Spór o kryterium lewicowości

Pamięci Daniela Podrzyckiego

Od kilku już dekad mówi się w naukach społecznych i publicystyce politycznej o zaniku podziału na lewicę i prawicę. Tego typu zjawisko zostało zapoczątkowane otwartym porzuceniem, po roku 1968, tezy o roli klasy robotniczej w przezwyciężaniu kapitalizmu. Co prawda, w koncepcjach socjaldemokracji i części tzw. nowej radykalnej lewicy klasa ta do pewnego stopnia zachowała swoją hegemoniczną rolę, ale była to już tylko fasada. W przypadku socjaldemokracji – pozwalająca jej zachować wpływ na klasę robotniczą. W codziennej praktyce, nie tylko socjaldemokratycznej, zaczął dominować pogląd o zasadniczej roli mechanizmów demokracji (burżuazyjnej), jako rzeczywistej metodzie walki nowych ruchów społecznych, w przeciwieństwie do metod związanych z tradycją robotniczą (strajki, samoorganizacja związkowa i organizacja polityczna).

Tzw. nowe ruchy społeczne zrodziły się w wyniku długotrwałego procesu podważania instytucji państwa burżuazyjnego i ich autorytetu przez walkę klasy robotniczej, na fali skutecznego przełamywania „starego” i przy wizji nowego ustroju, w którym królować będzie wolność. Nurty wyrosłe na mocarnym ciele ruchu robotniczego stopniowo usamodzielniały się, aż wreszcie uznały, że przestał im być potrzebny organizm nosiciela.

Formy, jakie przybierały te nurty okazały się bardzo różnorodne i szerzej stosowane niż tylko w ramach tzw. lewicy (np. poza ruchem kobiecym – mieszczański ruch feministyczny). Ewolucja socjaldemokracji wspomogła ten proces. W warunkach kapitalistycznej prosperity po II wojnie światowej dokonało się socjaldemokratyczne, ostateczne oderwanie celów ekonomicznych klasy robotniczej od jej celów politycznych. Zgodnie z nauczaniem marksizmu, to oderwanie nierozłącznych celów walki klasy robotniczej zaowocowało chaosem w dotychczas jasnym podziale ideologicznym na lewicę i prawicę, które pozwalało określać niezgodne z interesem klasy robotniczej wydarzenia mianem zdrady klasowej.

Teraz cele ideologiczne zaczęła wytyczać warstwa drobnomieszczańska, która nie ma (bez klasy robotniczej) samodzielnej możliwości kształtowania celów politycznych. Dlatego też, po krótkim okresie zamieszania (jedno pokolenie „dzieci-kwiatów”), drobnomieszczaństwo zmieniło hegemona z klasy robotniczej na klasę wielkiej burżuazji.

W przeciwieństwie do klasy robotniczej, drobnomieszczaństwo nie posiada celów ani ogólnoludzkich, ani historycznych. Wynika to z jego usytuowania w procesie produkcji. W sensie politycznym drobnomieszczaństwo nie jest w stanie wyjść poza ramy formalnej demokracji burżuazyjnej, chociaż może usiłować je rozciągać (choćby w ramach projektu tzw. radykalnej demokracji) do granic cierpliwości wielkiego kapitału.

Ze strony konserwatywnej części krytyków spotyka radykalne drobnomieszczaństwo całkiem trafny zarzut pełnienia funkcji destruktywnej wobec demokracji formalnej. Ze strony marksizmu, tzw. nowa radykalna lewica o drobnomieszczańskim obliczu spotyka się z zarzutem braku konstruktywizmu (czyli niemożności stworzenia realnej alternatywy) dla demokracji formalnej. Mówiąc w skrócie, ten zarzut sprowadza się do stwierdzenia faktu, iż postulaty radykalnej demokracji (demokracja bezpośrednia, demokracja uczestnicząca) wymagają spełnienia warunków zewnętrznych mogących stanowić podłoże społeczeństwa cieszącego się gwarancją godnego życia dla wszystkich. Warunki te może zapewnić albo klasa robotnicza, albo burżuazja. Znajduje to odzwierciedlenie w programach, jakie generuje tzw. nowa radykalna lewica, a które są skazane na brak poparcia, ponieważ kwestię realności postulatów pozostawiają w rękach klasy, na którą nie mają wpływu, albo na łasce koniunktury, na którą ich wpływ jest również żaden. To w szczególności dotyczy programu Komitetu Wyborczego Polskiej Partii Pracy.

Postulaty związane z radykalizacją demokracji burżuazyjnej przejęły z czasem rolę czynnika identyfikującego lewicowość.

W świadomości samej nowej radykalnej lewicy wyzwolenie klasy robotniczej nie stanowi powszechnie warunku koniecznego dla realizacji innych postulatów demokratycznych. Wręcz przeciwnie, to realizacja postulatów nowolewicowych pomaga w wyzwoleniu robotnika w różnych wymiarach jego człowieczeństwa. Człowieczeństwo jest tu rozumiane dość specyficznie: w odniesieniu do elity – jako wolność twórczej samoekspresji, zaś w odniesieniu do konsumenta wartości społecznych – jako wolność konsumencka.

Nierówność społeczna i ekonomiczna jest tu odciążona od balastu, jakim XIX-wieczni marksiści i różni moraliści mieszczańscy obarczali to pojęcie. A mianowicie: że pieniądz zastępuje wszelkie osobiste cechy jednostki i pociąga za sobą nierówności w dostępie do dóbr kulturalnych społeczeństwa. Drobnomieszczańska myśl teoretyczna wdarła się na swoje wyżyny i zaproponowała, aby demokratyczne reguły stanęły na straży zasady, iż nierówności materialne nie powinny być przeszkodą w dostępie do kultury. Wobec utopijności tego postulatu, jego ersatzem stała się kultura masowa.

W ten sposób kwestie społeczne zostały skutecznie rozwiązane w teorii drobnomieszczańskiej pozostawiając myśli społecznej wolne pole i czyste sumienie dla zajmowania się kwestiami „wyższymi”.

Podstawowym problemem praktycznym nowej radykalnej lewicy jest spowodowanie, żeby burżuazja dała pieniądze na realizację projektu rozszerzenia i zradykalizowania demokracji. Stąd waga programów opartych na propagowaniu „poprawności politycznej” na różnych uniwersytetach i w innych instytucjach naukowych. Tutaj strategie poszczególnych odłamów nowej radykalnej lewicy różnią się nieznacznie od siebie. Anarchiści, zaciekli przeciwnicy zaściankowości państw narodowych, proponują wyższość rozwiązań lokalnych nad globalnymi, unikając w ten sposób Scylli biurokratyzacji molocha państwowego. Jednocześnie wpadają jednak w objęcia Charybdy burżuazji narodowej i globalnej mających za zadanie zapewnić obszarowi, na którym znajdują się jedne wspólnoty lokalne przewagę ekonomiczną nad innymi. Chyba, że anarchiści uznają, iż kapitalizm nie jest grą o sumie zerowej, ale wtedy ich antykapitalizm jest niedorzeczny lub, jak bywa częściej, niekonsekwentny.

Zasadniczo najlepszą doktrynę ekonomiczną dla anarchistów proponuje Janusz Korwin-Mikke (co część z nich dostrzega i docenia). Problem w tym, że jeśli są konsekwentni, to w ramach „zdrowego” egoizmu gospodarki wolnorynkowej są oni jednocześnie mało wrażliwi społecznie nie dlatego, że są złymi ludźmi, ale dlatego, że ramach wolności jednostki pozwalają „obcym” (obcość obejmuje nie tylko narodowość czy rasę, ale i przynależność klasową lub wspólnotową) robić, co tylko chcą, ale na… własnym podwórku, najlepiej daleko stąd.

Anarchiści „wrażliwi społecznie” wracają do problemu lewicowego drobnomieszczaństwa – do kwestii sponsoringu decydując się na uczestnictwo w różnych formach działalności organizacji pozarządowych, czyli postulując sponsoring państwowy lub odwołując się bezpośrednio do zasobów finansowych społeczeństwa.

O ile więc na gruncie ekonomii drobnomieszczaństwo głosi tezę o drugorzędności kwestii własności środków produkcji, co niweluje historyczną różnicę między lewicą (robotniczą) a prawicą, o tyle wyznacznikami „lewicowości” czyni kwestie światopoglądowe, czyli odnoszące się do zasad demokracji burżuazyjnej.

Paradoksy nowej radykalnej lewicy najlepiej zilustrować na przykładzie zachowania Spartakusowców (Platformy Proletariackiej). W ostatnich wyborach zdecydowali się oni poprzeć krytycznie prof. Marię Szyszkowską, chociaż nie reprezentowała ona programu społeczno-ekonomicznego, który można by choć z dozą przybliżenia nazwać programem komunistycznym. Kładła natomiast zasadniczy nacisk na kwestie światopoglądowe i obyczajowe: antyklerykalizm i problemy gejów i lesbijek, które w ruchu tzw. nowej radykalnej lewicy nabrały szczególnego znaczenia, jako kwintesencja walki o demokrację.

Poparcie dla prof. M. Szyszkowskiej zostało niemal nazajutrz wycofane w panice i w atmosferze oburzenia, kiedy okazało się, że pani profesor startuje z listy PPP. Startując z tej listy prof. Szyszkowska podpisała się wszakże pod postulatami tzw. nowej radykalnej lewicy i to w ich najradykalniej sformułowanej wersji, nie rezygnując wszelako z treści światopoglądowych i obyczajowych, zawarowanych w Manifeście Komitetu Wyborczego PPP. Podpisała się pod tym programem będąc w koalicji wyborczej do Sejmu. I tu nie zyskała poparcia Spartakusowców. Ale w programie autorskim, bo prezydenckim, sprawy ekonomiczno-polityczne nie obchodziły jej już w najmniejszym stopniu, nawet na poziomie alterglobalistów. I tu poparcie Spartakusowców otrzymała!

Pozostała część polskiej tzw. nowej radykalnej lewicy również wahała się z udzieleniem poparcia PPP; mniej sporna była kandydatura Szyszkowskiej w wyborach prezydenckich. Poparła ją nawet Komunistyczna Partia Polski i Pracownicza Demokracja. Już tylko to wskazuje, że dylematy Spartakusowców mają szerszy zasięg i są ilustracją szerszego problemu niż wynikałoby to z wpływów MLK.

Komitet wyborczy koalicji skupionej wokół PPP przyjął program, który wyraża najwyższy etap rozwoju tzw. nowej radykalnej lewicy w Polsce i pozostający, poprzez zbieżność z koncepcjami alterglobalizmu, w kontakcie z procesami zachodzącymi w świecie, na tzw. lewicy.

Jednocześnie ten ruch wskazuje na pewną niewyraźną jeszcze, ale już majaczącą tendencję w polskim ruchu robotniczym. To nie „wartości lewicy”, takie jak kwestie światopoglądowe czy obyczajowe, przyciągnęły działaczy robotniczych (a za nimi jakąś część klasy robotniczej) do tzw. nowej radykalnej lewicy, ale zrozumienie faktycznej wymowy procesów tzw. transformacji, a także zmiana optyki wobec Polski Ludowej.

Jeżeli tzw. nowa radykalna lewica nie zrozumie, że ten ruch jest szansą dla tej części spośród jej działaczy, którzy utożsamiają się z komunizmem, marksizmem i tradycją rewolucyjnego ruchu robotniczego, aby odrzucić mimikrę szerokiego ruchu lewicy obyczajowej, która projektem radykalnej demokracji zastępuje walkę o socjalizm i odrzucenie kapitalizmu, to przyczyni się tym samym do skanalizowania po raz kolejny zalążka klasowego ruchu robotniczego na tory socjaldemokratycznej ugody z kapitałem.

Umowa społeczna to właśnie hasło socjaldemokratycznej ugody z kapitałem!

Na dzisiejszym etapie klasa robotnicza (jej awangarda) wyprzedza organizacje posttrockistowskie i innych lewicowych radykałów potencjalną świadomością. Tak świadoma klasa robotnicza potrzebuje partnera w owej prorobotniczej lewicy, który pomógłby jej w oparciu tej świadomości na mocnych podstawach teoretycznych i utrwaleniu w silnej, klasowej organizacji politycznej. Pod tym względem lewica jest opóźniona. Ale jeżeli klasa robotnicza potrafi dokonywać przemian swej świadomości skokowo, to również lewica prorobotnicza może dojrzewać w tempie dotąd niesłychanym.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

3 października 2005 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pamięci Daniela Podrzyckiego. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *