NA ŚWIATOWEJ SZACHOWNICY…

Wbrew nadziejom radykalnej lewicy, po upadku ZSRR nie nastąpiło oczekiwane odrodzenie tej formacji politycznej. A wydawało się, że to właśnie tylko i wyłącznie Związek Radziecki z jego biurokratyczno-stalinowską degeneracją był główną przeszkodą na drodze do odzyskania wiarygodności przez ideę wyzwolenia spod ucisku ekonomicznego i politycznego w podległych owemu uciskowi grupach społecznych.
W przeciwieństwie do społeczeństw, które dopiero po II wojnie światowej stworzyły tzw. obóz socjalistyczny na gruncie politycznych roszad na szachownicy politycznej, społeczeństwo ZSRR miało za sobą doświadczenie autentycznej rewolucji proletariackiej. Na tym opierało się przekonanie większości ludzi przywiązanych do tradycji ruchu robotniczego w krajach socjalistycznych, że ustrój zbudowany w Rosji Radzieckiej opiera się, mimo stalinowskich wypaczeń, na trwałej i niezachwianej podstawie społecznej.

W tym świetle staje się zrozumiałe rozczarowanie kurczącej się mocno po upadku ZSRR grupy działaczy przywiązanych do tradycji ruchu robotniczego. Rozpad władzy sprawowanej przez poststalinowską biurokrację nie był bowiem wynikiem społecznego buntu tlącego się przez cały okres trwania zdegenerowanego państwa robotniczego – jak je określają trockiści. Wręcz przeciwnie, rozczarowanie wynika stąd, że rozpad owej władzy był wszakże elementem wieńczącym ewolucję quasi-klasowego panowania biurokracji, przewidywanym przez L. Trockiego. Rozpad ten, podobnie jak w pozostałych krajach tzw. obozu socjalistycznego był rozpadem kontrolowanym i animowanym przez biurokrację przy akompaniamencie zachęcających pokrzykiwań tzw. nowej radykalnej lewicy, która w swej naiwności obnażyła swoją niezdolność do zrozumienia rozgrywających się na jej oczach wydarzeń.

Ewolucja biurokracji z quasi-klasowej grupy dominującej i zawłaszczającej pełnię władzy politycznej, ekonomicznej i sądowniczej musiała siłą rzeczy iść w kierunku poszukiwania pana, czyli realnego właściciela owych elementów stanowiących o realności władzy politycznej. Wiele już pisano o trudnościach obiektywnych zaistnienia faktycznego panowania klasowego klasy robotniczej w warunkach powstałych po Rewolucji Październikowej, więc odsyłamy tutaj do tych źródeł. Ważne jest, iż stalinizm (biurokracja typu radzieckiego) z trudności początkowej fazy porewolucyjnego rozwoju państwa uczynił fundament, na którym oparł trwałość istnienia ZSRR. Jak się okazało, fundament ten był konstrukcją wadliwą. Również stalinizm miał swoje obiektywne przyczyny, których nie należy przeoczać. W odróżnieniu od Lenina (i to jest ogromna różnica, wręcz zasadnicza, przekreślająca jakiekolwiek próby budowania paraleli między tymi dwoma działaczami) Stalin dążył do zintegrowania ZSRR na mapie politycznej świata, szukając w tej linii podstaw dla stworzenia bezpieczeństwa dla państwa pryncypialnie odrzucanego przez kapitalistyczne / imperialistyczne otoczenie. W ten sposób przyjął reguły gry przeciwnika wyrzekając się oparcia na klasowych sprzecznościach w państwach przeciwnika. Stwarzając od czasu do czasu pozory, które w konsekwencji skutkowały niewybaczalnymi w rezultacie zdradami (jak np. podczas wojny domowej w Hiszpanii). Ta właśnie linia polityczna określiła w sposób fatalistyczny przyszłą ewolucję biurokratycznej kadry.

Należy podkreślić, że błędy polityczne Stalina skutkowały niemożnością alternatywnej ewolucji krajów, w których zmiana ustroju społeczno-politycznego była także efektem prawdziwej rewolucji, tzn. autentycznego zrywu społecznego (Jugosławia czy Chiny).

*

W Polsce Ludowej wybuchające dość systematycznie bunty robotnicze były szansą na przeciwstawienie się biurokracji, która odchodząc od stalinowskiego terroru stawała się jednocześnie „normalną” biurokracją, potrzebującą nad sobą władzy politycznej i klasowej. Przeistaczała się więc powoli, acz konsekwentnie, w aparat zarządczy wypatrujący klasy, której mógłby służyć, coraz bardziej lekceważąc ubezwłasnowolnionego przez siebie politycznie, nominalnego suwerena, czyli klasę robotniczą. Jak przewidywał Lew Trocki, biurokracja ewoluowała w kierunku restauracji stosunków burżuazyjnych, częściowo przepoczwarzając się w zalążki burżuazji kompradorskiej – z braku rodzimej burżuazji.
Polska miała w tej grze rolę wyróżnioną ze względu na specyfikę losów historycznych splatających ją z Rosją. Polska stalinowska biurokracja, która mogła się rozpanoszyć w kraju w efekcie unicestwienia w stalinowskich czystkach ostatnich zdolnych do samodzielności działaczy, udaremniła szanse na stopniowe zbudowanie państwa robotniczego.
O ile w pozostałych krajach obozu biurokracja nie napotykała na większy opór ze strony konformistycznych warstw społeczeństwa, o tyle w Polsce, gdzie myśl lewicowa o antykomunistycznym rysie była dobrze zakorzeniona, a dodatkowo wzmocniona była ze względu na swe patriotyczne (antyrosyjskie) tendencje, potencjalna opozycja miała możliwość zyskania silnej podbudowy i skuteczności, ponieważ opierała się na tradycjach lewicowej działalności wśród robotników. W pozostałych krajach obozu regułą było raczej platoniczne, bezsilne negowanie władzy biurokratycznej przez warstwy literackie, które na robotników patrzyły z nieukrywaną pogardą. Stąd brak możliwości nawiązania sojuszu skutecznego w swym działaniu. W Polsce, opozycja wewnątrz biurokratyczna (J. Kuroń i inni) podała na tacy, by tak rzec, przeciwnikom socjalizmu, wypróbowaną niejednokrotnie skuteczność buntu robotniczego.

Nie w tym rzecz, aby negować konieczność robotniczej opozycji wobec biurokracji stalinowskiej. Problem w tym, że ta opozycja przejęła ideologię od antyrobotniczo nastawionych przeciwników ustroju. Wynikało to z powierzchowności akceptacji ideologii marksizmu, która dopiero miała zostać „oswojona” (i ubrana w kaftan bezpieczeństwa) przez jej reinterpretację w duchu „młodomarksowskim”. Bo bezpośrednie odwołanie do nieodległych sporów politycznych z antykomunistyczną lewicą było na razie nie do pomyślenia ze względu na dogmaty stalinowskie, do których odrzucenia nowa generacja „rewizjonistów” jeszcze nie dojrzała. Można by wręcz słuszniej powiedzieć, że nigdy do tego odrzucenia nie dojrzała, ponieważ nawet przechodząc na pozycje antykomunistyczne, wciąż utożsamiała komunizm (marksizm) ze stalinizmem. Takie utożsamienie pozwalało na wszechstronne odrzucenie „komunizmu” czyniąc z niego ahistoryczny twór, w którym pojęcie, rola i miejsce klasy robotniczej stają się całkowicie niezrozumiałe, jeśli nie zostaną sprowadzone do rangi „czynnika ludowego” ogarniętego patriotycznym uniesieniem, szczerym, bo przenikniętym duchem religijności. O ile warstwy literackie poczuły się w obowiązku zrzucić zmurszałe więzy z klasą robotniczą (klasą dla siebie), humanistyczna troska o którą doprowadzić miała rzekomo niewinną „inteligencję” do aberracji nieuzasadnionego akcesu do klasowego gniewu proletariatu, o tyle powrót do postrzegania robotników jako klasy w sobie uspokoił jej wyrzuty sumienia i płytką potrzebę sprawiedliwości społecznej. W ich mniemaniu bowiem robotnicy, którzy zmietli „komunizm” (bo bez nich literaci by tego w ówczesnych warunkach nie dokonali), tak naprawdę łakną tylko socjalu i pociechy duchowej, zaś wmawianie im roli dziejowej jest czynieniem im krzywdy. Tę ideologię „kupują” dziś pogrobowcy stalinizmu młodego pokolenia, nie różniąc się niczym istotnym od tych, którzy odrzucając poststalinizm (nie zaś stalinizm jako taki), faktycznie odrzucili koncepcję klasy robotniczej i ruchu robotniczego ze wszystkimi tego politycznymi konsekwencjami.

Ostatni, dopuszczalny akt dziejowy proletariatu dokonał się w dziele pomocy biurokracji w przekształceniu się w burżuazję kompradorską, dzięki mrówczej pracy stalinizmu rozmontowującemu ruch robotniczy, oraz dzięki tzw. nowej radykalnej lewicy, która na Zachodzie uznała, że klasa robotnicza uległa zanikowi, w związku z czym lewica stała się zupełnie nowym projektem, mieszczącym się w ramach społeczeństwa burżuazyjnego, ewoluującego w kierunku zradykalizowanej demokracji.
W ten sposób także antystalinowska radykalna lewica na Zachodzie przyłączyła się do stalinowskiej linii politycznej opartej na przyjęciu stanowiska, że system socjalistyczny nie będzie stanowił konkurencji wobec systemu kapitalistycznego, zadowalając się cichym przyzwoleniem na swoje istnienie. Zachodnia lewica poszła dalej w swym radykalizmie stwierdzając, że likwidacja obozu nie zmienia nic w układzie światowym, ponieważ zdegenerowane i zdeformowane państwa obozu są praktycznie włączone w globalny system kapitalistyczny jako jego część – co jest prawdą, ale już nie jako element zmieniający do pewnego stopnia układ sił z korzyścią dla Trzeciego Świata – jako odległy skutek uboczny autentyzmu Rewolucji Październikowej.
Oczywiście, istnienie ZSRR (a dziś do pewnego stopnia Federacji Rosyjskiej) jako elementu traktowanego jako coś obcego, niekoniecznie zgodnie z intencjami samej biurokracji, było (i pozostaje) tylko przedłużaniem szansy na wykorzystanie tego potencjału przez ideowych marksistów dla zbudowania alternatywy wobec kapitalizmu. Potencjał ten wynika głównie z faktu, że przemysł uległ w swoim czasie daleko posuniętej delokalizacji do Trzeciego Świata, przemieszczając tym samym centrum koncentracji klasycznej klasy robotniczej do tego obszaru. Jednak ruch robotniczy nie ma tam swego zakorzenienia i jego potencjalni budowniczowie znajdują się pod wpływem zawsze obecnych jako alternatywa pomysłów religijnych. Brak ukierunkowania na budowę ruchu robotniczego kieruje więc ten potencjał ku innym formom ideologicznym, które wypełniają pustkę po idei socjalizmu / komunizmu. Należą do nich konkurencyjne wobec marksizmu hasła radykalizacji demokracji burżuazyjnej, przyjmujące za podstawę burżuazyjną koncepcję jednostki jako punktu odniesienia humanizmu, w odróżnieniu od kolektywistycznych koncepcji obarczonych rzekomo potencjałem autorytaryzmu i totalitaryzmu. Są to klasyczne formy ideologiczne, w których wykorzystywaniu na potrzeby szczucia jednych wyzyskiwanych przeciw drugim burżuazja celuje.

Z braku alternatywy także tzw. nowa radykalna lewica, czująca się w obowiązku określić swoją pozycję polityczną, trzyma się hasła zapewniającego jej – w jej tylko mniemaniu – samodzielność polityczną: „ani Moskwa, ani Waszyngton!”
Dochodzimy tu do sedna naszego tekstu i uzasadnienia przydługiego wywodu historycznego, aby zająć się ilustracją dialektycznego podejścia do momentu historycznego, w jakim żyjemy. Oczywiście, chodzi o zasadniczą linię podziału, która jako kolejna utrzymuje lewicę w stanie głębokiej niemocy politycznej, czyli chodzi o konflikt wokół pozycji Rosji w sytuacji rozszerzania ekspansji Zachodu na jej wrażliwe podbrzusze.

*

W sytuacji szczytowania napięcia, w jakim obecnie żyjemy, centrystyczna pozycja radykalnej lewicy potęguje błędy obu biegunów i jest, faktycznie, skazana na opowiedzenie się (nie deklarowane, ale praktyczne) po silniejszej stronie konfliktu. Wewnętrzne rozbieżności organizacji lewicowych skutkują nierzadko rozłamami, kiedy tak naprawdę nie da się przeprowadzić w tej sytuacji linii kompromisu.
W naszej rzeczywistości geopolitycznej strona słabsza (Rosja) nie ma się dokąd cofać, zaś strona silniejsza (Zachód) nie widzi powodu, by w tak korzystnej konfiguracji ustępować choćby na milimetr.
Gdy teza i antyteza stoją w antagonistycznej sprzeczności niezbędna jest synteza, która polegałaby na przezwyciężeniu obu stron opozycji. Jakie mogą być pozorne syntezy w sytuacji konfliktu Rosja vs. „Świat Cywilizowany”?
Synteza polegająca na efektownym rozgromieniu oporu Rosji w Syrii czy na terenie południowo-wschodniej Ukrainy skutkowałaby – jak się niektórym wydaje – unormowaniem sytuacji, analogicznym do jej normalizacji po upadku ZSRR. A więc – demokratyzacją, niefortunnie zahamowaną przez powrót do władzy pogrobowców biurokracji poststalinowskiej w jej KGB-owskiej odsłonie (Putin jako symbol tego „układu”). Zwolennicy takiej syntezy wychodzą z założenia, że zagrożeniem dla demokracji jako najlepszej alternatywy dla starego systemu („realnego socjalizmu”) są skupione w brudnej kałuży pozostałości służb specjalnych, trzymających społeczeństwo za mordę w interesie uwłaszczonej nomenklatury. Rzecz jasna, nie ma co żałować ewentualnego rozgromu owej konfiguracji. Prawdą tego stanowiska jest to, że poststalinowski przyczółek w postaci służb specjalnych jest nieodrodnym dzieckiem biurokracji i żadnej idei rewolucyjnej ani lewicowej sobą nie reprezentuje. Reprezentuje tylko zrodzoną przez siebie oligarchię, a właściwie tylko podporządkowany jej odłam. W przeciwieństwie do Polski, gdzie poststalinowska biurokracja nigdy nie zyskała wiarygodności jako siła patriotyczna (uważana jest niezmiennie za wasalną wobec Rosji, bo tak jest wygodnie ze względów na Goebbelsowską prostotę propagandową), poststalinowska biurokracja rosyjska może wykorzystywać narzędzie patriotyzmu wedle uznania. Szczególnie w sytuacji wrogości Zachodu, kiedy to nie można liczyć na pomoc zachodniego kapitału dla kapitału rodzimego. Rosja nie jest wspierana wielomilionowymi kredytami na złagodzenie skutków transformacji. O ile polski patriotyzm był narzędziem odrywania kraju od potencjalnego układu z Rosją faktycznie uzasadnionego racjonalnym i ekonomicznie uzasadnionym interesem własnym Polski (bezpieczeństwo energetyczne), o tyle patriotyzm rosyjski nie ma dla Zachodu żadnej wartości, ponieważ może być wyłącznie narzędziem konsolidacji rosyjskiego społeczeństwa w opozycji do zagrożenia ze strony „demokratycznego Zachodu”. Nie nadaje się na narzędzie odciągania tego społeczeństwa od czegokolwiek, ponieważ nie istnieje nadrzędna „Rosja”, symbolizująca zniewolenie narodowe, w stosunku do Rosji realnej. Rosja realna jest jedynym podmiotem, którego sytuacja obiektywna stawia ją w antagonistycznej sprzeczności z interesami Zachodu. To nie Rosja chce konfliktu z Zachodem, to Zachód nie może sobie pozwolić na zasymilowanie Rosji. Rosji potrzebny jest kapitał zagraniczny i unormowane stosunki na rynkach światowych, aby w ogóle przetrwać. Ale przetrwanie Rosji byłoby zagrożeniem dla Zachodu, albowiem jest to zbyt wielki kraj, by wziąć go na utrzymanie, zwłaszcza w obecnej, kryzysowej sytuacji Zachodu. Integracja z Unią Europejską – heretycki pomysł dla przytłaczającej większości – byłaby końcem Unii, gdyż oznaczałaby kres marzeń o bezkonfliktowym skolonizowaniu bogactw naturalnych tego kraju. Rosja w połączeniu z Niemcami stałaby się szybko liderem Unii spychając w cień pozostałe, dzisiejsze „potęgi” – coraz bardziej iluzoryczne. Połączenie potencjału Rosji i Niemiec dałoby nową nierównowagę w Europie i nieobliczalne skutki, w tym bardzo niekorzystne dla Polski.
Tak więc, widmo demokratyzacji Rosji jest śmiertelnym zagrożeniem dla kapitalistycznych przywódców państw Zachodu (także dla Niemiec). Stąd utrzymywanie histerii zagrożenia ze strony Rosji, aby nie dopuścić do procesów demokratyzacyjnych, które byłyby proste do wprowadzenia dzięki pomocy ekonomicznej, która efektywnie podkopałaby rządy Putina, ewentualnie uczyniła z niego wzór demokraty – jak sobie zażyczą i propagandowo nagłośnią burżuazyjne massmedia.
To byłaby synteza iluzoryczna, o jaką proszą się zwolennicy tezy „ani Moskwa, ani Waszyngton”.

Inna synteza, którą usiłuje wcielić w życie aktualna ekipa Federacji Rosyjskiej, nie mogąca liczyć na wybaczenie Zachodu (grzech pierworodny zamachu na świętą własność prywatną środków produkcji!), to oparcie się na potencjale nacjonalistycznym, łatwo wyzwalanym w narodzie, który czuje bezpośrednio wrogość otaczającego świata, przejawiającą się w trudnościach gospodarczych i skutkujących obniżeniem poziomu życia. Narzędzie nacjonalizmu jest w równym stopniu zabójcze dla idei klasowej, co ewentualna, ale w przypadku Rosji – niemożliwa, udana integracja w system kapitalistyczny. Ta idea nacjonalistyczna jest do pewnego stopnia temperowana dążeniem do szukania rozwiązania katastrofalnej sytuacji geopolitycznej w propozycjach integracji azjatyckiej i wśród względnie niezależnych od Zachodu państw poradzieckich czy wśród skazanych na eliminację reżymów uznanych przez Zachód za przynależne do Osi Zła. Te wysiłki wymigania się od dyktatu Zachodu są przez ten ostatni udanie na ogół kontrowane. Mimo że zwrócenie się w kierunku krajów azjatyckich skłania Rosję do respektowania zasad demokracji burżuazyjnej (tj. w ograniczonych ramach partykularnego interesu oligarchów robiących w Rosji za rodzimych kapitalistów), faktyczna gra interesów pod nadzorem układu imperialistycznego, który ma charakter globalnej czapy nad pozornie niezależnymi nawet segmentami rynku światowego, powoduje, że Rosja i tak musi się przede wszystkim tłumaczyć z minimalnych nawet dążeń do ochrony własnych interesów jako z imperialnych ambicji. Ta taktyka działania jest bezwzględnie wykorzystywana nie tylko w odniesieniu do Rosji, ale i do Chin. Rosja pozostaje jednak od 30 lat poligonem doświadczalnym tej broni o niezwykłej skuteczności politycznej.
Synteza nacjonalistyczna również jawi się jako nieefektywna w odniesieniu do aktualnej sytuacji Rosji.
W ten sposób mamy ocenione jako nieefektywne dwie linie podziału na lewicy w odniesieniu do Rosji.

Trzecią i jedyną realną mimo swego nierealizmu linią polityczną w sytuacji Rosji pozostaje odrzucenie grania w jakichkolwiek układach i umizgach do warunków narzucanych przez Zachód i przyjęcie azymutu na wykorzystanie kształtujących się na naszych oczach konfliktów wywołanych dowolnymi – nacjonalistycznymi czy imperialistycznymi – przyczynami do przekształcenia ich w wojnę przeciwko własnym reżymom pchającym świat ku zagładzie w imię realizacji coraz trudniej wyciskanych zysków.
Lewica powinna więc pracować na własne, że tak powiem „autorskie”, rozwiązania obecnej sytuacji, wykorzystując, że po stu latach nadarza się okazja, by światowa rewolucja odrzucająca panowanie kapitału naprawdę okazała się światową, czyli umożliwiła rozpoczęcie budowy socjalizmu nie w jednym kraju, ale w skali świata. Chaos, który grozi przeniesieniem się do Europy i Ameryki, nie jest dziełem przodującej klasy robotniczej wysokorozwiniętych krajów kapitalistycznych, ponieważ klasa ta została skutecznie spacyfikowana wspólnymi siłami kapitalistów i stalinowskiej biurokracji. Niemniej przechowana została idea celu, jaki przyświeca ewolucji ludzkości, a mianowicie zniesienie wyzysku i organizacja społeczeństwa globalnego na zasadach współpracy, a nie konkurencji.

Mając w głowie tragiczną sytuację Rosji i jej wewnętrzną dezintegrację, nie ustajemy w przekonaniu, że lewica komunistyczna w Rosji, z racji wysforowania się tego kraju do przodu jako głównej ofiary imperializmu światowego, ma do odegrania zaszczytną rolę przywódcy w ruchu lewicowym i komunistycznym. Takie jest obiektywne wyzwanie dla komunistów w Rosji i stąd oczekiwanie na to, że stanie ona na wysokości zadania. Faktycznie, nigdzie indziej nie ma takiego fermentu i tak różnorodnych głosów w dyskusji, jak w Rosji. I, co ważniejsze, możliwości – póki co – nagłaśniania tej dyskusji, w której głos lewicy jest do pewnego stopnia słyszalny, nawet jeśli jest przetworzony w ramach mimikry w połączenie mistycyzmu staroruskiego z geopolityką nawiązującą do europejskich korzeni.
Powiemy więcej, tzw. radykalna lewica w Rosji, podobnie jak w Polsce, jest mało interesująca. Jej horyzont ideologiczny został, podobnie jak w Polsce, spłaszczony do horyzontów dawno już przebrzmiałej lewicy na Zachodzie, która ujawniła swoją impotencję intelektualną i polityczną w obliczu niespotykanego do dziś kryzysu kapitalizmu. Tak jak kapitał zachodni zrównuje niczym walec różnorodność rozwiązań ekonomicznych i polityczno-społecznych adekwatnych do różnicującej się sytuacji poszczególnych państw, tak lewica zachodnia, ostatecznie spacyfikowana kapitulacją przed socjaldemokratyczną krytyką marksizmu, przyczynia się do zrównania intelektualnego lewicy światowej. Na swoim, nieadekwatnym do potrzeb momentu historycznego, poziomie.
Dodamy na koniec, że tak jak nie ma szans na odrodzenie lewicy komunistycznej bez uporania się z kolonializmem ideologicznym zachodniej lewicy radykalnej, tak nie ma społecznie sprawiedliwego rozwiązania kryzysu na Ukrainie bez odrodzenia lewicy komunistycznej w skali globalnej. Albowiem kryzys ukraiński jest tylko lokalnym przejawem sprzeczności globalnej zakorzenionej w tradycjach ruchu robotniczego i uteoretyzowanego w marksizmie. Bez zrozumienia tego faktu nie da się ruszyć z miejsca.

W imieniu Grupy Samorządności Robotniczej
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
24 lipca 2016 r.

… I NA LOKALNYM PODWÓRKU

Po okresie stalinowskiego terroru biurokracja złagodniała. Szukała porozumienia z opiniotwórczymi warstwami społeczeństwa, co miało jej zapewnić stabilizację panowania. Robiła to kosztem klas pracujących – robotników i chłopów, ale przede wszystkim robotników, na których opierał się ciężar funkcjonowania gospodarki narodowej. Okres stalinowskiego terroru spowodował unicestwienie przywódców klasy robotniczej, którzy chcieliby i potrafiliby zorganizować świadomy opór robotniczy w imię ideału społeczeństwa bezklasowego, komunistycznego.

Warstwy opiniotwórcze, po początkowym i krótkim zachłyśnięciu się ideami sprawiedliwości społecznej, ułatwionym konformizmem wobec stalinizmu, szybko zaczęły interpretować odejście od stalinizmu w duchu „powrotu do normalności” ucieleśnionego w demokracji burżuazyjnej. Tak więc ewentualny, ideowy w sensie robotniczym, ferment mógł istnieć jedynie w łonie rządzącej, aideowej i cyniczno-karierowiczowskiej w swej masie, Partii.
Wzięty w dwa ognie ów ferment siłą bezwładu i coraz oczywistszej bezsilności nawiązywał z formy do minionego stalinizmu, kierując na siebie społeczną nienawiść i tym samym dając nędzne, bo nędzne, ale zawsze jakieś alibi karierowiczom i cynicznym graczom, którzy poprzez stadium socjaldemokratyczne dojrzewali coraz szybciej do realizacji przewidzianej przez Trockiego trajektorii.
Mniej lub bardziej ideowi durnie spod znaku „betonu” licytowali się ostatnią dostępną im deską ratunku, czyli nacjonalizmem jako desperacką próbą zdobycia jakiejkolwiek dozy sympatii społecznej. Bezskutecznie. Nacjonalizmem zamienili sprawę klasową i przepadli nie żałowani przez nikogo, pozostawiając pusty plac dla bezideowych karierowiczów robiących polityczną karierę w „nowej Polsce”, jak Kwaśniewski, Miller, Belka czy wielu innych.
Jednocześnie tzw. dysydenci czy późniejsza opozycja demokratyczna ewoluowała równolegle ze swym partyjnym alter ego. Ewoluowała w przyspieszonym rytmie i w stylu lewicy zachodniej. Podmiotowość polityczną klasy robotniczej jako klasy panującej zamieniła na robotników jako przedmiot troski socjalnej (KOR). Podmiotowość polityczną miały w tej konfiguracji nie organizacje klasowe, robotnicze, ale organizacje nacjonalistyczne i antyrobotnicze, wyłonione na masie upadłościowej organizacji związkowej, która ostatecznie dokonała oficjalnego aktu politycznego ubezwłasnowolnienia klasy robotniczej w Polsce.

Biorąc pod uwagę bierność i niemoc ruchu robotniczego w krajach byłego obozu socjalistycznego, wydawałoby się, że aktywność temu ruchowi przywrócą działacze zachodniej lewicy, gdzie etos walki z kapitałem i stosunkami burżuazyjnymi nie uległ przecież zatarciu. Jednak na Zachodzie, w międzyczasie dokonała się ewolucja poglądów politycznych na lewicy, która skutecznie wyeliminowała klasę robotniczą jako punkt odniesienia walki owej lewicy. Poza socjaldemokratyczną tradycją zamazywania antagonizmów klasowych na rzecz przygarniania i hołubienia interesów jak najszerszych warstw społeczeństwa, naukowo wykazywano zanik liczebny tradycyjnej klasy robotniczej. Nowe grupy społeczne spieszące, aby zastąpić klasę robotniczą w roli podmiotu emancypacji miały inne niż tradycyjna klasa robotnicza priorytety polityczne.

Lewica po obu stronach umownej barykady okazała się w równym stopniu uodporniona na uroki anachronicznej rewolucyjności polegającej na organizowaniu dyktatury proletariatu jako formy walki. Dyktaturę zastąpiono o wiele milej dla ucha brzmiącym hasłem demokracji (bezprzymiotnikowej, czyli… burżuazyjnej).

Ten przydługi, zapewne nudny dla niecierpliwych młodych działaczy lewicy, stojących wobec naglących dylematów, wstęp jest niezbędny, aby uzasadnić naszą opinię dotyczącą spraw bardziej współczesnych.
Przede wszystkim, nikt owym młodym działaczom nie przekazał tradycji ruchu robotniczego. Poza pasjonatami historii tego ruchu, szeroka publiczność sprowadza owe tradycje i dzieje do kwestii sporu o demokrację. Interpretacja historii ruchu robotniczego w kategoriach sporu o demokrację jest wynikiem narzucenia takiej optyki przez tryumfalistyczną propagandę burżuazyjną. Przywiązanie do Marksa jako myśliciela kładącego podwaliny pod naukową teorię sprawiedliwości społecznej, nota bene rozumianej na wskroś burżuazyjno-konformistycznie, jest konfrontowane z trudną miłością do Lenina, który na swoje szczęście umarł zanim wziął na siebie rzekome konsekwencje swej nieodpowiedzialnej polityki, zostawiając ten bagaż Stalinowi, który z kolei był tylko kontynuatorem polityki bolszewickiej po Leninie.

Taka propaganda antykomunistyczna, z wydatną pomocą antykomunistycznej lewicy, która szczyci się swym radykalizmem i nieuwikłaniem w katastrofalne błędy przeszłości, narzuciła swój schemat interpretacji historii. Takie jej prawo. Gorzej, że radykalna lewica różnej maści przyjmuje ten schemat jako własny. Jednym z elementów tego schematu propagandowego jest teza, że Rosja Radziecka, a potem ZSRR, to nie była załamana próba zbudowania nowego ustroju społecznego, ale prostacka próba utrzymania imperium rosyjskiego, którego rozpadu nie mógł już zahamować carat.
Propagandzie zachodniej bardzo zależy na tym, aby zniszczyć jakikolwiek ślad po pomyśle, iż ZSRR nie był jednak więzieniem narodów na kształt państwa carów. Nie był to również system kapitalizmu państwowego, chociaż nie powiodła się próba zbudowania samodzielnej alternatywy dla gospodarki kapitalistycznej.

Dziś Rosja jest państwem słabym pod każdym względem, może najmniej pod względem militarnym, jak nam to się powtarza, ale niezdolnym do wykorzystania owego potencjału militarnego do czegokolwiek poza samoobroną, jakby ta samoobrona nie przybierała agresywnej postaci, którą to propaganda antyrosyjska wykorzystuje natychmiast.
Rosja, jako państwo kapitalistyczne, będzie się zachowywała jak każde państwo kapitalistyczne. Będzie realizowała własne interesy, tj., ściślej mówiąc, interesy swojej burżuazji, jaka by ona nie była. Burżuazja Rosji, w przeciwieństwie do burżuazji innych krajów kapitalistycznych, nie jest specjalnie patriotyczna. Patriotyzm burżuazji zachodniej opiera się na tradycji uznawania własnej władzy politycznej za zarządcę interesów burżuazji narodowej, pilnującego pewnej harmonii między grupami interesów w kraju i wobec zagranicy. Burżuazja, a właściwie oligarchia, rosyjska rozsadza swoje państwo od wewnątrz, nie przyczyniając się do wzrostu jego siły wobec otoczenia zewnętrznego. Sytuacja jest patowa, bo trudno zbudować państwo kapitalistyczne w momencie schyłkowym owej formacji, gdy nie ma możliwości ekspansji na zewnątrz ani w ramach podbojów, ani – dla Rosji – w ramach kooperacji na rynkach podobnych do Unii Europejskiej. Tak więc, militarnie, politycznie i ekonomicznie – kraje Zachodu przyglądają się cynicznie drgawkom agonalnym Rosji krzycząc, że to przejawy wścieklizny czy innej agresji. Nie ma pomysłu, aby w ramach złagodzenia sprzeczności ekonomicznych Rosji, przyjąć ją do UE. Rosja jest potrzebna jako puste pole do zagospodarowania, a nie jako stabilna gospodarka. Podobnie jest zresztą z Ukrainą, ale w obu przypadkach ta tajemnica jest pilnie skrywana. Tempo przyjmowania Ukrainy do UE po obaleniu Janukowycza jest jednak wiele mówiące o taktyce wobec obu tych państw.
Rosja nie ma innej możliwości, jak szukać możliwości współpracy lub ekspansji. Ekspansję skutecznie się blokuje. Krym nie ma znaczenia ekonomicznego (poza topieniem środków), a tylko militarne. Wszelkie ruchy Rosji, aby coś ekonomicznie ugrać, są skutecznie blokowane i będą takimi dopóki Rosja będzie szła w kierunku kapitalizmu. Kierunek socjalizmu jest wykluczony ze względu na osaczenie zewnętrzne i nieuchronną wojnę domową. Podobnie, jak było w latach 20. ub. stulecia. Zaciekłość wobec Rosji jest wynikiem kryzysu kapitalizmu jako takiego. Kryzys kapitalizmu i jego ostrość są wynikiem załamania się ZSRR. Mamy więc klasyczną tragedię grecką z pełnym determinizmem losu głównego bohatera. Co by nie robił – poślubi matkę i zabije ojca.
Tragizm sytuacji polega jednak głównie na tym, że jedynym wyjściem z sytuacji byłaby rewolucja socjalistyczna. Nie jest jednak możliwe, aby jej podmiotem była szeroko definiowana klasa pracownicza, która w ideologii lewicy zastąpiła klasę robotniczą.
Ponieważ nie ma podmiotu walki klasowej, walka lewicy utrzymuje się na poziomie symbolicznym. Symboliczny jest też wymiar walki propagandowej toczonej przez świat kapitalistyczny z fantomem komunizmu. Rosja w tej walce odgrywa rolę symbolu rewolucji antykapitalistycznej, antyburżuazyjnej. Choćby i udało się burżuazji zamazać prawdziwy obraz historii, rzeczywiste cele, ideały i doktrynę, to nawet w zohydzonej postaci Rewolucja Rosyjska pozostaje symbolem alternatywy. Tym bardziej, że czasy są trudne, a alternatywa upadku cywilizacyjnego Zachodu rysuje się dziś całkiem realnie.
Nie bez znaczenia jest fakt, że Rosja pozostaje jedynym ważniejszym krajem byłego obozu, w którym komunizm nie został wyklęty i zohydzony.

Oczywistym jest, że obie republiki (ŁNR i DNR) powstałe na zbuntowanym południowo-wschodnim obszarze Ukrainy nie mają nic wspólnego z republikami radzieckimi. Mają natomiast bardzo wiele wspólnego z polityką masowych czystek etnicznych prowadzonych przez władze ukraińskie pod pozorem operacji antyterrorystycznej, przy aplauzie cywilizowanego Zachodu obejmującego kraje Europy Wschodniej. Faktem jest, że gdyby nie niezwykle ograniczona pomoc Rosji, ta krwawa, masowa czystka dokonałaby się bez żadnego sprzeciwu.
Z tego punktu widzenia, a nie z klasowego, potępienie Rosji jest nieracjonalne. Słuszne są porównania z bestialskimi bombardowaniami b. Jugosławii przez wojska NATO i słuszne są oskarżenia o sprowokowanie konfliktów etnicznych w tym regionie przez „cywilizowany” Zachód. Odradzanie się nacjonalizmów na naszym kontynencie prowadzi do wybuchu konfliktów narodowościowych, wywołanych walką o przetrwanie w sytuacji rozpadu Unii Europejskiej, którego to procesu widzimy już zalążki. Próba oparcia jedności na wywoływanym na siłę konflikcie z Rosją spowoduje, że sytuacja będzie nie tak klarowna, żeby społeczeństwa nie miały wątpliwości po czyjej stronie leży wina. Ale to nie ma większego znaczenia.

Dopóki lewica nie stanie się zdolna do tworzenia alternatywnej wobec burżuazyjnej propagandy interpretacji sytuacji politycznej, nikt nie zrobi tego za nią. Trudność polega na tym, że nawet szukając wroga we własnym rządzie i własnej klasie panującej, mamy jeszcze mniej możliwości organizacyjnych niż w 1914 roku.

E.B. i W. B. (jak wyżej)
24 lipca 2016 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Grupa Samorządności Robotniczej, Teoria i metoda. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „NA ŚWIATOWEJ SZACHOWNICY…

  1. Edda Tanenbaum pisze:

    „Dopóki lewica nie stanie się zdolna do tworzenia alternatywnej wobec burżuazyjnej propagandy interpretacji sytuacji politycznej, nikt nie zrobi tego za nią”.

    I nie stanie się zdolna jeśli dalej będzie przeżuwać przeżutą propagandę antykomunizmu pod przykrywką „antystalinizmu”, co czyni ku uciesze i ku chwale ideologicznej hegemonii reakcji. Ci co wymachują pałką „antystalinizmu” niczym nie różnią się od tych co głosili, że zniszczenie „stalinowskiego” ZSRR będzie zwycięstwem klasy robotniczej.

  2. Tomasz pisze:

    ZSSR po pierwsze się nie „załamał”, tylko został zdemontowany i dzisiejszy Putin realizuje plan bez odstępstw. Po prostu „wiata” w demokracje w postaci Elcyna umierała i był potrzebny bohater.
    Niemałoważnym jest tu i ten fakt, że autor zupełnie nie rozumie, że nie ma czegoś takiego jak „Rosja chce”, „Zachód nie może”… boże, Rosja nie ma mózgu, rączek i nóżek, żeby czegokolwiek chcieć. Rosja to „garnitur”, a garnitur niczego nie może chcieć. A więc cała analiza… do kosza, dopóki się nie wyjawi prawdziwych graczy i ich interesy, a nie ubrania aktorów.
    Warto by marksistom wiedzieć, że demokracja rozumiana jako władza ludu nie istnieje, jak nie może istnieć perpetuum mobile. Tym bardziej elita zachodnia nie oczekuje od elity rosyjskiej jakiejkolwiek demokratyzacji.
    Nacjonalizm rosyjski natomiast to gwóźdź do trumny dzisiejszej Rosji i to jest wspierane przez Zachód mówiąc tu kolokwializmem autora.

    No i ten stalinizm. Stalin nie ma wyboru, więc jego działania były po prostu na ten czas najlepszymi możliwymi decyzjami. Stalin, nie Stalin, każdy rozsądny przywódca musiał zrobić to, co robił Stalin. Co dało narodowi radzieckiemu i dzisiejszemu rosyjskiemu lata spokoju.
    I ten terror. Nie dokończył i zrobili to, co miało być i prawie się udało w 1917 – całkowity demontaż państwa na maleńkie państewka z cofnięciem w rozwoju.
    I nie ma w Rosji ruchu komunistycznego, jest symulacja.

  3. E.B. pisze:

    Warto wiedzieć, że czytanie ze zrozumieniem polega na wydobyciu tego, co autor chciał powiedzieć, a nie na poszukiwaniu kilku charakterystycznych dla przekonań komentującego haseł. Tekst to nie wpis na fejsbuku, a komentarz to nie „polubienie” lub wręcz przeciwnie.

    Współcześnie zatracona została zdolność do nawiązywania intelektualnego kontaktu. To bezpieczne dla władzy. Takie czasy…

    1. „… cała analiza… do kosza, dopóki się nie wyjawi prawdziwych graczy i ich interesy, a nie ubrania aktorów.”

    Otóż prawdziwi gracze ze swoimi antyrobotniczymi interesami są ujawnieni i występują niemal w każdym zdaniu komentowanego tekstu: biurokracja (stalinowska i poststalinowska, w tym Jelcyn i Putin także). Trudno tego nie zauważyć, ale, jak widać, dla chcącego nic trudnego. Jest również kontekst międzynarodowy, w jakim odbywała się ewolucja owej biurokracji i jej relacje wzajemne z burżuazją światową. Czyli jest odwołanie do analizy jak najbardziej marksistowskiej, ze wskazaniem na obiektywną sytuację, w jakiej znalazła się biurokracja ZSRR. Właśnie marksistowska analiza odsłania to, w jaki sposób obiektywnie ta biurokracja musiała ewoluować, skoro brakowało jej umiejętności uprawiania polityki jako sztuki (co odróżniało niekorzystnie Stalina od Lenina). Nie jest analizą marksistowską stwierdzenie, że Stalin (czytaj: biurokracja radziecka) nie mógł inaczej, a jego decyzje i wybory były najlepszymi w danej sytuacji. Otóż nie były i mógł inaczej.

    Gdyby przyjąć logikę apologetów stalinizmu, to należałoby pogodzić się z upadkiem ZSRR na zasadzie, że „nie było można inaczej”. Skoro decyzje Stalina – jak twierdzą sami apologeci Stalina – były tylko wymuszoną reakcją na inicjujące posunięcia burżuazji, to również rozwiązanie ZSRR było oczekiwanym następstwem tej logiki. Czy dla biurokracji radzieckiej, w sytuacji rozpadu obozu socjalistycznego, istniała inna możliwość? Czyż decyzja ta nie była jedyną możliwą jako zwieńczenie całego ciągu jedynie możliwych decyzji biurokracji stalinowskiej przez jakieś 70 lat?

    Nie jest bowiem prawdą, że ZSRR rozwijał się bez problemów, które powodowały narastanie trudności ekonomicznych i politycznych, a dopiero zdrada jakiejś frakcji biurokratycznej spowodowała, że zaskoczona biurokracja oddała władzę międzynarodowej burżuazji. Tak samo nie jest prawdą, że społeczeństwo radzieckie miało zapewnione 80 lat spokoju. Ale 40 lat powojennych można by było tak określić.

    I nie ten rzekomy spokój był największą wartością Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej. Była nią szansa na przezwyciężenie kapitalizmu i zbudowanie nowego ustroju w skali świata, zachowując osiągnięty poziom rozwoju sił wytwórczych.

    Przezwyciężanie wewnętrznych problemów metodą fizycznej likwidacji ludzi mogących zaproponować alternatywę dla rzekomo bezalternatywnej polityki Stalina, niekoniecznie jest najlepszą metodą działania w sytuacji osaczenia zewnętrznego. Zwłaszcza, że Stalin posuwał się zygzakami przyjmując, niestety poniewczasie, propozycje działaczy, których właśnie co dopiero zlikwidował. Gorzej, że nie rozumiejąc dokładnie, o co im chodziło.

    2. „Warto by marksistom wiedzieć, że demokracja rozumiana jako władza ludu nie istnieje, jak nie może istnieć perpetuum mobile. Tym bardziej elita zachodnia nie oczekuje od elity rosyjskiej jakiejkolwiek demokratyzacji.”

    No i kolejny brak zrozumienia tekstu wynikający najpewniej z nieuważnego czytania. Kto tu się odwołuje do demokracji? Krytykując tzw. opozycję demokratyczną (Kuroń i s-ka) pokazujemy, że biurokracja i zrodzona z niej opozycja nie wychodzą poza ramy swoistego paktu z międzynarodowym otoczeniem kapitalistycznym. Opozycja demokratyczna, czyli – biurokratyczna, odzwierciedla ewolucję samej biurokracji. Tak dla biurokracji, jak i dla zrodzonej z niej opozycji, demokracja typu burżuazyjnego całkowicie zastąpiła ideę demokracji robotniczej. Można tu pokazać ewolucję ideologii opozycji antybiurokratycznej, która z czasem stawała się opozycją demokratyczną. Z punktu widzenia burżuazji i biurokracji (w tym wypadku pozostającymi w pełnej zgodzie) takie coś, jak demokracja robotnicza nie istnieje, a jak istnieje, to jest totalitaryzmem przeciwstawnym demokracji burżuazyjnej. Tomasz nie dowodzi, żeby był odporny na antykomunistyczną indoktrynację – przyjmuje burżuazyjno-biurokratyczną wykładnię i w konsekwencji przyznaje jej rację. Utożsamia bowiem, po stalinowsku, demokrację robotniczą z „władzą ludu”, utopijną i obśmianą już nie raz i trafnie, w tym przez marksistów, jako koncepcja nieklasowa.

    Autorzy krytykowanego przez Tomasza tekstu nigdzie nie odwołują się do „władzy ludu”, co dałoby się zauważyć przy lekturze ze zrozumieniem.

    Bez trudu możemy się zgodzić z Tomaszem, że kapitał nie oczekuje od Putina żadnej demokratyzacji (nawet przy zachodnich standardach). Powody są oczywiste. O kierunku wewnętrznej opozycji demokratycznej w Rosji na „Księstwo Moskiewskie” już pisaliśmy.

    Problem w tym (i tu jest zasadnicza teza naszego tekstu), że po wybuchu kryzysu ukraińskiego przyspieszenia nabrało tempo unifikacji lewicy, dopasowującej się do jednolitej i nieadekwatnej do warunków wschodnioeuropejskich sztampy zachodniej.

    Ta uniformizacja dokonuje się pod presją nieprawdziwego oglądu rzeczywistości, jakoby na lewicy był wybór wyłącznie między zachodnią, tzw. nową radykalną lewicą a (post)stalinizmem.

    Pod tym względem zachodnia lewica i poststalinizm podają sobie ręce, skutecznie grzebiąc pamięć o alternatywnej drodze, którą w 1917 roku zaproponował Lenin. A którą my usiłujemy przywrócić do gry.

  4. Gieorgij Plechanow pisze:

    „Gdyby przyjąć logikę apologetów stalinizmu, to należałoby pogodzić się z upadkiem ZSRR na zasadzie, że „nie było można inaczej”.

    Pan E.B. ma taki sam problem z marksizmem jaki miał wielki Виссарио́н Григо́рьевич Бели́нский, nie potrafiący zrozumieć pozornej sprzeczności między determinizmem a wolą. I jemu możemy wybaczyć, żył w czasach kiedy socjalizm naukowy raczkował. Ale dziś? Ci tutaj firmują „ortodoksyjny marksizm”? Życie przerosło kabaret.

  5. E.B. pisze:

    Czyli, wedle „prawdziwego marksisty”, dopóki żył Stalin mieliśmy do czynienia z przewagą „determinizmu” w rzeczonej relacji, zaś od Gorbaczowa czynnik „woli” zaczął przeważać nad obiektywnie zdeterminowaną sytuacją?

    Jak to jest marksizm…

    Może już lepiej nie profanować nazwiska Plechanowa?!

  6. Tomasz pisze:

    Warto wiedzieć, że czytanie ze zrozumieniem polega na wydobyciu tego, co autor chciał powiedzieć, a nie na poszukiwaniu kilku charakterystycznych dla przekonań komentującego haseł.

    Mój drogi E.B., do szkoły. Jeżeli tekst jest oparty o domysły autora, a nie analizie wydarzeń oraz istniejące dowody przeczą twierdzeniom, to czytanie ze zrozumieniem zawiera w sobie też analizę, która takie elementy wyrzuca poza tekst – co i zrobiłem. I widać gołym okiem, co autor chciał powiedzieć, nie mają do tego podstaw.

    Skoro decyzje Stalina – jak twierdzą sami apologeci Stalina – były tylko wymuszoną reakcją na inicjujące posunięcia burżuazji, to również rozwiązanie ZSRR było oczekiwanym następstwem tej logiki.

    Boże, jaki ciemnogród. Jak LOGICZNIE myśląc można do tego dojść?
    Jeżeli decyzja A jest wymuszona, to wcale nie oznacza, że działanie B również jest wymuszone! Do tego trzeba wskazać OBIEKTYWNE przyczyny, które autor nie wskazał.

    Otóż jeżeli obiektywne przyczyny wymuszają działania, to brak działań to klęska. Proszę przedstaw jakie obiektywne wyzwania stanęły przed ZSSR kiedy Stalin był częścią, nawet nie decydującym elementem, władzy.

    Bo pleść głupoty może każdy..Mógł lepiej, można było inaczej, a skoro nie można było, to i ZSSR nie miał szans.
    Gdzie tu LOGIKA?

    W przypadku demontażu ZSSR nie było żadnych obiektywnych przyczyn do tego skłaniających – brak umiejętności zrozumienia problemów kategorycznych wyróżnia amatorów. Im się zawsze wydaje, że można było inaczej i lepiej, żyją w królestwie niebieskim, bez żadnych ograniczeń.
    To zdanie:
    Była nią szansa na przezwyciężenie kapitalizmu i zbudowanie nowego ustroju w skali świata
    wydaje w tobie amatora.

    I mój drogi, wypowiedzi o Stalinie w stylu

    I jak ze słów „lata spokoju” można logicznie myśląć napisać, cytuję: „nie jest prawdą, że społeczeństwo radzieckie miało zapewnione 80 lat spokoju.”?
    Jak?
    czytacz ze zrozumieniem się znalazł…

    skutecznie grzebiąc pamięć o alternatywnej drodze, którą w 1917 roku zaproponował Lenin.
    No tak, przecież można pleść głupoty dowoli, bo nikt Lenina nie czytał, nie wie, że Lenin dopuszczał scenariusz socjalizmu w kilku, a nawet jednym Państwie…i to zdanie cytował Stalin i to realizował.

    Czy dla biurokracji radzieckiej, w sytuacji rozpadu obozu socjalistycznego, istniała inna możliwość?
    Chruszczow ROZPOCZĄŁ ten rozpad. CELOWO.

    Zrozumieć, że antystalinizm to ukryty antymarksizm marksista powinien umieć, jeżeli przynajmniej wie na czym to polega.

  7. PRZECIW PUSTYM FRAZESOM pisze:

    „upadku ZSRR… Rozpad ten, podobnie jak w pozostałych krajach tzw. obozu socjalistycznego był rozpadem kontrolowanym i animowanym przez biurokrację”.

    Gdyby bylo to takie proste to podpisaliby sie pod tym Enver Hoxha, Mao, Kim Ir Sen, Erich Honecker, Ho Chi Minh i wielu wielu innych przedstawicieli mitycznej „biurokracji”.

    Cala ta „antybiurokratyczna” nibyanaliza to jeden wielki trockistowski mit, na zasadzie losowej pasujacy do niektorych jej przedstawicieli, i to tylko tej z epoki pochruszczowskiej, a i to nie wszystkich, nawet w latach 80. Niczego wiec nie moze tlumaczyc z poziomu analizy systemu, nalezy ja odrzucic jako nieprzydatna.

  8. Tomasz pisze:

    Cala ta „antybiurokratyczna” nibyanaliza to jeden wielki trockistowski mit

    Zgodzę się z przedmówcą. Biurokracja to tylko i wyłącznie kadra zarządzająca.

    Czyli taki sam proletariusz, tylko bardziej uprzywilejowany przez swoją pozycję.
    Każde przedsiębiorstwo kapitalistyczne ma „biurokrację”

  9. E.B. pisze:

    Tomaszu, masz nieustające kłopoty ze zrozumieniem prostych myśli.

    Inkryminowany fragment naszego tekstu brzmiał:

    „Gdyby przyjąć logikę apologetów stalinizmu, to należałoby pogodzić się z upadkiem ZSRR na zasadzie, że ‚nie było można inaczej’. Skoro decyzje Stalina – jak twierdzą sami apologeci Stalina – były tylko wymuszoną reakcją na inicjujące posunięcia burżuazji, to również rozwiązanie ZSRR było oczekiwanym następstwem tej logiki. Czy dla biurokracji radzieckiej, w sytuacji rozpadu obozu socjalistycznego, istniała inna możliwość? Czyż decyzja ta nie była jedyną możliwą jako zwieńczenie całego ciągu jedynie możliwych decyzji biurokracji stalinowskiej przez jakieś 70 lat?”

    Dla ułatwienia podpowiadamy, że dwa ostatnie zdania (te zakończone znakami zapytania – to takie wygięte haczyki z kropką na dole) mają charakter ironiczny. Są tzw. pytaniami retorycznymi. Nie są naszym poglądem.

    Logika polega tu na tym, że przykładamy to samo rozumowanie poststalinowców do kwestii upadku ZSRR. Ale poststalinowcy nagle zmieniają rozumowanie i to usprawiedliwienie, które było właściwe dla biurokracji okresu Stalina, przestaje być adekwatne do okresu lat 80-tych. Rozumują mniej więcej tak: Stalin „musiał” (i robił to, a jakże, najlepiej, jak potrafił), zaś Chruszczow, Breżniew, a potem Gorbaczow, świadomie i celowo rozłożyli ZSRR.

    A w jakim celu? Skoro mieli wolny wybór…

    Albo nie byli dłużej w stanie ukrywać, że nie stać ich dalej na prowadzenie rywalizacji, albo doszli do wniosku, że lepiej się ustawią jako rodzimi kapitaliści nomenklaturowi.

    Wedle apologetów Stalina, biurokracja jako czynnik polityczny wzięła się nagle ni stąd, ni zowąd. Zasadniczo, dla większości poststalinowców narodziła się z dojściem do władzy Gorbaczowa. „Pusty Frazes” doszukuje się jej od Chruszczowa. A może by tak jeszcze wcześniej, koledzy?

    Oba powody kapitulacji biurokracji są uzasadnione. Problem w tym, że te powody wynikają wprost z charakteru biurokracji jako takiej.

    Brak możliwości sprostania rywalizacji ekonomicznej (a co za tym idzie i militarnej i politycznej) wynika po części z przyczyn obiektywnych, których korzenie tkwią już w leżącym u początku budowy socjalistycznej niepowodzeniu rozszerzenia rewolucji na resztę świata. To byłby czynnik obiektywny. Po części wynika też z nieumiejętności Stalina (jako dzierżymordy odmawiającego oparcia się na lepszych umiejętnościach „starych” bolszewików, których przez swe chore ambicje postrzegał tylko jako rywali do władzy) do posługiwania się polityką jako sztuką. Sztuką, która też wymaga uciekania się do kompromisów i cofania wstecz. Dorabianie ideologii do konieczności (możliwość zbudowania socjalizmu w jednym kraju) leżała u podłoża powołania do życia biurokracji (partyjno-państwowej) jako grupy zarządzającej na zasadzie monopolu państwem i jego zasobami, co czyni z niej instytucję wewnętrznie sprzeczną. Z jednej strony jest niby ograniczana zasadami ideologicznymi o randze państwowej, z drugiej – jej zakres władzy stale koliduje z narzuconymi ograniczeniami ideologicznymi. Stalin z racji posługiwania się autorytetem Lenina, a potem – autorytetem represji, arbitralnie panował nad biurokracją, jednocześnie nie mogąc – w sytuacji ubezwłasnowolnienia klasy robotniczej (nominalnego suwerena) – zmienić logiki jej rozwoju, prowadzącej do wybuchu narastających w niej, wewnętrznych sprzeczności.

    Tak więc, podłoże dla ewolucji biurokracji zostało przygotowane przez splot sytuacji obiektywnej i wodza, który sprawę pogorszył.

  10. E.B. pisze:

    ROZCZULAJĄCY OBRAZEK, CZYLI KOCHAJMY SIĘ!

    „Biurokracja to tylko i wyłącznie kadra zarządzająca.

    Czyli taki sam proletariusz, tylko bardziej uprzywilejowany przez swoją pozycję.”

    „Tylko” – jak to ładnie powiedziane…

    Dyrektor fabryki to taki sam proletariusz, tylko bardziej uprzywilejowany przez swoją pozycję!

    Poststalinowcy i posttrockiści podają sobie ręce i piją z dzióbków!

  11. koko jumbo pisze:

    Odnośnie tzw. post-stalinowców to zauważyłem, że po dojściu do władzy PIS na różnych forach lewicowych pojawiło się ich zdecydowanie więcej niż wcześniej. Nie wiem czym taki urodzaj jest powodowany. Czy to tylko wynika z III zasady dynamiki (akcja-reakcja). Czy może mamy do czynienia z jakimiś prowokatorami – przecież wiadomo, że internet jest inwigilowany a tow. stalinowcy nadają na maksa bez żadnek krępacji.

  12. Wujek Dobra Rada pisze:

    Nie boj żaby koko jumbo nic wam nie grozi, na komendzie powiecie, że Stalin to ludojad i dostaniecie w nagrodę policyjnego pluszaka.

  13. Tomasz pisze:

    przez swe chore ambicje

    Rozumowanie świata na poziomie bajkowej, taka analiza Władcy Pierścieni, stąd i pustosłowie. Ciężko zrozumieć, że napisać drewniane żelazo można, ale bytu tym nie stworzymy. Zaczęło się od Chruszczowa nie dlatego, że tak napisałem, a dlatego, że takie działania podjął Chruszczow, efekty czego były widoczne w 1991. Wiedza, a nie domysły o wielkich starych bolszewikach.

    Ale z kim tu dyskutować, jeżeli prostych wydawało się rzeczy, podziału na klasy, nie rozumie. Biurokracja mu się tu jako klasa narodziła. Co za…tuman.

  14. W.B. pisze:

    ACH, TOMASZ – GDZIE TY TO MASZ?

    Tym razem, Tomaszu, chodzi o głowę na karku, a nie o te rzeczy. Ale nie mogę powiedzieć, że one tu są не причем. Wydaje ci zapewne, że „Dyktatura Proletariatu” to jakiś „kombajn propagandowy” w rodzaju „Władzy Rad”, gdzie każdy członek redakcji zachowuje anonimowość – ma swą ksywkę-numer. Nic z tych rzeczy. O ile wiem Ewa Balcerek nie zamierza zmieniać płci.

    Koko jumbo, nie wiem jakie fora masz na myśli. Chyba nie rosyjskie? Na ich tle garstka polskich poststalinowców prezentuje się całkiem pociesznie. Choćby ten rycerz bez głowy.
    Ale – żarty na bok. Nie twierdzimy, że ich nie ma, jeśli głębiej pokopać znajdziesz ich nawet pod swoim bokiem, choćby na stronach „Władzy Rad”.
    Uderzmy się w piersi – czym byłaby „Dyktatura Proletariatu” bez „naszego francuskiego łącznika”, Michała Nowickiego? Nie chcesz chyba powiedzieć, że to zbędny balast?
    W naszej grze mają oni swą rolę do spełnienia. To nie znaczy, że z rakiem można żyć w symbiozie.

  15. E.B. pisze:

    W PIASKOWNICY

    A gdzie tu u nas mowa o biurokracji jako o klasie?
    Jak taki jesteś, Tomaszu, precyzyjny, to nie przekłamuj po chamsku, bo się wykasowujesz z poważnego traktowania.

    Mówimy o ewolucji biurokracji i o tym, że obiektywnie NIE MOGŁA się ona przekształcić w klasę analogiczną do burżuazji, mimo skupiania w swoim ręku wszystkich dostępnych w państwie aparatów władzy. I dlatego MUSIAŁA poszukać sobie pana – klasę, która byłaby źródłem władzy i której interesami mogłaby zarządzać. Ponieważ sama nie była w stanie stworzyć niczego poza zalążkami burżuazji kompradorskiej (uwłaszczona nomenklatura i koncesjonowani złodzieje namaszczeni przez rząd Rakowskiego-Wilczka na „przedsiębiorców”), właściwego pana znalazła w burżuazji międzynarodowej (narodowej, ale działającej na rynkach globalnych).

    Sprowadzanie wszystkiego do tego, że póki żył Stalin, to linia rozwoju była obiektywna dziejowo i pryncypialna, a jak przyszedł Chruszczow, to nagle zmieniły się naukowe reguły poznawania świata i zaczęły działać osobiste motywacje, które doprowadziły do 1991 roku to błazenada, a nie naukowa analiza.

    Czyli, jeśli brać pod uwagę osobiste przywary Stalina (co robił już Trocki) – to fe! Ale w odniesieniu do Chruszczowa – to OK!

    Trocki nie zadowolił się wskazaniem na motywacje psychologiczne w przypadku Stalina, ale zrobił to przy okazji marksistowskiej, klasowej analizy obiektywnego, społecznego procesu degeneracji biurokracji pozbawionej kontroli ze strony klasy robotniczej.

    Tymczasem wskazywanie na Chruszczowa czy Gorbaczowa, czy Rakowskiego lub innych, schyłkowych przedstawicieli biurokracji poststalinowskiej, jest u poststalinowców pozbawione elementarnej analizy społecznej podłoża takiej ewolucji biurokracji. Nawet nie próbują oni dorównać Trockiemu, tylko podskakują jak małe pieski, zachłystujące się piskliwym ujadaniem.

    Nie dajecie odpowiedzi na pytanie o obiektywne podłoże pojawienia się takich figur, jak Chruszczow czy Rakowski. Odwoływanie się do stalinowskiej pseudoanalizy o zaostrzaniu się przeciwieństw klasowych w miarę postępu budowy socjalizmu jest protezą myślową, a nie żadna analizą. Naukowa analiza nie może się sprowadzać do pustego schematu, który zastępuje refleksję nad rzeczywistością. Nawet jeśli myślenie naukowe daje się ujmować w reguły, w tym w reguły dialektyki obejmujące sprzeczności występujące wewnątrz procesów społecznych. Mechaniczne stosowanie pustych formułek naukowych staje się narzędziem arbitralności, ponieważ cała sztuka polega na umiejętności takiej selekcji zjawisk i relacji między nimi, która ujawni główne sprzeczności, sprzeczności narastające i mające swoje naturalne rozwinięcie z wcześniejszych sytuacji, zjawisk, manifestacji…

    A tej sztuki Stalinowi nie było dane posiąść. W przeciwieństwie do Trockiego, nie mówiąc już o Leninie. Za to był demagogiem i politycznym graczem w pejoratywnym znaczeniu. Zapewne chciał dobrze, ale w swoim własnym, krótkowzrocznym rozumieniu, do jakiego był ograniczony jego umysł. Obiektywnie musiał pobudzać taką właśnie, autorytarną linię ewolucji biurokracji, ponieważ tylko od tej grupy aparatczyków mógł uzyskać poparcie w swej katastrofalnej dla ZSRR rozgrywce z ideowymi bolszewikami.

    To Stalin stworzył biurokrację, która wydała z siebie bezideowych aparatczyków odczuwających pełnię swej autorytarnej władzy jako ciężar i przeszkodę dla swobodnego uwłaszczania się na pracy społeczeństwa i, przede wszystkim, klasy robotniczej.

    Poststalinowcy traktują działania Stalina jak czarną skrzynkę – nie można było inaczej. Na wszystko jest wytłumaczenie zewnętrzną i wewnętrzną infiltracją wrogów ustroju. Przy okazji można zwalczać osobistych wrogów pod tym pretekstem. A wrogiem okazują się wszyscy ci, którzy ostrzegają przed takim kursem na nieuchronną katastrofę. Każde posunięcie, nawet wymuszone, rodzi jednak skutki w przyszłości. Ale to już wielbicieli Stalina nie obchodzi. Dewiza głosząca, że należy ściąć gońca przynoszącego złe wieści, nie ratuje przed zwiastowanym nieszczęściem. To taktyka dobra dla dzieci w piaskownicy, a nie dla poważnych polityków.

  16. W.B. pisze:

    A swoją drogą, koko jumbo, ty to masz wyczucie – chciałem wejść na stronę jawnych poststalinowców KMP, a tu onet.pl

  17. antykomunistyczna błazenada pisze:

    „Sprowadzanie wszystkiego do tego, że póki żył Stalin, to linia rozwoju była obiektywna dziejowo i pryncypialna, a jak przyszedł Chruszczow, to nagle zmieniły się naukowe reguły poznawania świata i zaczęły działać osobiste motywacje, które doprowadziły do 1991 roku to błazenada, a nie naukowa analiza”.

    Sprowadzanie wszystkiego do tego, że póki żył Lenin, to linia rozwoju była obiektywna dziejowo i pryncypialna, a jak przyszedł Stalin, to nagle zmieniły się naukowe reguły poznawania świata i zaczęły działać osobiste motywacje, które doprowadziły do 1991 roku to błazenada, a nie naukowa analiza.

  18. E.B. pisze:

    „Trocki nie zadowolił się wskazaniem na motywacje psychologiczne w przypadku Stalina, ale zrobił to przy okazji marksistowskiej, klasowej analizy obiektywnego, społecznego procesu degeneracji biurokracji pozbawionej kontroli ze strony klasy robotniczej.”

    W rzeczywistości, poststalinowskim błaznom wcale nie zależy na prawdzie o Stalinie, ale na wybielaniu biurokracji. Część z błaznów czuje się dziećmi i wnukami biurokratycznej kasty, i ta postawa jest poniekąd zrozumiała.

    Część – niezwiązana z tą kastą – akceptuje stalinizm w ramach mody na odradzający się nacjonalizm, który biurokracji zastąpił marksizm. Nacjonalizm to jedyna forma „lewicowości”, na jaką stać pozbawioną tradycji i korzeni młodzież, wychowaną w przekonaniu, że podział na lewicę i prawicę należy do przeszłości.

    Tego by nawet Stalin nie kupił.

  19. Bolesław Bierut pisze:

    Ciekawe jaką modę wyznają klauny B., w najnowszych trendach mogą konkurować z ministrem Ziobrą.

    Biurokracja nie była klasą ale była demiurgiem zmiany społecznej(!). Czas pogrzebać marksizm, narodził się bratkowsko-biurokrato-balcerko-błaźnizm.

  20. Stanisław Matuszczak ps. Henri pisze:

    „Trocki nie zadowolił się wskazaniem na motywacje psychologiczne w przypadku Stalina, ale zrobił to przy okazji marksistowskiej, klasowej analizy obiektywnego, społecznego procesu degeneracji biurokracji pozbawionej kontroli ze strony klasy robotniczej.”

    1.MARKSISTOWSKA ANALIZA
    Trockizm nie jest marksistowska KLASOWA analiza, to latajaca w powietrzu „BIUROKRATYCZNA” blaga.
    2.PSYCHOLOGIA
    Ukierunkowania psychologiczne Trockiego. W liscie do Chkeidze opisal Lenina jako „profesjonalnego wyzyskiwacza wszelkiego rodzaju zacofania w rosyjskim ruchu robotniczego”. Jesli Trocki mogl wyrazic tak haniebny poglad na temat leninizmu, czy jest cos dziwnego w tym, ze po smierci Lenina, jeszcze bardziej podle oszczerstwa rzucal na starego bolszewika, Stalina.
    3.DEGENERACJA
    Proces degeneracji trockizmu. Od przeklenstw rzucanych na Stalina przez organizowanie neokonserwatywnego establishmentu Stanow Zjedonoczonych po radosc ze smierci ZSRR.

  21. koko jumbo pisze:

    „Uderzmy się w piersi – czym byłaby „Dyktatura Proletariatu” bez „naszego francuskiego łącznika”, Michała Nowickiego? Nie chcesz chyba powiedzieć, że to zbędny balast?”

    Towarzyszowi Michałowi Nowickiemu po udanej rewolucji światowej postawi się pomnik! Nawet nagrodę Nike, co tam Nike, Nobla dostanie za swoje felietony!

    „A swoją drogą, koko jumbo, ty to masz wyczucie – chciałem wejść na stronę jawnych poststalinowców KMP, a tu onet.pl”

    A na kompol.org jest blog dla hazardzistów.

    Mi tam neostalinowcy nie przeszkadzają. Ani ich lubię ani nie lubię. Tylko się zastanawiam czy za ich komentarze sławiące Stalina i jego dokonania nie będą w przyszłości zamykać lewackich stron. Obawiam się, że w Polsce PISowskiej formułka: „redakcja nie odpowiada za treść komentarzy” nie pozwoli zapobiec zamknięciu strony. Wycinać komentarzy nie warto bo to tylko ich utwierdza w swoich przekonaniach o ogólnoświatowym spisku wobec osoby Stalina.

  22. Tomasz pisze:

    E.B. ,W.B. , rozmnażacie się jak grzyby tu…

    Niezrozumienie faktu, że biurokracja jest częścią proletariatu i nie ma żadnej większej organizacji bez części zarządczej, a zatem biurokracji, wyśmiewanie na zasadzie poczynań E.B. pokazuje tylko poziom przygotowania, nie zaś moje chamstwo…

    Trocki.
    Trocki miał rację w swojej prognozie strategicznie: zwyrodnialec Gorbaczow zdradził nie tylko osiągnięcia rewolucji październikowej 1917, ale i tysiącletni kraj w ogóle.
    Wasza, jak rozumiem, wspólna analiza, pęka w szwach przy przypisywaniu tego Stalinowi, gdyż antyradzieccy przywódcy Związku Radzieckiego, a później również Rosji to odradzeni potomkowie porewolucyjnej biurokracji, z wielkim wysiłkiem oderwani przez Stalina od władzy w 1937 roku, którzy i rozpoczęli antystalinowską politykę. A według was Stalin to zbudował i jemu powinni się kłaniać. Czemuż oni tak nienawidzą Stalina, skoro to jemu zawdzięczają swój byt? Wystarczy zapoznać się z biografiami takich postaci, liderów pierestrojki jak Gaidar czy Swanidze – dzieci ideowych Andropowa, Gwisziani i zrozumieć prawidłowość prognozy Trockiego.
    Ale prognoza Trockiego daje błąd logiczny:
    Co da kolejne zwycięstwo „proletariuszy”, jeżeli w wyniku tej wygranej nieuniknione jest spontaniczne powstanie nowej biurokracji?
    A ta nowa biurokracja nieuchronnie znów odrodzi się i będzie ponownie siłą napędową prywatyzacji środków produkcji?
    Naiwnie myśleć, że to Stalin ukształtował ten stan, gdyż żadnego Stalina nie było w 3 stuleciu, a jednak biurokracja chrześcijańska porzuciła idee i zwyrodniała w kolejnym pokoleniu, przejmując władze absolutną i nawracają do jeszcze mocniejszej eksploatacji wspólnoty chrześcijańskiej.

    Problem nie leży w Stalinie czy stalinizmie, tylko w fakcie, że w każdym społeczeństwie elita powstaje nieuchronnie i automatycznie i jest władzą, a zatem nie ma innej władzy, która by mogła ją do czegokolwiek zmusić. A więc jest POZA prawem i jest WOLNA w swoim wyborze.

    Stalin CHCIAŁ i pokazał efekty państwa socjalistycznego, Chruszczow CHCIAŁ i naszczał na czerwoną flagę i poprał publicznie idee komunistyczną.

    I już zupełnie poważnie, pytanie brzmi JAKI mechanizm ma być zbudowany i na czym oparty, aby biurokracja stają się AUTOMATYCZNIE elitą nie mogła dowolnie podejmować decyzje i je realizować tylko i wyłącznie w swoich interesach.

    Jak zbudować bezelitarne społeczeństwo to jedyny warty dyskusji temat, a nie wasze odczucia psychicznego zdrowia Stalina i moich stwierdzeń.

    Stalin.
    Dla każdej bezstronnej osoby jest jasne, że represje, czy „rozprawianie się ze starą kadrą bolszewicką” to kontynuacja wydarzeń rewolucyjnych i Stalin miał takie same prawdopodobieństwo zginąć od „czystek stalinowskich” jak każdy inny. Wygrali w 1917 nie bolszewicy jako jedność, a „kompot”, który wtedy miał wspólny cel, a po zdobyciu władzy już nie. I ten „kompot” zaczął od razu walkę o władze. Prawdopodobieństwo kontynuowania walki o władzę wynosiło 100%. Tak. Miała miejsce walka o władzę. I tu, w tym miejscu, „antystalinowcy się zatrzymują… Tymczasem, co jest takiego zaskakującego w tym? Władza dlatego i jest władzą, że o nią się walczy. I pytanie nie brzmi w jaki sposób walczyli, tylko CO BYŁO najlepsze dla kraju? Aby wygrał Trocki, z jego paranoją rewolucji światowej, Robotniczo-Chłopską Armią i przesadzonym egalitaryzmem, czy Stalin – z jego porzuceniem rewolucji światowej i stawianie na rozwój przemysłowy kraju – nie chodzi o walkę o władze, tylko o zrozumienie, co dało by np. zwycięstwo Bucharina ze swoim programem rozwoju z tempem, które po 30 latach nie wystarczyło by, aby z Niemcаmi wygrać.
    I co, zdobądź władzę Trocki czy Bucharin, byłoby mniej ofiar? A jeśli nie Trocki i Bucharin, to który? Kołczak, Denikin czy Kiereński?

    Załóżmy, że likwidacja takich działaczy jak Trocki, Zinowiew, Kamieniew, dajmy tam jeszcze taką postać jak Bucharin to wynik personalnej walki. Równe figury, rewolucjoniści.
    Nie będę nawet tu analizował czy ich likwidacja była korzystna czy nie korzystna z punktu widzenia kraju. Ale eliminację Tuchaczewskiego trudno tym wytłumaczyć.
    A Wawiłow czemu trafił do paki, też walka o władzę, jak to wytłumaczyć? – Co Wawiłow zagrażał władzy Stalina?

    Mój niby staliznim.

    I wracając do „stalinisty”
    Mi wszystko jedno, jakiej był narodowości, jaki miał wzrost czy jak się nazywał. Nie jest ani moją rodziną, ani przyjacielem, ani wrogiem. TO POSTAĆ HISTORYCZNA.
    Jedynie co mnie interesuje, że pod kierownictwem TEJ konkretnej osoby produkcja przemysłowa ZSRR wzrosła 70 krotnie w ciągu 16 lat (1922 do 1938). Pod kierownictwem TEJ konkretnej osoby o nieistotnym imieniu w przeciągu 13 lat totalnie nędzny, o zdecydowanie agrarnej specyfice gospodarki, z 84% wiejską ludnością ledwo odstającej od poziomu Afryki, kraj socjalistyczny stał się jednym z najbardziej uprzemysłowionych, a ludność jedna z najbardziej wykształcona na świecie. Że pod jego kierownictwem udało się zwyciężyć krajowi w wojnie z całą gospodarką Europy i odbudować kraj po wojnie wraz ze stworzeniem tarczy jądrowej, która zagwarantowała skuteczną obronę ZSRR przeciwko agresorom przez wiele dziesięcioleci, opracowanie budowy masowej mieszkań, sukcesów w kosmosie i t.d.

    I co najważniejsze, krwawo, ale stłumił 20-letnią wojnę domową.
    Co mi za różnica jak się nazywał i poprzez samo rozumienie powyższych faktów nie staje się stalinistą.
    Najważniejsze, co człowiek zrobił i nie jestem zwolennikiem człowieka pod imieniem Stalin, a osiągnięć tej osoby.
    Gdyby Trocki zrobiłby 50% tego, nawet 25%, też uznał bym go za wielką postać.

    Jak ubogo umysłowym trzeba być, aby nie zrozumieć, że jeżeli nie białe, to nie koniecznie czarne? A więc jeżeli nie „antystalinista, to niekoniecznie stalinista. Za ciężkie do zrozumienia?”

  23. W.B. pisze:

    PRZYSZPILIĆ OŚLIZŁEGO GADA
    Zainteresowanych dyskusją z poststalinowcami odsyłam do bytów równoległych – profilu Dawida Jakubowskiego na fejsie https://www.facebook.com/dawi.jakubowski?pnref=lhc.unseen.

  24. 7401 pisze:

    Istnieje pewne podobieństwo między żarliwymi „stalinistami” i żarliwymi „anty-stalinistami”. Pierwsi robią ze Stalina ikonę, drudzy jak „dyktatura.info”, przedstawiają go jako swego rodzaju diabła. Dlatego zderzenie pomiędzy „stalinistami” i „anty-stalinistami” przybiera charakter wojen religijnych.
    W przeciwieństwie do tego idealistycznego stanowiska komuniści wysoko oceniają wkład Stalina w budowę socjalizmu, nie tylko w ZSRR, rozgromienie III Rzeszy, jego rolę w rozwój nauki marksistowskiej, ale widzą też zaniechania, pomyłki i błędy, nawet o tragicznych konsekwencjach. W tej rzeczowej ocenie różnią się od oszalałych trockistów itp., popluwaniem na Stalina zakrywających swoją głupotę i anty-komunizm. Należy jednak rozumieć, że działalność Stalina miała miejsce w okresie największego zaostrzenia walki klasowej, co wymagało przyjęcia szeregu środków nadzwyczajnych. Dlatego w żaden sposób nie należy czcić tych środków nadzwyczajnych, strasząc masy niezbędną powtórką z 37-ego roku, zaraz po tym jak komuniści odzyskają władzę. Niestety, panowie „staliniści” leją wodę na liberalny młyn, utożsamiając Stalina z odsiadkami i rozstrzeliwaniami. Komuniści są przeciw aresztowaniom, prześladowaniom, rozstrzeliwaniom, terrorowi i wszelkim środkom nadzwyczajnym. Jednak komuniści w przeciwieństwie do głupkowatych pacyfistów, nigdy się od nich całkowicie nie odżegnują, jeśli są one konieczne. I tu należy oddzielić zasadniczą gotowość zastosowania tych środków od propagandy tych środków, jako jedynych odpowiednich w każdym czasie i każdych warunkach.
    Rola Stalina w historii ruchu robotniczego może być zrozumiana tylko w kontekście historycznym, w kontekście ówczesnego klasowego rozkładu sił i miary sprzeciwu wroga klasowego; pozbawieni marksistowskiego kompasu, kierujący się emocjami oraz przesądami opinii publicznej nie są do tego zdolni ani „staliniści”, ani „anty-staliniści”.

  25. Bartek pisze:

    „I już zupełnie poważnie, pytanie brzmi JAKI mechanizm ma być zbudowany i na czym oparty, aby biurokracja stają się AUTOMATYCZNIE elitą nie mogła dowolnie podejmować decyzje i je realizować tylko i wyłącznie w swoich interesach.”

    „Niezbędne jest nie tylko przedstawicielstwo w typie demokracji, ale i budowa całego zarządzania państwem od dołu, przez same masy, ich aktywny udział na każdym kroku życia ich aktywna rola w zarządzaniu.” Lenin

    Plus kontrola nad biurokracją.
    Zarządzanie państwem i gospodarką nie może być źródłem przechwytywania bogactwa wytworzonego przez społeczeństwo. To by znaczyło odtworzenie wyzysku w nowej formie, wyrodzenie socjalizmu w państwowy kapitalizm z biurokracją w roli kolektywnego kapitalisty, a robotnikami i pracownikami w roli siły roboczej. Biurokracja bez kontroli odrywa się od społeczeństwa, staje ponad nim, wyradza w kastę, która nie służy społeczeństwu, realizuje własny interes sprzeczny z interesem społeczeństwa. Utrata przez społeczeństwo kontroli nad biurokracją to kontrrewolucja. Robotnicy i pracownicy tracą podmiotową pozycję suwerena i stają się biernym wykonawcą woli biurokracji. Tak w socjalistycznym społeczeństwie odradza się kapitalizm w nowej formie, z biurokracją jako nową burżuazją na miejsce starej burżuazji. Następnym etapem kontrrewolucji będzie wywłaszczenie społeczeństwa, uwłaszczenie się biurokracji i przejście od kapitalizmu państwowego do prywatnego.
    Biurokracja jest warstwą niezbędną w społeczeństwie budującym socjalizm. Ze względu na zajmowane przez biurokrację miejsce w społecznym podziale pracy niezbędna jest społeczna kontrola nad nią. To kwestia o fundamentalnym znaczeniu. W przeciwnym razie kontrrewolucja jest kwestią czasu.

  26. Bartek pisze:

    Do końca świata Stalin będzie różnie oceniany – od całkowitej aprobaty po całkowitą negację. Historia budzi spory. Nie ma w tym nic złego pod warunkiem, że nie kładzie się cieniem na bieżącej walce ruchu komunistycznego. Niestety widmo przeszłości ciąży na ruchu komunistycznym i paraliżuje bieżącą działalność. Ruch komunistyczny jest politycznie i organizacyjnie rozbity, bo poszczególne grupy okopały się na swoich pozycjach sprzed wielu lat i prowadzą zaciętą wojnę przeciwko sobie, jakby czas zatrzymał się w miejscu. Życie potoczyło się dalej, świat się zmienił. Czas przyjąć to do wiadomości i zastanowić się jak dziś, w XXI wieku, poprowadzić klasę robotniczą i sojusznicze warstwy pracujące do rewolucji. W jaki sposób ściągnąć pod rewolucyjne sztandary klasę robotniczą i warstwy pracujące, które zmieszczaniały i zrejterowały z pola walki klasowej. Jak rozniecić znów ogień rewolucyjnej walki klas i zerwać kolaborację klasową proletariatu z burżuazją. Tego nie powie nam ani Marks, Engels, Lenin, Trocki, Stalin, Mao, ani historyczne doświadczenie państw budujących socjalizm. To był inny świat. Sytuacja zmieniła się – proletariat został skutecznie zintegrowany z kapitalizmem i porzucił rewolucyjne sztandary. Przeszedł na stronę burżuazji. Skapitulował. Sprzedał rewolucję za ochłapy z burżuazyjnego stołu. Bije się już tylko o cenę za swoją siłę roboczą (płaca) i państwową jałmużnę (socjal). Dostał kość i przestał szczekać. Ideologicznie i kulturalnie proletariat zmieszczaniał – nie budowa nowego, bezklasowego świata mu w głowie, ale (drobno)mieszczański dobrobyt, nie przebudowa stosunków społecznych, ale chleb i igrzyska. Politycznie wlecze się za burżuazją, lub zachowuje bierność. Komunistów olewa. Jak rozniecić bunt, zerwać ugodę? To sprawa na dziś dla ruchu komunistycznego i tym musi się zająć, jeśli ma być rewolucyjną awangardą, a nie kółkiem historycznym.

  27. E.B. pisze:

    7401

    Chyba czegoś nie rozumiesz.

    Są 2 poziomy prowadzonej tu dyskusji. Jeden, rzekomo właściwy, ale faktycznie mało ważny z punktu widzenia atakującej nas watahy, temat, to dociekanie prawdy historycznej.

    Drugi poziom wynika stąd, że w sytuacji przerwania ciągłości tradycji ruchu robotniczego i wynikłej z tego utraty tożsamości lewicy, każdy może próbować wyrywać kawałki doświadczenia historycznego i budować na tym przekonanie, że uczciwa prawica nie różni się od skutecznej historycznie lewicy. Łączą je naturalne cechy: kult wodza i ideał autorytarnego państwa opiekuńczego.

    Nie ma to nic wspólnego z autentyczną lewicą czy z marksizmem.

    Ten drugi, zasadniczy poziom prowadzonej tu rozgrywki, to wynikająca z powyższego arogancka próba zawłaszczenia lewej strony sceny politycznej, czego narzędziem staje się młodzież, dla której lewacki styl to bardziej kwestia formy niż treści.

    Trudno się dziwić, że zmurszały pień przyciąga różnych padlinożerców.

    Upieranie się przy jakimś marksizmie i jakiejś żywej, ideowej tradycji, budzi zrozumiałą nienawiść – burzy bowiem ich prosty niczym konstrukcja cepa ogląd świata.

    Im przecież nawet stalinizm wisi i powiewa. To tylko miał był pomost stwarzający możliwość porozumienia między żarliwością prawicowego populizmu a lewicowym, zdroworozsądkowym przywiązaniem do PRL.

    A dla świadomej prawicy populistycznej, szukającej przedziwnych sojuszy dla zbudowania własnej siły, to ogromna szansa zagospodarowania pozostałości po lewicy.

    W tym celu należy wyeliminować tych, którzy po lewej stronie usiłują jeszcze reanimować trupa.

    Nie znaczy to, że nie można szukać taktycznych sojuszy z różnymi siłami politycznymi. Nie chodzi o unikanie rzetelnej analizy przeszłości.

    Mamy jednak taki dziwaczny kaprys, żeby nie być w tym układzie wyłącznie tzw. przystawką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *