WYPAD DO ROSJI I Z KOMITETU

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Niektórym parę dni przerwy dobrze robi. Pewnie do nich nie należę, ale tak już wyszło. Czasem wypada spotkać się z rodziną i załatwić parę spraw niecierpiących zwłoki. Wreszcie zaliczyć festiwal rosyjskiego rocka, ogarnąć wzrokiem pobojowisko, nie wypierając się własnego w nim udziału.

Tak się jakoś porobiło, że najwięcej trupów politycznych leży wokół naszego podwórka, a na nim spory luz. Do woli możesz mieczem obracać. Spartakus miałby gdzie ćwiczyć. Nie wiem tylko z kim? Bo my nie potrzebujemy sparing-partnera. I tak robimy za sparingową parę, że aż iskry lecą.  Jeszcze by tu Spartakusa brakowało.

Ostatnio starłem się w siostrą cioteczną – nota bene na stałe mieszkającą w Moskwie. Poszło o сталинизм.ру i jego pochodne – internetowy pomiot, który dobrał się do mojego praszczura, przypominając zapomnianą już dyrektywę Jeżowa w sprawie polskich komunistów. Do niedawna wydawało mi się, że logika wywodów Jeżowa dziś nikogo by nie przekonała. Może za wyjątkiem neostalinowców i pogrobowców Stalina. A tu masz taka niespodzianka. Oto przypis 4 do notki biograficznej mojego dziadka, który podkleił do artykułu w Wikipedii uczeń nieżyjącego już historyka – prof. Pawła Wieczorkiewicza:

4. Wiktor Żytłowski, związany z NKWD, już w 1929 r. stworzył Komisję Bezpieczeństwa przy Biurze Politycznym KC KPP, która miała zajmować się „walką z prowokacją” w partii, czyli była w pewnym sensie prefiguracją komisji o identycznej nazwie utworzonej 20 lat później w Warszawie. O ile wiem, to on właśnie pierwszy wysuwał zarzuty o „piłsudczykowskiej prowokacji”, i to już w 1930 r. Wskazywał też konkretne nazwiska i NKWD szło tym tropem, aresztując takich działaczy jak Tadeusz Żarski, Jerzy Czeszejko-Sochacki, Wojewódzki. Żytłowski ideologicznie „uogólnił” swoje tezy w osobnej broszurze wydanej w 1934 r. („U źródeł prowokacji peowiackiej”). Nie uchroniło go to przed aresztowaniem przez NKWD i kulą w tył głowy. Andrzej Paczkowski; Barbara Polak; Robert Spałek, Komuniści przeciw komunistom Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej, nr 01-02/2005,Warszawa 2005, s. 11.wersja elektroniczna. Paweł Piotr Wieczorkiewicz w wypowiedzi dla Dziennik Polska-Europa-Świat 11 sierpnia 2007 stwierdził z kolei: Tylko że jak się okazuje, te zarzuty nie były fałszywe i najprawdopodobniej Czeszejko-Sochacki był agentem naszego wywiadu aresztowanym podczas przekazywania materiałów pracownikowi polskiej ambasady w Moskwie. Jeśli to się potwierdzi, to trzeba będzie przywrócić ulice jego imienia. Wieczorkiewicz: Mimo wszystko Stalin nas szanował. Stwierdzenie to od tego czasu nie zostało potwierdzone w innych źródłach.

Takie niewinne, anonimowe wtrącenie, ciekawostka – z czego znana jest Wikipedia – stawia w niekorzystnym świetle nie tylko polskich historyków – uczniów Pawła Piotra Wieczorkiewicza, którzy swoje bezzasadne przypuszczenia opierają na słowach mistrza i uzupełniających się wzajemnie policyjnych prowokacjach, nie znajdujących potwierdzenia w historycznych źródłach. Okazuje się, że za źródło może taki uczeń uznać nawet nieuzasadnioną hipotezę swojego mistrza, która jest najpodlejszą insynuacją, okraszoną dla niepoznaki znakiem dodatnim (dla kogoś dodatnim – dla kogoś ujemnym – wszystko zależy od punktu widzenia). Skoro mistrz mógł – to i on śladem mistrza.

I co ja mam począć z takim delikwentem? Już raz mu odmówiłem udzielenia wywiadu, który miał dotyczyć losów mojego dziadka i jego najbliższych. Powiedziałem mu również co sądzę o przypuszczeniach jego mistrza. A ten ciągle swoje. Wciąż godzi w dobre imię dziadka i dręczy moją rodzinę. Cioteczna siostra dwie noce przez niego nie spała – przez niego i neostalinowców ze сталинизм.ру i pochodnych, którzy dyrektywę Jeżowajako prawdę objawioną, wywalili w rosyjskojęzycznym internecie. Zwłaszcza, że artykuł w Wikipedii uzupełnił on o przypis 4 nieodpłatnie i incognito. Czy odpowiedzialność za takie błazeństwa ponieść mają  wszyscy uczniowie Pawła Wieczorkiewicza?

WYPAD Z KOMITETU! Setna rocznica Rewolucji Październikowej nie dla takich gości.

Wiem z kim trzymać.

Jeśli nurzać się w błocie – to tylko w doborowym towarzystwie. Poniżej reportaż z błota i 3 dniowego rock-festiwalu.

 

Włodek Bratkowski

11 lipca 2017 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „WYPAD DO ROSJI I Z KOMITETU

  1. Spasiba za linka.
    http://stalinism.ru/

    A Spartakus, gdyby odwiedził Waszych kumpli z SLD /SMP to krew by się lała strumieniami.

  2. W.B. pisze:

    Nie mamy kumpli w SLD/SMP. Nawet z profilu Sympatyków i Zwolenników Lewicy nasze felietony od pewnego czasu regularnie są przez prowadzącą tę stronę usuwane. Gadzinowskiego znam tylko z felietonów i widzenia. Nie współpracowaliśmy z „Trybuną”, z „NIE” itd., w przeciwieństwie do opiewanej przez ciebie M. Ostrowskiej.
    Nie wyjeżdżajcie nam tu z „Trybuny” bojkotem. Minie żałoba – świnie wrócą do koryta.
    W sprawie сталинизм.ру – będziesz wreszcie wiedział w jakim gównie siedzisz po uszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *