Świat bez nas jest inny (część 1)

Może bardziej realny, może bardziej rodzinny (oj, ta „lewicowa rodzinka”!), może bardziej intymny, ale zawsze jest inny. Nie tylko pod względem kulturowo-obyczajowym.

Rozłam w Grupie Inicjatywnej Partii Robotniczej był już prostą konsekwencją marazmu organizacyjnego. W roku 1995 wszystko już było jasne – świeżo zainstalowany polski kapitalizm zachwiał się, ale nie upadł. Robotnicze wystąpienia w końcu zostały skanalizowane przez przyśpieszone wybory parlamentarne, w których zwycięstwo odniosły organizacje skupione wokół SdRP w wyborczy Sojusz Lewicy Demokratycznej. W 1993 r. porozumienie wyborcze z SdRP zawarł, w imieniu Polskiej Partii Socjalistycznej, Piotr Ikonowicz. To, oczywiście, uruchomiło lawinę.

Z „Solidarności” Regionu Mazowsze usunięta została lewica, której Maciej Jankowski już nie ufał – wypadła nie tylko PPS i „Solidarność Pracy”/Unia Pracy, ale rozpoczęła się również wojna z GSR-owską redakcją „Kuriera Mazowsze”, o której donosiły mass-media. Mimo protestu komisji zakładowej i całkiem realnej groźby strajku w Regionie, problem w końcu został rozwiązany. Interweniowała ekipa „Tygodnika Solidarność”; mianowany został nowy redaktor naczelny; zaczęła się czystka w redakcji; wreszcie, zwolniona została Grażyna Polkowska. Piotr Izgarszew, drukarz i przewodniczący komisji zakładowej pracowników Regionu, złapany na piciu alkoholu, został w ordynarny sposób zaszantażowany. Nawet jedna panienka/towarzyszka z GSR, również zatrudniona w regionie, odcięła się od „awanturnictwa” GSR-owskiej ekipy „Kuriera Mazowsze” i osobiście próbowała wyprosić Włodka Bratkowskiego z Regionu.

Grażyna Polkowska odwołała się do Sądu Pracy. Walkę w jej imieniu podjął „Tygodnik Antyrządowy”. G. Polkowska uzyskała nawet poparcie kilkunastu komisji zakładowych „Solidarności”. W tym momencie zwróciliśmy się do Daniela Podrzyckiego i „Sierpnia ‘80”, prosząc o pomoc w zorganizowaniu pikiet (wystarczyło przysłać parę autobusów górników, hutników i metalowców), zwłaszcza że prowadzona była kampania ulotkowa na rzecz zainstalowania komisji zakładowej „Sierpnia ’80” w FSO. W tej sytuacji prosiło się wręcz o zorganizowanie pikiety we współpracy ze zwycięską załogą FSM TYCHY. Strajki wisiały przecież jeszcze w powietrzu, podobnie jak rozłam w „Solidarności”. Podrzycki odmówił.

Na zjeździe regionalnej „Solidarności” sprawa redakcji „Kuriera Mazowsze” nie wyszła poza kuluary. Znalazła się bowiem, zgodnie z oczekiwaniem, na szarym końcu planu obrad. Nie stać nas było na samodzielną pikietę pod Zakładami Mechanicznymi im. Marcelego Nowotki. W zakładowej sali konferencyjnej, gdzie obradowała mazowiecka „Solidarność”, kolportowaliśmy jedynie ulotki i „Tygodnik Antyrządowy” z dokumentacją w tej sprawie. Służby porządkowe „S” nawet nie interweniowały – w końcu nie byliśmy tu obcy. Ostatecznie, również Region Mazowsze oficjalnie poparł Akcję Wyborczą „Solidarności”, choć jeden z regionów „S” z tego się wyłamał, o czym donosiliśmy w „Kurierze Mazowsza” (bezpośredni powód zwolnienia Grażyny Polkowskiej) i w „T.A”.

Nic dziwnego, że nasze drogi z „Sierpniem ‘80” zaczęły się rozchodzić. Akcja na rzecz promocji „Sierpnia” w Warszawie została wstrzymana. Odtąd mogliśmy już tylko liczyć na lewicę postpezepeerowską, której niemoc była przytłaczająca. Rozruszać to towarzystwo nie było lekko. Również działania na Warszawskie Porozumienie Związków Zawodowych i OPZZ osiągnęły punkt krytyczny.

Przyśpieszone wybory przesądziły sprawę. Działacze związkowi aż ślinili się do parlamentarnych stołków. Część załapała się na listy SLD (w tym cały OPZZ-towski Ruch Ludzi Pracy z Ewą Spychalską, Ryszardem Zbrzyznym, Lechem Szymańczykiem, wiceprzewodniczącym WPZZ na czele), inni skorzystali z oferty „Solidarności Pracy”/Unii Pracy (przewodniczący WPZZ, Sławomir Nowakowski, szef Związku Zawodowego Maszynistów itd.). Szefowie „Sierpnia ‘80” zwyczajnie przegapili okazję. Rozglądali się jednak już na przyszłość za „solidniejszym” partnerem. Bynajmniej nie musiała nim być lewica, już wówczas najbardziej realny był sojusz z Konfederacją Polski Niepodległej, Samoobroną i Bohdanem Pękiem z PSL, o czym mówili bez ogródek. W rozgrywce wyborczej nie liczyły się przecież radykalnie lewicowe marginalia. Fala wielkich strajków przechodziła już do historii.

Rozłam w Grupie Inicjatywnej Partii Robotniczej miał trywialne podstawy. Emisariuszka LIT (CI) musiała wracać do Argentyny, aby zadbać o własną emeryturę. Lider GIPR, Włodek Bratkowski, w ogóle o to nie dbał, bo nie dbał również o własną. Emisariuszka musiała się także rozliczyć przed LIT (CI) i zapewnić centralę, że GIPR będzie w końcu jej polską sekcją. Według GSR-owskiego trzonu GIPR to ostatnie nie wchodziło w rachubę. Elżbieta Jezierska starała się to jakoś przełamać, namawiając Włodka do udziału w europejskich konferencjach LIT. Rezultat był niezadowalający – na wycieczkę do Hiszpanii mogła jechać Grażyna Polkowska, mógł nawet pojechać Zbigniew Partyka lub Andrzej Witul, łasy na uroki hiszpańskich plaż, ale Bratkowski miał to gdzieś. Molestowania politycznego jednak nie wytrzymał i oddał GIPR koleżance z LIT (CI), występując z organizacji. W tym momencie wszystko było w rękach członków GSR, a w zasadzie, konkretnie, w rękach Zbigniewa Partyki. Ten, ponaglany przez Elżbietę, zastanawiał się jakiś czas, a w końcu zdecydował – i również wystąpił z GIPR. To był już rozłam. Padła zresztą zapowiedź, że będzie reaktywowana Grupa Samorządności Robotniczej.

W tym czasie już nie ukazywał się „Tygodnik Antyrządowy”, a głównym pismem GIPR była „Samorządność Robotnicza”. GSR oczywiście zabrała swój tytuł. Nowym pismem GIPR, pod rządami LIT, został „Głos Robotniczy”.

Pierwszy jego numer ukazał się w kwietniu 1995 r. i zawierał ostre ataki na liderów Grupy Samorządności Robotniczej, których oskarżono nawet o likwidatorstwo. W międzyczasie GSR próbowała unormować swoje stosunki z GIPR/LIT, ale bez pozytywnego rezultatu. Elżbieta Jezierska i wspomagający ją emisariusze LIT (CI) wybrali ostrą, demagogiczną walkę frakcyjną. W rezultacie walki frakcyjnej, wspomaganej zresztą z zewnątrz przez odpowiednie służby i LIT (CI), grupa pękła na trzy części, w tym dwie mniej więcej równe. Największa, duuużo większa od pozostałych, poszła w polityczny niebyt; niektórzy byli działacze ZKP „Proletariat” wrócili do macierzystej organizacji.

Rozsypały się również tzw. przyległości. Syndykaliści Andrzeja Smosarskiego zadomowili się na dobre w lokalu PPS-u na Nowym Świecie.

Na początku kolejnego wieku wszystkie te grupy przylgnęły do PPS Piotra Ikonowicza, szczerego i oddanego ex-przyjaciela „dyrekcji” Podziemnej „Solidarności”, lewicy postkorowskiej i Aleksandra Kwaśniewskiego, i podjęły hasło ze znanej już nam ulicy i kolejnego zmiennika „Solidarności” – masowego ruchu No Global – INNY ŚWIAT JEST MOŻLIWY, kierując się jak zwykle „obiektywną dynamiką rewolucyjną ruchu społecznego” Zbigniewa M. Kowalewskiego i paru największych tendencji posttrockistowskich IV Międzynarodówki, tak bliską duszy każdego anarchisty.

Ale przedtem jeszcze się coś działo, choć nie miało to już większego znaczenia dla realnego układu sił w kraju, w ruchu robotniczym, w związkach zawodowych i na radykalnej lewicy. Warto jednak i o tym pamiętać, każdy ma bowiem prawo wyciągnąć własne nauki z tej jakże ulotnej historii.

Już w pierwszym numerze „Głosu Robotniczego” nowe, sfeminizowane i tymczasowe kierownictwo GIPR po wodzą Elżbiety Jezierskiej, w składzie którego znalazła się nie opłacająca składek Teresa Ożarowska (pseudonim pracowniczki „S” Regionu Mazowsze, znanej nam już z konfliktu wokół „Kuriera Mazowsze”, gdzie wykazała tylko troskę o własną skórę) wraz z koleżanką (obie zresztą Elżbieta Jezierska uczyła języka angielskiego), zapowiedziało „kontynuację najlepszych tradycji ‚Samorządności Robotniczej'”, które podobno „pozostały niezmienione”. Te „gorsze” oczywiście zostały usunięte, jak nieczystości i wylane na nas wraz z pomyjami. Kto chciał mógł o tym przeczytać w „Głosie Robotniczym” i w specjalnym suplemencie (z marca/kwietnia 1995) do „Samorządności Robotniczej”, w którym ukazały się nasze artykuły z odpowiedzią na szeroko kolportowane, również w WZZ „Sierpień ‘80”, oszczercze materiały zawarte przede wszystkim w „Biuletynie Informacyjnym GIPR” (nr1/1995) oraz osobiście i telefonicznie przez Elżbietę Jezierską.

W suplemencie, obok naszych polemik, znalazły się również przedruki z „Biuletynu Informacyjnego GIPR”. Każdy mógł sobie zatem wyrobić zdanie.

Suplement otwierało mocno spóźnione słowo od redakcji: „Naszą intencją nie było i nie jest prowadzenie jałowych sporów. Wciąż jednak uczymy się czegoś. Odchodząc z GIPR wyciągnęliśmy rękę na zgodę. Poczytano nam to zapewne za słabość. Preferując łagodną wersję rozstania i kompromisowe rozwiązania, złożyliśmy ofertę współpracy, przy okazji deklarując uprzejmie zadowolenie z możliwości powołania na bazie GIPR przybudówki LIT (CI). Zastrzegliśmy sobie jednak niezależność organizacyjną. Niezależność w naszym odczuciu rekompensowała nam straty. Nie zważając na to Elżbieta przystąpiła do frontalnego ataku. Na agresję musimy odpowiedzieć. Niniejszy suplement jest wymuszony koniecznością obrony. Czytelnik ma prawo poczuć się zdegustowany. Stąd suplement ma ograniczony zasięg. Redakcja”.

Dalej, równolegle z artykułami z „Biuletynu Informacyjnego GIPR”, przedstawione były nasze argumenty, z których najistotniejsze były o charakterze organizacyjnym: „Pierwszym koniecznym wyjaśnieniem jest to, że już sama prezentacja w Biuletynie GIPR problemu, uwypukla istotę konfliktu, który nie jest sporem wewnątrz GIPR, lecz sporem między LIT (CI) a GIPR i później GSR. W dwóch wewnętrznych materiałach LIT (CI) wymienione jest 11 razy, nadto zamieszczony jest list LIT (CI). Biuletyn jest więc swoiście wewnętrzny, warto by obecni członkowie GIPR uświadomili sobie wewnątrz jakiej struktury się znaleźli” (Zbigniew Partyka, „W obronie prawdy”, ss. 1-2) oraz dotyczące odmiennej oceny sytuacji politycznej na początku 1995 r. Już tytuł artykułu Elżbiety Jezierskiej wyjaśniał sprawę – „Nigdy nie jest tak ciemno jak przed wschodem słońca”. Naszym zdaniem – słońce już zaszło dla GIPR.

Ponadto, w suplemencie znalazł się odlotowy referat Elżbiety Jezierskiej pt. „Analiza obecnego kryzysu” – skomentowany przez Zbyszka Partykę, wymieniony już list LIT (CI) oraz dwie riposty: Włodka Bratkowskiego „Bez zgniłych kompromisów” i Zbigniewa Partyki „Różnica metod”.

Sfeminizowane, tymczasowe kierownictwo GIPR uznało publikację swoich materiałów w suplemencie do „Samorządności Robotniczej” za… denuncjację, albowiem szeroko kolportowany biuletyn był podobno tylko do „użytku wewnętrznego”. Ponadto oskarżono nas o współpracę z SB.

Od tej chwili zaczęliśmy z mozołem odrabiać straty, które, na tym etapie, w gruncie rzeczy, były już nie do odrobienia.

Do końca 1997 roku ukazało się jeszcze 6 solidnych numerów (i jeden specjalny) „Samorządności Robotniczej” i równolegle 12 numerów „Głosu Robotniczego”.

W 15. numerze „Samorządności Robotniczej” znalazła się cytowana już przez nas w innym artykule odpowiedź na „Propozycje GIPR”, podsumowująca rozbieżności programowe, które na początku 1996 r. były już w pełni widoczne. Warto ponownie zacytować naszą odpowiedź, tym bardziej, że „Propozycje GIPR” miały wówczas wzięcie. W 12. numerze „Głosu Robotniczego”, obok artykułów upominających się „O międzynarodową solidarność klas pracujących w walce o wyzwolenie od ucisku ekonomicznego” i dotyczących konkretnych kwestii krajowych, znalazła się, m.in. bezkrytyczna relacja z II Krajowego Zjazdu Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień ‘80” oraz efekt spotkania, na którym zawiązała się Lewicowa Alternatywa (Kielce, 1-2 marca 1997), w skład której weszła GIPR, pozostająca jednocześnie elementem składowym powołanej przez LIT (CI) Międzynarodowej Partii Robotniczej (MRP). Oświadczenie w tej sprawie znalazło się na stronie 25 „Głosu Robotniczego”. W Lewicowej Alternatywie GIPR był reprezentowany przez Dariusza Ciepielę, który, obok Romana Adlera-Zawieruchy, i paru młodych działaczy PPS czy GIPR, stanowił śląski, a zarazem ogólnopolski trzon GIPR. Warszawska, sfeminizowana grupa GIPR, po wyjeździe Elżbiety Jezierskiej, wycofała się z polityki. GIPR wciąż jeszcze formalnie był reprezentowany przez bezkonfliktowego przewodniczącego, członka „Solidarności”, Marcina Nieznańskiego z Bydgoszczy, który pełnił ponadto funkcję dyżurnego robotnika i figuranta.

W tymże numerze znalazła się również odpowiedź na „Propozycje GIPR” członka Krajowego Komitetu Wykonawczego Związku Komunistów Polskich „Proletariat”, przyszłego przewodniczącego KPP, Marcina Adama oraz „Odpowiedź GIPR na deklarację Komitetu Łączności pomiędzy LIT-CI a WI-RFI”, w myśl której GIPR z pewną nieśmiałością i wewnętrznymi oporami wpisywał się w międzynarodowe struktury południowoamerykańskiej odmiany ruchu trockistowskiego. Nie była to wszakże decyzja definitywna, lecz dopiero „wstęp” do odpowiedzi. Wciąż jeszcze trwały mitomańskie, szeroko zakrojone społeczne konsultacje, albowiem redakcja apelowała do „wszystkich zainteresowanych o kontakt”. W tej sprawie musiała się zapewne jeszcze wypowiedzieć polska klasa robotnicza skupiona we wszystkich współpracujących z GIPR związkach zawodowych. Zapewne się wypowiedziała, skoro GIPR już nie istnieje, podobnie jak LIT (CI) i WI-RFI oraz MPR.

W tej sytuacji również my mogliśmy na kilka lat opuścić scenę polityczną, a powód był prozaiczny – brak gotówki i konflikty personalne, o które w takich sytuacjach nie trudno.

Patrząc z dystansu, znaczenia nabierają różnice programowe. Spróbujmy więc nimi się zająć. Odpowiedzi na „Propozycje GIPR” są po tym względem szczególnie pouczające. (CDN)

Ewa Balcerek, Włodek Bratkowski

29 kwietnia 2009 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia ruchu robotniczego, Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *