Garść dynamitu

Pamięci Daniela Podrzyckiego

W mniemaniu Nurtu Lewicy Rewolucyjnej, który „zawsze popierał budowanie pracowniczej formacji antykapitalistycznej”, w wyborach A. D. 2005 ZABRAKŁO zarówno „antykapitalistycznej listy wyborczej”, jak i „antykapitalistycznego kandydata”, co NLR odnotował z wielkim żalem, popierając wszakże krytycznie PPP i Daniela Podrzyckiego (zob.: stanowisko NLR wobec wyborów parlamentarnych i prezydenckich).

W przekonaniu Pracowniczej Demokracji, polskiej delegatury „najmniejszej masowej partii świata” – Polska Partia Pracy i Daniel Podrzycki to właśnie „opcja antykapitalistyczna”, a ich lista wyborcza to „ważny krok w rozwoju polityki antykapitalistycznej w Polsce” (artykuł redakcyjny „Wykorzystujmy wybory, by budować opór”, „Pracownicza Demokracja” z września 2005 r., s. 3).

Jak łatwo zauważyć, podstawowym odnośnikiem dla obu grup jest domniemany i modny ostatnio antykapitalizm. Nic dziwnego zatem, że Daniel Podrzycki deklaruje się jako antykapitalista i to zarówno w rozmowie z dziennikarzem „Trybuny” (Jarosław Karpiński „Dokąd zmierza Podrzycki”, „Trybuna” z 9.09.2005 r., s. 4), jak i „Pracowniczej Demokracji”. I nie jest istotne czy deklaracja ta odpowiada faktom. Antykapitalizm A. D. 2005 jest bowiem, jak wiadomo, niekonsekwentny. Niekonsekwentne w swym antykapitalizmie i w swych ocenach są również obie grupy rewolucyjne, których rewolucyjność mieści się z grubsza w paradygmacie Nowej Lewicy.

Paradygmat ten opisuje Agata Bielik-Robson: „To zatem, co w rewolucji komunistycznej wydarzyło się naprawdę – zmiana ustroju, pociągająca za sobą milionowe ofiary – w wersji nowolewicowej odbywa się jakby wirtualnie, w zupełnie innym medium. Nie zabija się wroga klasowego – niszczy się go innymi metodami, wykorzystując ‚użyteczną naiwność’ liberalnych instytucji. Nie dokonuje się ‚tragicznej’ rewolucji wprost, obalając zgniły porządek demokratyczny – a jedynie przejmuje władzę po cichu, powoli rozpinając nad instytucjami liberalnymi, jak uniwersytety, wolna prasa, szkolnictwo, szczelny klosz lewicowej hegemonii. Eliminuje się przeciwników nie w ten sposób, że odsyła się ich do gułagów, ale zamykając im usta, zabraniając im dostępu do udziału w instytucjach, jakie sami – jako liberałowie, konserwatyści i inni nie-marksiści – przez lata sumiennie wspierali i tworzyli. (…) W porównaniu z nową lewicą, lewica stara jawi się jako naiwna i prostolinijna. Jej następczyni jest bowiem daleko bardziej intelektualnie wyrafinowana. Stara lewica miała przynajmniej dobrze określony cel, jakim było zniesienie społecznej nierówności i niesprawiedliwości. Ta nowa natomiast jest niezwykle krzykliwa i to tym bardziej, im mniej wyrazista jest jej doraźna intencja polityczna”. (…) Rewolucyjność nowej lewicy ukrywa się pod pozorami akceptacji ładu demokratycznego… (A. Bielik-Robson, „Nowa lewica i kapitalizm”, „Życie” z 7 czerwca 2001 r.).

Ta niewyrazistość i niedookreśloność dotyczy również pojęcia „antykapitalizmu”, który w konsekwencji może być jedynie niekonsekwentny i naskórkowy, podobnie jak program wyborczy PPP, którym tak zachwyca się Pracownicza Demokracja, cytując z niego obszerne kawałki: „Praca dla każdego, 35-godzinny tydzień pracy z zachowaniem dotychczas osiąganej płacy. Godziwa płaca za pracę. Minimalna płaca na poziomie 68% średniej krajowej. Zwolnienie emerytów i rencistów z podatku dochodowego od osób fizycznych. Weryfikacja prywatyzacji. Renacjonalizacja majątku sprywatyzowanego z naruszeniem prawa i ukaranie winnych. Świeckie państwo. Bezpłatna i powszechna opieka zdrowotna przy odpowiednim finansowaniu służby zdrowia i racjonalnym rozliczaniu jej kosztów. Niskie stawki VAT na artykuły podstawowe (żywność, leki, art. edukacyjne) i wysokie na artykuły luksusowe. Tolerancja i poszanowanie mniejszości, w tym narodowych, etnicznych, religijnych i seksualnych. Faktyczne zrównanie w prawach kobiet i mężczyzn. Prawo do bezpłatnej antykoncepcji i aborcji. Wprowadzenie powszechnej i obowiązkowej edukacji seksualnej w szkołach. Rozdział państwa od kościołów i neutralność światopoglądowa państwa. Zniesienie ekonomicznego uprzywilejowania instytucji religijnych. Wspieranie wszelkich działań państw, organizacji, instytucji międzynarodowych i osób, których celem jest anulowanie zadłużenia krajów rozwijających się oraz wprowadzenie 1% podatku od spekulacji kapitałowych (tzw. podatek Tobina). Poparcie uniwersalnych wartości oraz praw człowieka” itd. itp.

Bez wątpienia program komitetu wyborczego PPP i spółki to program anty- czy alterglobalistów.

Rzecz w tym, że to co zachwyca Pracowniczą Demokrację i zbliża Komitet Wyborczy PPP do NLR, z punktu widzenia dyktatury proletariatu – jedynej drogi do socjalizmu i komunizmu – jest nowolewicową nowomodą i dziecięcą paplaniną, którą usprawiedliwić może jedynie naiwne założenie Pracowniczej Demokracji, że „trzeba wykorzystać okres wyborczy, by wzmocnić aktywny ruch oporu przeciwko neoliberalizmowi, wojnie i dyskryminacji kobiet oraz mniejszości seksualnych i narodowych”.

Z punktu widzenia odbudowy rewolucyjnego i klasowego ruchu robotniczego ten „ruch oporu” jest tylko namiastką rewolucyjnych wystąpień robotniczych.

To co według Pracowniczej Demokracji i NLR stanowi „wspaniałą okazję, by alterglobaliści, związkowcy i działacze antywojenni połączyli się w działaniu na ulicach i osiedlach, w miejscach pracy i na demonstracjach” niewiele ma wspólnego z samostanowieniem klasowego ruchu robotniczego. Przy takim podejściu charakter klasowy ruchu ulega zatarciu i rozproszeniu w ruchach drobnomieszczańskich i nowych warstw średnich. Podobnie jak uległ zatarciu interes robotników zrzeszonych choćby w WZZ „Sierpień’80” w konstelacji wyborczej firmowanej przez PPP.

Świadczy o tym deklaracja przewodniczącej Polskiej Partii Ekologicznej – Zieloni (sojusznika PPP) w jedynym programie wyborczym telewizji publicznej TV3, w którym przedstawiono PPP i Daniela Podrzyckiego na żywo, „Młodzież kontra…” – wypowiedź kontrująca Daniela Podrzyckiego i jego dychotomiczne widzenie świata (świat pracy – świat kapitału) akcentująca, że podstawowym celem PPE-Z jest rychłe stworzenie w Polsce klasy średniej. Deklaracja ta została złożona nie przypadkiem, choć przypadkowo zbiegła się z pytaniem na temat stosunku „eksperta PPP” do edukacji.

To ze wszech miar pouczająca deklaracja. Nie pierwsza i nie ostatnia w tym wyborczym sojuszu.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

24 września 2005 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pamięci Daniela Podrzyckiego. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *