonym Sekretariatem IV Międzynarodówki (mandelistami). Pierwszy numer polskiego pisma tej drugiej grupy o nazwie „Inprekor” przechwyciłem w pokoju Wszechnicy Robotniczej „Solidarności” Regionu Mazowsze. Madame, która go tam podrzuciła na delikatną zaczepkę nie zareagowała. Niemniej egzemplarz z orłem w koronie na okładce przeznaczony dla związanego z KOR-em Henryka Wujca trafi do mnie. Leżał by sobie w szufladzie. A tak po prostu – bez czytania – podarowano mi to kuriozum.

Ze Stefanem Piekarczykiem i J. Alio, a poprzez nich Zbigniewem M. Kowalewskim i „małym” złapałem kontakt już po wprowadzeniu Stanu Wojennego, gdy w kraju pojawiła się zminiaturyzowana wersja „Inprekora”. Całkiem niezłe czytadło.

Z obiema zwalczającymi się grupami jakiś czas nawet współpracowałem – z pierwszą redagowałem pismo „Metro”, z drugą – „Sprawę Robotniczą”. Działacze obu grup trockistowskich permanentnie pouczali nas, że ZSRR pozostaje „zdegenerowanym państwem robotniczym”, zaś demoludy, takie jak PRL, to „zdeformowane państwa robotnicze”. Biurokracja to nie jakaś tam nomenklatura czy nowa klasa, lecz warstwa kierownicza tych państw.

Z mojego punktu widzenia było to obojętne – w państwie okresu przejściowego od kapitalizmu do socjalizmu/komunizmu – jakim go znałem – było coraz mniej elementów docelowych. Eksperymentalnego planu już dawno nie realizowano. Za mego świadomego życia komunizm nam już nie majaczył. Zmierzaliśmy na złamanie karku w przeciwną stronę. Trockiści tymczasem pieli z zachwytu. Do szczęścia brakowało im tylko rozkładu KPZR, PZPR oraz rewolucji polityczno-demokratycznej. Reszta na wzniosły moment – upadku muru berlińskiego – wypadła im z pola widzenia. Odmienne zdanie, zbliżone do naszego miał jedynie Ludwik Hass. Współpraca z nim rozciągnęła się na lata 90. To on sprowadził do Polski jeszcze jedną tendencję trockistowską – amerykańsko-niemieckich „Spartakusowców”, którzy okopali się ideologicznie w Afganistanie, broniąc najbardziej wysuniętych przyczółków tzw. realnego socjalizmu, gdy armię radziecką już z tego kraju wycofano. Spartakusowcy bronili NRD, gdy tego kraju tak naprawdę już nie stało – dzięki towarzyszom z Moskwy.

Nikt tak nie bronił zdegenerowanych i zdeformowanych państw robotniczych już po ich upadku, jak oni. My upominaliśmy się jedynie o zdobycze robotnicze i o uwzględnienie krytycznych analiz nieudanego eksperymentu z naszych marksistowskich pozycji.

Dziś prym w tej odmóżdżonej sztafecie dzierżą bez wątpienia bezkrytyczni wobec ZSRR i PRL – KPZR i PZPR młodzi neostalinowcy. Gwiazdy trockistowskie, które wytyczały świetlisty szlak obrony ZSRR, NRD i PRL zgasły – nie upominają się o zdegenerowane/zdeformowane państwa robotnicze. Posttrockiści zdaje się ostatecznie wyparli ten nieudany eksperyment z pamięci. Coraz częściej kojarzą go już tylko z kapitalizmem państwowym, bądź stalinizmem.

Pierwsza na tym polu była Solidarność Socjalistyczna, obecna nazwa Pracownicza Demokracja, córka brytyjskiej SWP. Próba utożsamienia nieomal całej historii ZSRR i całej PRL ze stalinizmem – to już domena CWI i Alternatywy Socjalistycznej (patrz: http://socjalizmxxi.nazwa.pl/mainsite/2017/08/01/zjednoczenie-cwi-z-ir-historyczne-wzmocnienie-sil-marksizmu/). Reszta posttrockistów zmierza w niebyt lub ich śladem… w czarną dziurę – co na jedno wychodzi – wmawiając gawiedzi, że walcząc o LGBT i coś tam jeszcze, przy tym trzymając się kurczowo „klasy pracowników najemnych”, konsekwentnie podążają śladem Lenina.

Nie to co – sekciarze – tacy jak my, którzy zgodnie z sekciarską tradycją bolszewików i SDKPiL, oddzielają od walki z wszystkimi opresjami – domeny nowych ruchów społecznych i posttrockistów – interesy partykularne i obiektywne klasy robotniczej.

Chcieć to móc. Mogę nawet topić smutki w gorzałce.

Aktualnie raczę się wodą mineralną – lekko gazowaną, czyli jestem na gazie.

Włodek Bratkowski

7 sierpnia 2017 r.

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Jaja jak czerwone berety. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „MARTWE GWIAZDY

  1. samograj pisze:

    Włodek jak zwykle w formie. Całkiem podobnie jak Marks i Engels kpiący z Proudhona, Gruna, Weitlinga

  2. Marcin Brys pisze:

    SPOWIEDŹ DZIECIĘCIA EPOKI. Smutna opowieść. Ilu takich dobiega kresu, zostały im wspomnienia, obrazy minionego czasu. Tylko obrazy. Żadnej informacji o malarzach, twórcach teatru. Dlaczego akurat tak było, co autorzy chcieli przekazać, co osiągnąć? Nieważne, tak było, bo tak to wyglądało, bo tak w książce pisze. Zostaje jedynie topić smutek w gorzałce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *