Przełamywanie aklasowego stereotypu

Pamięci Daniela Podrzyckiego

W ideologii tzw. nowoczesnej lewicy Polskę czeka mit społeczeństwa postindustrialnego, w którym praca fizyczna i przemysłowa zostanie skutecznie wyparta przez zawody umysłowe, kojarzone z rozwojem społeczeństwa informatycznego. Pozostaną co najwyżej enklawy „schodzącej” klasy pracowników fizycznych. Znaczenie tej „starej” klasy we współczesnym życiu społecznym będzie trzeciorzędne. Wiąże się to z postawieniem przez tzw. nową radykalną (i jakże nowoczesną!) lewicę na różne grupy mniejszościowe, których zadaniem będzie przejąć misję „rewolucjonizowania” społeczeństwa poprzez politykę nacisków (np. ATTAC) na władzę (np. Tuska czy Kaczyńskich) w ramach demokratycznie rządzonego, rozwiniętego społeczeństwa.

Abstrahując od faktu, że w Polsce ten model jakimś dziwnym trafem, zwyczajnie nie zaistniał, a walki klasy robotniczej (choćby górników) okazały się jak najbardziej awangardowe (a nie ariergardowe, czyli wlokące się w tyle, za dynamiką grup tworzących tzw. społeczeństwo obywatelskie), to i w krajach Zachodu taki model nie znajduje praktycznego odbicia w rzeczywistości.

Podobnie, jak kapitał (czyli faktycznie burżuazja) ulega globalizacji, również klasa robotnicza nabiera wymiaru globalnego. W rzeczywistości nigdy, w skali świata, nie była ta klasa tak liczna, jak dziś.

Jeżeli ktoś nie chce widzieć roli klasy robotniczej w dzisiejszym świecie, to może sobie patrzeć na obecne wybory w Polsce i nadal nic nie rozumieć – dlaczego prof. Maria Szyszkowska nie zyskała poparcia mniejszości seksualnych, które wolały przykleić się do SLD, SDPL, PD lub PO i dlaczego Polska Partia Pracy i Daniel Podrzycki mogli skupić wokół siebie lewicę i dać impuls do odbudowy klasowego ruchu robotniczego.

I choć w przeddzień wyborów Daniela Podrzyckiego zabrakło, to jednak wokół niego może wykrystalizować się sensowny, robotniczy w swym charakterze ruch. Instytucjonalnej i koncesjonowanej lewicy wystarczy do upojenia osiągnięcie planu minimum, czyli uzyskanie ponad 10-procentowego poparcia. Nawet prezydent A. Kwaśniewski musiał przyznać, że jego lewica jest już zmęczona. A Daniel był niezmordowany i, choć nie nowicjusz, swą żarliwością i wolą walki przyćmił wszystkich słabych duchem i dodał nam skrzydeł.

Po niepowodzeniu inicjatywy Marii Szyszkowskiej i lewicy obyczajowej, po ujawnieniu prawdy na temat tego, jak mają się realne wybory i interesy Polaków do wirtualnych wyobrażeń nowej radykalnej lewicy, wydawało się, że otworzyła się gra wokół Polskiej Partii Pracy i jej lidera, Daniela Podrzyckiego. Grę tę podjęła radykalna lewica nie bez pewnego wahania i niejako wbrew własnym przekonaniom. Alternatywą jednak pozostawała sromotna rejterada na pozycje lewicy koncesjonowanej, czyli głosowanie na SLD lub SDPL, ewentualnie bojkot wyborów proponowany przez anarchistów, czyli wyklinany przez „spartakusowców” absencjonizm, w którego pułapce znaleźli się, dzięki ironii losu, sami jego krytycy, niedoszli zwolennicy M. Szyszkowskiej.

Opowiedzenie się po stronie PPP i wskazanie – bardzo jeszcze nieśmiałe i bardziej życzeniowe niż realistyczne – na możliwość budowania rzeczywistej lewicy wokół tej organizacji i jej lidera nie mogło się spodobać zwolennikom tezy, że lewicę można budować wyłącznie w oparciu o SLD lub SDPL.

Pojawienie się alternatywy w postaci PPP i Daniela Podrzyckiego pokrzyżowało plany odbudowy socjaldemokratycznej lewicy z radykalnym skrzydłem. W tym rozwiązaniu sprawy wolności społecznych i ogólnopracowniczych zyskałyby ewentualnie miejsce instytucjonalne w społeczeństwie. Jednocześnie kompromis instytucjonalizacji „społeczeństwa obywatelskiego” miałby być skuteczną barierą na drodze samookreślenia i samostanowienia klasowego ruchu robotniczego.

Agitatorzy budowania lewicy wokół SLD-SDPL, działania rozumianego jako wzmacnianie tzw. systemu demokratycznego, uważanego za jedyną skuteczną formę obrony przed ofensywą prawicy, opierają swoje rozumowanie na fałszywych przesłankach. Wbrew głębokim przewartościowaniom lewicy dzisiejsze pole walki ukazuje aktualność rzekomo przebrzmiałego antagonizmu – antagonizmu między klasą robotniczą a burżuazją.

Przez 4 lata władzy SLD i 2 kadencje „prezydenta wszystkich Polaków” nie udało się formacji postpezetpeerowskiej stworzyć stabilnej i instytucjonalnie osadzonej w polskich realiach socjaldemokracji na wzór społeczeństw zachodnich.

Można sobie zasadnie zadać pytanie, czy jest to wynik przypadkowego zbiegu okoliczności, w tym wyjątkowej pazerności i bezideowości elity eseldowskiej, czy też, być może, wypadkowa obiektywnej niemożności utworzenia takiej instytucjonalnie ugruntowanej formacji w państwach od 16 lat tkwiących w procesie trudnej do zdefiniowania transformacji systemowej. Tworzenie formacji socjaldemokratycznej jest procesem historycznym, a nie woluntarystycznym.

Obserwowane w skali globalnej przesunięcie na prawo sceny politycznej zaowocowało rzeczywiście rozluźnieniem miejsca po lewej stronie owej sceny. Jednak zagospodarowanie zwolnionego miejsca okazało się trudniejsze dla tzw. nowej radykalnej lewicy, niżby się to początkowo wydawało. Jedną z przyczyn jest fakt, że nowa radykalna lewica w wyniku własnej ewolucji stoczyła się na pozycje, na których nie potrafi reprezentować nic innego poza jakąś odmianą myśli socjaldemokratycznej. Jej radykalizm jest zakorzeniony w tej samej percepcji społeczeństwa, co wizja socjaldemokratyczna. Bankructwo społeczeństwa burżuazyjnego i wynikający stąd kryzys ideologii wolnościowej sprawiają, że destrukcji ulega także wizja socjaldemokratyczna ufundowana na społeczeństwie względnego dobrobytu.

Strategia nowej radykalnej lewicy odrzucającej starolewicowy, marksistowski kanon odwoływania się do klasy robotniczej i jej interesów, przejęta również przez Polską Partię Pracy, nakierowana na rozsadzanie społeczeństwa burżuazyjnego poprzez nacisk na jego instytucje demokratyczne, stała się dziś, w dobie kryzysu, mało użyteczna. Warto też nie zapominać, że jej użyteczność jest także minimalna w przypadku kraju wpędzonego w zapaść gospodarczą, takiego jak Polska.

Jedynym argumentem, który jest jeszcze nośny na lewicy – za skupianiem się wokół SLD, jest czysto pragmatyczne spostrzeżenie, że tylko silne wyrażenie woli wyborców może postawić tamę ofensywie prawicy.

Jest to jednak argument z gatunku egoistycznych. Upiera się też przy widzeniu społeczeństwa jako pewnego wzorca tożsamego z demokracją burżuazyjną, a którego odstępstwa od normy muszą być zniwelowane w imię oczywistości wyższości wzorca nad modelem zdeformowanym kryzysem ekonomicznym i społecznym. Oczywistością jest przekonanie, że równowaga społeczna ma przyrodniczą tendencję do powracania do stanu poprzedniego.

Nie sposób jednak nie zauważyć, że wspomnianą wyżej pustkę po lewicy socjaldemokratycznej starają się zająć formacje niegdyś definiowane i samodefiniujące się jako prawicowe (w tym dziś jako tzw. lewica patriotyczna). Cechą charakterystyczną jest ich klasowy charakter, co zbliża je do modelu starej lewicy, a jednocześnie odróżnia charakter często nacjonalistyczny czy związany ze kościelną doktryną społeczną wraz z towarzyszącą temu symboliką.

Dla nowej radykalnej lewicy przystawanie na ową symbolikę byłoby utratą samoidentyfikacji, gdyż od socjaldemokracji odróżnia ją głównie ta właśnie, kulturowo-obyczajowa warstwa, a nie kwestia klasowości.

W gruncie rzeczy, nawoływanie do zwarcia szeregów w celu dania odporu prawicy okazuje się tylko pragmatycznym zabiegiem, którego celem jest przetrwanie SLD czy jego nie mniej nieudolnego klona – SDPL. Obrona postpezetpeerowskich szańców, choć po części skuteczna (oscylująca w granicach 10 proc.) nie ma żadnego znaczenia formacjotwórczego, nawet abstrahując od specyfiki Polski jako elementu dodatkowego.

Z punktu widzenia doraźnego interesu klasy robotniczej naprawdę nie ma większego znaczenia, czy reprezentować ją będzie socjaldemokracja wraz z nowolewicowym, radykalnym skrzydłem, czy nacjonalistyczna prawica postrzegająca warunki polepszenia sytuacji gospodarczej w daniu forów narodowym przedsiębiorcom przed korporacjami ponadnarodowymi. W przypadku interesu dalekosiężnego obojętność już nie obowiązuje, a warunki konieczne są w tym przypadku ostrzejsze. Poświęcanie interesu długofalowego klasy robotniczej (czyli socjalizmu) na rzecz doraźnego interesu eseldowskiego segmentu klasy politycznej jest absurdem dla każdego myślącego marksisty.

Trzeba sobie zdać sprawę, że prześladowania postpezetpeerowców nie muszą przekładać się na zwiększenie poziomu szykan klasy robotniczej. Między tymi zjawiskami nie ma żadnej korelacji, podobnie jak między zjawiskiem korupcyjnych korzyści SLD a poprawą warunków zatrudnienia klasy robotniczej.

W przeciwieństwie do historycznej socjaldemokracji, nowa radykalna lewica, mimo wysiłków, nie potrafiła zebrać znaczącego odłamu klasy robotniczej, który ślepo by ją wspierał.

W Polsce mamy ruch zawodowy popierający SLD. I jest to jedyny element, który jeszcze podtrzymuje przy życiu politycznego trupa. Jeżeli radykalna lewica chce przejąć kierownictwo tego ruchu, to nie ma szans dokonać tego na zasadach upodobnienia się do socjaldemokracji. Natomiast pomaga owej odnowionej i odmłodzonej socjaldemokracji w oszukiwaniu klasy robotniczej, dając własny, pozornie radykalny i „wrażliwy społecznie” program jako jedną z możliwych twarzy socjaldemokracji.

Ostatecznie nawet propozycja programowa koalicji wyborczej wokół Polskiej Partii Pracy z jej alterglobalistycznymi naleciałościami mieściła się w paradygmacie tzw. lewicy nowoczesnej, czyli jednej z twarzy socjaldemokracji. Program robotniczy tak naprawdę nie został w tych wyborach nawet wyartykułowany. Robotnicy nie mieli się z kim utożsamić – stąd dramatycznie niska frekwencja. Nadzieją, jak gwiazda pierwszej wielkości, błysnął tylko Daniel Podrzycki. Błysnął, ale też wraz z nim zgasł niekonsekwentny antykapitalizm. Trud walki, jak zwykle, przejmie klasa robotnicza, której przywódcą był Daniel Podrzycki.

Imię nasze milion – imię nasze PODRZYCKI.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

26 września 2005 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pamięci Daniela Podrzyckiego. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *