Taki był i taki jest plan

Na początku lat 90. wydawało się, że Grupa Samorządności Robotniczej może pokusić się o stworzenie REWOLUCYJNEJ PARTII ROBOTNICZEJ. Przed nami próbowali już vargiści, którzy w latach 1980-1981 na bazie „Walki Klas” i Rewolucyjnej Ligi Robotniczej Polski nawoływali do „Otwartego Kongresu Założycielskiego Rewolucyjnej Robotniczej Partii Polski”. Nie przypadkiem kongres był otwarty nieomal dla każdego, a jednocześnie dla nikogo. Stan wojenny przekreślił sprawę definitywnie. Po nim Rewolucyjna Robotnicza Liga Polski już się nie podniosła. Polscy vargiści wydali, co prawda, razem z Włodkiem Bratkowskim dwa numery pisma „METRO” (W.B. był wówczas także członkiem redakcji „RÓWNOŚCI”, ukazał się tylko jeden numer), w tym jeden podwójny, pod względem edytorskim zresztą bez zarzutu (druk na tzw. dojściu), ale to bynajmniej nie było pismo RLRP, ale raczej Włodka. On był szefem, on rozdawał karty, organizował druk i kolportaż, wreszcie wymyślił tytuł – „szybkiej kolei podziemnej”.

Efekt był piorunujący, bo mieszanka była piorunująca: Maciek Szczepański – strona graficzna, Borys Hass (Tadeusz Walczak) i Włodek Bratkowski – teksty. Nakład 5 tys. egzemplarzy. Rok 1982. Stan wojenny. Pismo wchodzi na główne struktury kolportażowe, niektóre z nich zwijały się w popłochu – takiej krytyki kierownictwa „Solidarności” i polskiego nacjonalizmu nikt jeszcze nie widział i długo po tym nie zobaczył, a jednocześnie pismo ocierało się wręcz o „akcję bezpośrednią”, skoro w piśmie reklamowana była nawet działalność organizacji bojowej PPS i bolszewików. Trockistów zamurowało. Ludwik Hass uważał, że przesadzamy, ale, na przykład, na działaczach Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności” i pisma „Przetrwanie” podziemne „Metro” zrobiło niesamowite wrażenie. Zaczęły się długie polityczne dyskusje, w których brali udział, m.in. Mieczysław Nowak i Andrzej Sieradzki, Wojtek z redakcji „Przetrwania”, a nawet redaktorzy pisma „Wola”; ci ostatni grymasili.

Numer 2/3 ze względu na kłopoty z kolportażem (nakład bowiem nie został zmniejszony) wykładany był również na klatkach schodowych – nie brakowało bowiem takich, którzy uznali pismo za prowokację ubecką, zwłaszcza w opiniotwórczym środowisku postkorowskim, które zresztą było w „Metrze” słusznie ostro krytykowane. Przeciwko pismu wystąpiła również „dyrekcja” warszawskiej Podziemnej „Solidarności” – padł kolportaż, m.in. na ożarowskie „Kable” (kontakt „Wszechnicy Robotniczej”, którego do końca nie dało się odzyskać), albowiem przeciwdziałanie było zbyt silne. Pozostałe struktury przyjęły pismo w ograniczonej ilości egzemplarzy, niektóre tylko „do własnego użytku”. Nie brakowało również takich, którzy nas podziwiali. Nawet na prawicy. „Metro”, to było pismo z „jajami”. Jeden z vargistów, Sylwester Szok, recytował te artykuły z pamięci, zwłaszcza pisane przez Tadeusza Walczaka. Pełny odlot i surrealizm.

Numer czwarty nie ukazał się, bo vargiści pozyskali Maćka Guza i zaczęli wydawać „Jedność Robotniczą”; ale tu również decydowali nie oni, lecz Maciek Guz, który wówczas współpracował również z nami. Wreszcie, po urobieniu Maćka, udało im się wydać wymarzony, krajowy numer „Walki Klas”. Jednak konflikt z redakcją zagraniczną „Walki Klas” i Stefanem Bekierem zamknął i ten rozdział definitywnie.

Przegrupowaniom nie było końca.

We wrześniu 1983 r. powstała Grupa Samorządności Robotniczej i rozpoczęły się przygotowania do uruchomienia własnej drukarni na bazie Międzyzakładowego Komitetu Współpracy „Solidarności” i pisma „Sprawa Robotnicza” – we współpracy z Zjednoczonym Sekretariatem IV Międzynarodówki. W roku 1985, już po rozłamie w redakcji i grupie, zwolennicy IV Międzynarodówki decydują, aby wraz byłą młodzieżówką GSR i Robertem Dymkowskim powołać Robotniczą Partię Samorządnej Rzeczypospolitej, polską sekcję IV Międzynarodówki. Tę inicjatywę czeka wkrótce sromotna kompromitacja.

Bezskuteczne okazały się również próby reaktywacji „partii Bałuki”, które nie wyszły poza Szczecin. Nasze spotkanie z Edmundem Bałuką na warszawskim Ursynowie zostało przerwane, gdy Bałuka zobaczył egzemplarz jakiegoś radzieckiego pisma, kupionego w EMPIKU. Spieprzał aż się za nim kurzyło. Nie chciał niczego słuchać.

Dopiero na przełomie lat 80. i 90. uzyskaliśmy dobrą pozycję do wyjścia z inicjatywą polityczną. Po raz trzeci próbowaliśmy wzmocnić swój stan członkowski w oparciu o Klub „Sigma” UW, powołując Klub Polityczny „Równość”, tym razem bez spektakularnego rezultatu. Jednak nie zrażając się tym rozszerzyliśmy swoją „ekspansję” również na inne środowiska tzw. lewicy akademickiej: Klub Otrycki UW, SZSP i ZSMP (Warszawa i Wrocław), w tym Ruch Młodej Lewicy, środowisko związane z wrocławskim pismem „Sprawy i Ludzie” pod redakcją J. Bartosza, Stowarzyszenie Marksistów Polskich (Katowice i Warszawa), na Związek Komunistów Polskich „Proletariat” oraz na różne związki zawodowe. Kolportaż prowadziliśmy również na siedziby OPZZ i SLD i wszystkie odbywające się tam imprezy. Wkrótce redagowaliśmy i współredagowaliśmy już kilka biuletynów związkowych, w tym „W POPRZEK” – Warszawskiego Porozumienia Związków Zawodowych i „KURIER MAZOWSZE” – tygodnik „Solidarności” Regionu Mazowsze. Ponadto ukazywała się nasza seria wydawnicza „Alternatywy” i „Zeszyty GSR” oraz pisma własne „SAMORZĄDNOŚĆ ROBOTNICZA” i „TRASY-BIS”, a także pismo LIT (CI) „POCZTA ZE ŚWIATA”. Członkowie GSR współpracowali również z pismami PPS-RD: „Praca-Płaca-BHP” i „Robotnik”.

Wreszcie pod koniec października 1991 r. GSR przyjął propozycję swojego byłego członka, Roberta Dymkowskiego, i podjął się redagowania „TYGODNIKA ANTYRZĄDOWEGO”, pomimo sprzeciwu emisariuszki LIT (CI) i wątpliwości współpracującego z nami Ludwika Hassa.

Okres ekspansji „Tygodnika Antyrządowego” nałożył się na wielkie protesty robotnicze lat 1992-1993 i pozwolił GSR wyjść z szerszą inicjatywą polityczną – koalicji „Na lewo od PPS”, na bazie której wkrótce powołana została GRUPA INICJATYWNA PARTII ROBOTNICZEJ. Koalicja została utrzymana – do tego celu służył „Magazyn Antyrządowy”. Zarówno koalicja, jak i GIPR miały charakter otwarty, kierownictwem GIPR, zgodnie z przyjętymi tymczasowymi zasadami statutowymi, był GSR-owski trzon grupy warszawskiej plus jedyna w grupie trockistka, Elżbieta Jezierska z LIT (CI). Pozostałe formacje trockistowskie przyjęły GIPR wrogo, z mety i a priori oskarżając nas o nacjonalizm i stalinizm.

Wkrótce do GIPR zaczęły wchodzić całe oddziały ZKP „Proletariat”, mimo przeciwdziałania pro-SLD-owskiej części kierownictwa w Dąbrowie Górniczej i w Warszawie, oraz poszczególni członkowie ZKP „Proletariat”, w tym młody wiceprzewodniczący – Robert Bokacki oraz Jerzy Łazarz. To oczywiście był błąd, który trudno było naprawić, a jednak pojawiła się szansa pozytywnego rozwiązania narastającego konfliktu z ZKP „Proletariat”. Tą szansą była ekspansja na Stowarzyszenie Marksistów Polskich i porozumienie z przewodniczącym katowickiego oddziału SMP, byłym liderem „Forum katowickiego”, Wsiewołodem Wołczewem. W wyniku tego porozumienia kolejne organizacje ZKP „Proletariat” zaczęły przechodzić do GIPR. Pierwsza w wyniku tego porozumienia przeszła organizacja gliwicka z doktorem Mieczysławem Baranem na czele. Wcześniej do GIPR weszła już organizacja łódzka z Jurkiem Targalskim i Stanisławem Ptakiem na czele oraz kilka mniejszych oddziałów. Kilkanaście zostało objętych kolportażem „T.A.”. Napływały dobrowolne składki i wpłaty od kolporterów. Pozostała część nakładu, w miarę możliwości rozprowadzana była na strajkach i manifestacjach. Do organizacji zapisywali się również związkowcy z konkurencyjnych centrali i różnych związków zawodowych. Nawiązano ścisłą współpracę z kierownictwem Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień ’80” i oddolnie z robotnikami nie zawsze należącymi do organizacji związkowych.

Plan był przejrzysty i prosty zarazem. Centralizm demokratyczny obowiązywał z pewnymi tymczasowymi zastrzeżeniami, które całą władzę wykonawczą oddawały grupie warszawskiej (grupa warszawska zbierała się codziennie na ul. Hożej 29/31, pozostałe organizacje miały autonomię na swoim terenie, objęte były kolportażem „Tygodnika Antyrządowego” i „Magazynu Antyrządowego”. Ich głównym celem, ze względu na podeszły wiek członków, było zapewnienie odpowiednich środków do samodzielnego politycznego istnienia pism GIPR, które cieszyły się wielkim powodzeniem wśród, nie ma co ukrywać, mocno podstarzałych towarzyszy, byłych członków KPP i PPR, którzy pod koniec życia chcieli otwarcie afiszować się ze swoim nieco zakurzonym i zapomnianym już komunizmem, i zerwać radykalnie i raz na zawsze z PZPR i SdRP/SLD. Współpraca z nami była tego gwarancją.

Na arenie międzynarodowej GIPR związany był z drugą co do wielkości tendencją trockistowską. Porozumienie zakładało jednak pełną niezależność, oparte było bowiem na wspólnie aktualizowanych, GSR-owskich zasadach programowych. Samodzielność finansowa była dodatkową gwarancją. Plan był bez zarzutu. Padł wraz z niespodziewaną śmiercią Wsiewołoda Wołczewa, który po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu zmarł 1 czerwca 1993 r. Na jego pogrzebie byli obecni liderzy GIPR i emisariuszka LIT (CI), która zaintonowała „Międzynarodówkę”, grała orkiestra górnicza z Kopalni „Wujek”.

Jego zastępcy i następcy nie mieli już jego autorytetu, odwagi i zdecydowania, podwinęli zatem ogon pod siebie. W tej sytuacji mieliśmy już tylko jedną szansę, zasoby finansowe kurczyły bowiem się gwałtownie, gdyż Robert Dymkowski przeliczył się z własnymi możliwościami. Ponadto „Ruch” odmówił kolportażu, „Kolporter” z niego się wycofał, służba bezpieczeństwa prowadziła intensywną obserwację i działania destrukcyjne, oczywiście monitorowane były rozmowy z Wsiewołodem Wołczewem, a następnie z Mieczysławem Baranem, na każdym kroku piętrzyły się trudności, pomoc LIT (CI) była symboliczna.

Trzeba było zaryzykować i powołać Komunistyczną Partię Polski. Zabrakło zdecydowania. Wciąż jeszcze liczyliśmy na wejście do GIPR innych grup trockistowskich, te jednak na każdym kroku potwierdzały swą wrogość do… „filostalinowców”. Trzeba było jednak iść dalej. Uznaliśmy jednak, że mamy zbyt wątłe kadry, by mierzyć się z tragiczną przecież historią KPP i ruchu komunistycznego.

DZIŚ DO PRZERWANEJ PRACY NAD ODBUDOWĄ KOMUNISTYCZNEJ PARTII POLSKI WRACAMY, reanimując w przeddzień 1 MAJA – KLUB IM. RÓŻY LUKSEMBURG.

Ewa Balcerek, Włodek Bratkowski

27 kwietnia 2009 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Historia ruchu robotniczego, Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *