STAWKA HISTORYCZNA

STANOWISKO GRUPY SAMORZĄDNOŚCI ROBOTNICZEJ

Trudność, a dodatkowo jeszcze ważniejsza sprawa – moralna i historyczna odpowiedzialność lewicy rewolucyjnej polega na zachowaniu tradycji rewolucyjnego ruchu robotniczego. Zachowanie tej tradycji jest na wagę utrzymania ciągłości walki o emancypację ludzkości od wyzysku właściwego społeczeństwom klasowym i możliwości przejścia od prehistorii do historii człowieczeństwa, co jest takim lewicowym odpowiednikiem koncepcji „końca historii”, czyli spowodowania w skrócie, że bezklasowe relacje między ludźmi przestaną być czymś kwestionowalnym.

Walka toczy się o tę stawkę historyczną.

Współczesną formację lewicową, po rozpadzie ZSRR i tzw. bloku wschodniego, zdominował konflikt między tradycją stalinowską a trockistowską, w wydaniu poststalinowskim i posttrockistowskim. Problem w tym właśnie, że ten konflikt został przekształcony w rozłam, który nie polega wyłącznie na odpowiedzi na pytanie historyczne o to, która z tradycji okazała się słuszniejsza w praktyce. Ten spór, w takim ujęciu, wygasłby wraz z rozpadem ZSRR i bloku. Problem jednak w tym, że ewolucja obu nurtów tradycji została podporządkowana oddziaływaniu trzeciej siły politycznej, czyli burżuazji z jej instytucjami politycznymi, w tym, przede wszystkim – instytucją demokracji.

Posttrockistowskie nurty nawiązujące do tradycji krytyki polityki ZSRR z lewa konsekwentnie przeszły ewolucję od rozumienia owej krytyki jako wyrazu interesów klasy robotniczej w jej tradycyjnym, marksowskim rozumieniu do jej rozumienia jako koncepcji demokratyzacji w stopniu przewyższającym osiągnięcia państw demokracji burżuazyjnej.

Patrząc z tego punktu widzenia, system panujący w ZSRR był dla przedstawicieli tego nurtu nienawistny nawet nie z powodu odejścia od ochrony interesów bezpośrednich producentów warunków istnienia społeczeństwa, ale z powodu ogromu zbrodni stalinowskich.

Można by rzec, że poglądy obu nurtów ewoluowały w podobnym kierunku. Również dla biurokracji postalinowskiej najważniejszą sprawą było odejście od krwawych represji mających na celu utrzymanie spójności państwa, które nie było już spajane ideą budowania wspólnoty robotników emancypujących się od sytuacji wyzysku. W tej sytuacji zrozumiały był przyspieszony po 1956 r. kurs „realnego socjalizmu” ku kapitalistycznej transformacji.

Po drugiej stronie „żelaznej kurtyny” mieliśmy do czynienia z otwarciem się posttrockistów na szerokie ruchy masowe o charakterze drobnomieszczańskim – na tzw. nowe ruchy społeczne – i dorabianiem do tego otwarcia ideologii w postaci koncepcji „nowej klasy robotniczej”, która następnie została zastąpiona pojęciem „klasy pracowniczej”. Na poziomie teorii miało to następstwa w zastąpieniu demokracji robotniczej, mającej charakter dyktatury awangardowej części szeroko pojętego świata pracy, części najostrzej skupiającej sprzeczności między społecznym charakterem wytwarzania a prywatnym charakterem przywłaszczania, demokracją po prostu burżuazyjną. Ta bowiem odzwierciedlała interesy drobnomieszczańskich warstw i grup społecznych, wyzyskiwanych przez kapitał, ale – w porównaniu z robotnikami – utrzymujących się z udziału w podziale zawłaszczonej wartości dodatkowej.

Świadomość odrębności interesu klasowego robotników zachowała się jeszcze w jakimś stopniu w nurcie twardogłowego stalinizmu. Świadomość ta podlega przyspieszonej ewolucji w duchu posttrockistowskiej „modernizacji”, co przybliża młode pokolenie poststalinowców do ich posttrockistowskich kolegów.

Świadomość ta, w dość mglistej, bardziej ideologicznej postaci przywiązania do stalinizmu jako wyrazu swoistego „państwa opiekuńczego”, jakim jawi się ZSRR, zachowała się też wśród wymierającego pokolenia „ludzi radzieckich” – homo sovieticus.

Marksowska idea walki klas jest w coraz większym stopniu wypierana przez burżuazyjne rozumienie procesu społecznego i historycznego. W praktyce więc, walka klasowa, podobnie jak pojęcie rewolucji, jest rozmywana. Jest to wielkie zwycięstwo katastrofalnej dla ludzkości ideologii imperialistycznej, która analogicznie, jak oba poprzednie pojęcia, traci swą wyrazistość i, podobnie, zaczyna oznaczać wszystko, nawet swoje przeciwieństwo. Rzecz w tym, że wszelkie pojęcia dialektyki mają charakter relacyjny – coś jest jakieś ze względu na obiekt, do którego to coś przyrównujemy, a co pozostaje z nim w znaczącej relacji.

Wartością koncepcji klasowości w marksistowskiej praktyce, byłoby zastosowanie analizy klasowej do problematyki tzw. państwa islamskiego. Jednak wygodniej i bezpieczniej jest odwołać się do ustalonej interpretacji kładącej nacisk na kwestię totalnej dyktatury, co zwalnia z potrzeby szukania powodów i przyczyn narastającej frustracji proletaryzujących się mas arabskich. Łatwe nadawanie wiarygodności ocenie odwołującej się jedynie do „zbrodniczej natury” aktualnych wrogów „cywilizacji Dobra” powoduje uwiarygodnianie narzucania takiej oceny również pozostałym przypadkom niedopuszczalnego negowania jedynego słusznego porządku świata.

W obliczu tych problemów, lewica ponoć radykalna popiera drobnomieszczańskie ruchy w krajach arabskich, przyjmując za dobrą monetę zamazywanie podziałów klasowych. Ruchy prodemokratyczne mają prowadzić do radykalizacji klasowej i wzmacniać świadomość klasową. Niezależnie od tego, że awangarda mająca prowadzić w tym kierunku, sama przestała być nosicielką owej świadomości zastąpionej „modernizacyjnymi” gadżetami demokracji burżuazyjnej, tym samym lewica wpisuje się w program fałszowania świadomości społecznej.

Przede wszystkim, w bajki należy włożyć opowieści o świadomych rewolucjonistach, którzy usiłują przekierować „arabskie” czy dowolne inne „rewolucje” na tory rewolucji proletariackiej. Nie usiłują, ani nawet nie przeszło im to przez myśl, ponieważ ich mentorzy z krajów centrum świata już dawno takie idee zarzucili, zastępując je koncepcją walki o radykalną demokrację typu burżuazyjnego.

W efekcie jedyną siłą, która na arenie światowej ma jeszcze jakiekolwiek pojęcie o różnicy między walką klas a walką o radykalizację demokracji burżuazyjnej, paradoksalnie jest coś, co można by nazwać „ortodoksyjnym stalinizmem”. Chodzi o nurt, który ma jakiś zasięg polityczny.

Oczywiście, z całym bagażem dziejów tego nurtu, ze stosunkiem Stalina do tradycji bolszewickiej.

W przypadku konfliktu wokół Ukrainy mamy (a może raczej – mieliśmy na początku) do czynienia z sytuacją, w której pozostałości starego układu sił i „starych” koncepcji świadomościowych mieszają się z narzuconą wizją konfliktu zrozumiałego i akceptowalnego w pojęciu burżuazji. Burżuazja rozumie konflikty narodowe, ponieważ dla niej kryterium realności zjawisk i wydarzeń są konflikty interesów burżuazji narodowych. Istotą transformacji kapitalistycznej jest wtłoczenie państw i społeczeństw w ramy ciasnych interesów narodowych, a ściślej mówiąc – interesów narodowych burżuazji kompradorskich, które w warunkach implodującego kapitalizmu nie mogą wyrażać się w niczym innym, jak w oligarchizacji owych poronionych w samym zamyśle embrionów burżuazji narodowej.

Na ten obraz nakładają się treści świadomości części ogromnego społeczeństwa postradzieckiego. Akceptacja nowego tworu państwowego, mieszczącego się w ramach układu kapitalistycznego, powoduje porzucenie przez społeczeństwo odniesień do prosocjalistycznej mentalności na rzecz wąsko rozumianego interesu narodowego, przez ostatnie ćwierć wieku transformacji łagodzonego wizją „wspólnej Europy”. Projekt „wspólnej Europy” okazał się jednak wizją uzależnioną – w stopniu niewyobrażalnym dla opinii przyzwyczajonej do odbierania takich tez jako czysto propagandowych – od istnienia alternatywy choćby „realnego socjalizmu”, wizją niepotrzebną w obliczu rzekomej jednorodności interesów demokratycznego świata w ramach schyłkowego kapitalizmu. A ten, m.in. koncept stanowił podstawę posttrockistowskiej, noworadykalnej propagandy na rzecz projektu burżuazyjno-demokratycznego.

Tymczasem, brak akceptacji Rosji jako państwa „nowokapitalistycznego”, z jej konieczną strukturą oligarchiczną, wynikającą z realiów kapitalistycznej instauracji (bo nie restauracji) ustrojowej, w wielkiej „rodzinie” demokratycznego kapitalizmu skutkuje brutalnym, choć nieuzasadnionym z punktu widzenia kryteriów narzuconych przez capo di tutti capi owej „rodziny”, traktowaniem tego państwa jak bezbronnej ofiary przemocy domowej. Tę analogię podsuwa głównie to, że – podobnie jak w przypadku przemocy domowej – ofiara nie ma prawa głosu. Nie ma prawa się skarżyć, przedstawiać swoich racji, ponieważ z góry jest uznana za niewiarygodną, zaś jej oprawca – za osobę powszechnie poważaną. Ten wspólny front nurtów zarówno burżuazyjnych, jak i zaliczających samych siebie do lewicowych, powoduje, że w praktyce nie jest słyszalny żaden inny argument poza burżuazyjno-propagandowym.

I to nie wydaje się budzić jakichkolwiek refleksji w głowach przedstawicieli owej lewicy.

Oczywiście, republiki doniecka i ługańska nie miały od początku żadnej szansy na uzyskanie charakteru autentycznych republik radzieckich, ze względu na charakter i naturę współczesnej lewicy rewolucyjnej, tak w Rosji, jak i na świecie. Niemniej w konkretnej sytuacji ukraińskiej, przyjęcie przez nie takiej formuły państwowości, odwołującej się do kryterium współdziałania na płaszczyźnie innej niż nacjonalizm, wyrażało stosunek ludności Donbasu do pozostałych rodaków-Ukraińców. Radykalna lewica na Zachodzie poparła nie tę próbę przeciwstawienia się bezalternatywnej narracji, ale czysto burżuazyjny projekt nacjonalistyczny, proponujący postrzeganie konfliktu w kategoriach powielanego modelu konfliktu Hutu i Tutsi, czyli w kategoriach odwetu. Odwetu za lata tzw. zniewolenia Ukrainy w ramach ZSRR, choć ZSRR już od ćwierć wieku nie było, a w międzyczasie lokalni Hutu i Tutsi, jak ich pierwowzory, zamienili się miejscami.

Warto odnotować pojawiające się wahania ocen i zmiany stanowisk. Ważne są one z punktu widzenia nie faktycznych wydarzeń, na które większego wpływu nie miały siły lewicy, ale na wymiar ideologiczny tego wydarzenia. Radykalna lewica ostatecznie opowiedziała się za projektem burżuazyjnym i prokapitalistycznym, szukając zalążków demokracji robotniczej tam, gdzie dominująca tendencja całkowicie szła na przekór owym oczekiwaniom, zaś odwracając się plecami do sytuacji, w której można było narzucić alternatywną narrację, konkurencyjną wobec narracji imperializmu zachodniego, szykującego hekatombę światu, jaki dziś znamy.

Nie był to wybór przypadkowy. Został on przygotowany dekadami ewolucji tzw. nowej radykalnej lewicy, która wycofywała się na pozycje umiarkowanego socjaldemokratyzmu z elementami awanturnictwa drobnomieszczańskiego, odbijającego wzorce ideologiczne wielkiej burżuazji, bez żadnej propozycji autorskiej, poza autorskimi przeróbkami na potrzeby własnego środowiska idei zaczerpniętych z narracji wiodącej.

Nie sposób na koniec pominąć faktu, że tragedia Donbasu rozegrała się i rozgrywa się wciąż na naszych oczach jako wynik gry prowadzonej przez – z jednej strony – tryumfujący imperializm zachodni, mający na celu podporządkowanie obszaru poradzieckiego własnej hegemonii, a Rosją, której jako jedynej nie przedstawiono żadnych propozycji (choćby kłamliwych i zwodniczych, jak w innych przypadkach) integracji z kapitalizmem – z drugiej strony. Społeczność międzynarodowa (w tym – radykalna lewica) uznała wykluczenie Rosji za rzecz oczywistą, nie wymagającą żadnych wyjaśnień. A które to propozycje Rosja przyjęłaby z pocałowaniem ręki. Tak, jak przyjęła rolę dodatku surowcowego do wiodącej gospodarki światowej jako zadatek dobrej woli „zachodniego partnera”.

Poza względami ideologicznymi, mamy grę interesów ekonomicznych i rywalizację między Europą a Stanami Zjednoczonymi. Rosja pozostająca poza UE jest szansą dla podbudowania potęgi gospodarczej Niemiec (w egoistycznej rywalizacji tychże z europejskimi partnerami). Wraz z sprowokowanym przez amerykańskiego hegemona konfliktem „cywilizacyjnym” (islamskim) ta szansa oddala się. Rosja jest więc zapewne wymarzoną ofiarą rywalizacji między USA a Europą pod hegemonią niemiecką.

W tej rozgrywce Rosja nie jawi się jako podmiot. W bardzo cienkiej grze kapitalizmów narodowych pozbawionych zewnętrznego hamulca, obie strony posługują się Rosją niejako zastępczo: ciosy w Rosję są ciosami w plany hegemonistyczne Niemiec, zaś sankcje służą obu stronom jako lejce, dzięki którym uniemożliwia się Rosji prowadzenie własnej gry w obronie nacjonalistycznych interesów. A innych interesów współczesna radykalna lewica nie narzuca burżuazji. W tej sytuacji, akcja lewicy wokół kiełkującego modelu „realsocjalistycznych” republik ludowych, których akceptacja jawiłaby się jako rozwiązanie dla Ukrainy, miałaby szansę na wykreowanie alternatywnej narracji lewicowej i antykapitalistycznej – bez pewności sukcesu, ale z pewnością, że lewica dalej pozostanie w grze.

W obecnej sytuacji i przy obecnych wyborach politycznych jest całkowicie obojętne, czy lewica istnieje, czy też nie istnieje.

W imieniu Grupy Samorządności Robotniczej
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

22 października 2016 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Grupa Samorządności Robotniczej, Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

53 odpowiedzi na „STAWKA HISTORYCZNA

  1. W.B. pisze:

    OŚ KONFLIKTU JEST POLITYCZNA

    Powtarzasz się, Bartku.

    Powtarzasz jak mantrę – „robotnicy zdradzili socjalizm”, „sprzedali socjalizm za płacę i socjał” itp. Tym samym zgłaszasz swój akces do grona politycznych spadkobierców biurokracji PRL.
    Przy okazji kurczowo trzymasz się propagandowej rączki podanej ci przez IPN – z komunizmem i komunistami utożsamiając całą PRL-owską epokę.

    Nawet Andrzej Werblan – nietuzinkowy świadek historii – który ostatnio aktywizował się z okazji rocznicy „przełomu październikowego 1956 r.” komunistom, a ściślej „zakonowi KPP” i „ciotkom rewolucji” (niedobitkom po KPP oraz wdowom i córkom działaczy komunistycznych) oddaje, utożsamiając ich z gorliwymi stalinowcami, drobny wycinek tej historii, poprzedzający „październikowy przełom”.

    W latach 70., jak zauważają historycy mu sekundujący, resztki tego komunistycznego zakonu odsunięte zostały od władzy. Odtąd w PRL rządzili pragmatycy, którym bliżej było do konwergencji i werblanowskiej wykładni „socjalizmu z ludzką twarzą”. Kurs na komunizm w dowolnym znaczeniu wkrótce po „październikowym przełomie” został wstrzymany.

    Dziś kursu, który wówczas tryumfował w postaci rządów Władysława Gomułki i jego następców na stanowisku I sekretarza KC PZPR, nie sposób nawet nazwać „polską drogą do socjalizmu”. Wręcz przeciwnie – kojarzy się ona nam nieuchronnie nie tylko z destalinizacją, ale i z dekomunizacją. Z tym zgadzają się nawet stalinowcy, którzy Chruszczowowi przypisują zmianę głównego wektora i przyzwolenie na taką zmianę w strefie jego wpływów.

    PRL pod pewnymi względami niewątpliwie w tym przodował. Nie wiązałbym jednak tego z komunizmem.
    Matołem to chyba, Bartku, nie jesteś? Wybacz, że w tym temacie mam jeszcze drobne wątpliwości.

    Postaram się je rozwiać.

    W załączonej do ostatniego stanowiska GSR filmowej relacji ze spotkania z Jarosławem Urbańskim (w części końcowej – już w ramach dyskusji) z ust prelegenta pada sakramentalne oświadczenie zaczynające się od słów „Moim zdaniem oś konfliktu jest też polityczna…” (1.23.40 do 1.24.40).
    Mam nadzieję, że na minutę koncentracji, Bartku, cię stać. Jeśli nie to wypadłeś z gry. A wydawało się nam, że starasz się nawiązać do tradycji „starej lewicy”.
    Nowa radykalna lewica, choćby w osobie Jarosława Urbańskiego, trzyma rękę na pulsie – klasy robotniczej, klasy pracowniczej lub jak to oni ujmują prekariatu. Nie oskarżają prekariuszy czy robotników o zdradę.
    Ty zaś z robotnikami ani sztamy ani „смычки” nie trzymasz. Z tej walki politycznej sam się wyeliminowałeś.
    I chcesz nas w tę przepaść pociągnąć za sobą?

    Kończę słowami Lecha Kaczyńskiego: „Spadaj, dziadu!”

    STARA LEWICA REWOLUCYJNA – ZAMKNIĘTA

  2. Aras pisze:

    „Dziś kursu, który wówczas tryumfował w postaci rządów Władysława Gomułki i jego następców na stanowisku I sekretarza KC PZPR, nie sposób nawet nazwać „polską drogą do socjalizmu”. Wręcz przeciwnie – kojarzy się ona nam nieuchronnie nie tylko z destalinizacją, ale i z dekomunizacją. Z tym zgadzają się nawet stalinowcy, którzy Chruszczowowi przypisują zmianę głównego wektora i przyzwolenie na taką zmianę w strefie jego wpływów”

    Zasadne jest pytanie czy była to wręcz droga od tzw. dyktatury proletariatu w wydaniu stalinowskim do uwiądu tzw. realsocjalizmu. Cały ten proces jeszcze wiązał się ze specyficznymi problemami klasowego oraz rewolucyjnego ruchu robotniczego i „wyczekiwaniem” przez pewne środowiska niekomunistyczne umocnienia się drobnomieszczańskich tendencji…

  3. Bartek pisze:

    „z robotnikami ani sztamy ani „смычки” nie trzymasz”

    z robotnikami, którzy sprzedali rewolucję za parę groszy podwyżki – nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *