RZECZYWISTOŚĆ RÓWNOLEGŁA

Wydawało nam się, że wyjaśnienie „porażek” działań organizacyjnych GSR zostało wystarczająco przedstawione w naszych tekstach dotyczących okresu Solidarności, lat 80-tych i 90-tych. Staraliśmy się nie dawać świadectwo kombatanctwu środowiskowemu, ale przedstawiać obiektywne procesy zachodzące na skrajnej lewicy w tym czasie i ich związek ze strategią i taktyką przyjętą przez działaczy posttrockizmu, delegowanych do pracy w Polsce. Nasze zrozumienie, jak dalece oderwany był lansowany program działania od tego, co działo się faktycznie w kraju, rodziło się nie od razu, ale poprzez próby współpracy z różnymi tendencjami trockistowskimi, w tym z mandelowcami, Zjednoczonym Sekretariatem IV Międzynarodówki, najsilniejszą i najaktywniejszą tendencją posttrockistowską w Polsce. Te właśnie szczere wysiłki współpracy doprowadziły nas do jakże krytycznego podejścia, ale – staramy się nie być gołosłownymi – opartego na realistycznej analizie widzenia roli owych tendencji na polskiej lewicowej scenie. Wbrew temu co twierdzą redaktorzy „Władzy Rad” (http://www.1917.net.pl/node/21586) nie chodzi więc nam o Zbigniewa M. Kowalewskiego personalnie, ale jako przedstawiciela i decydenta reprezentującego najsilniejszy nurt posttrockistowski w Polsce. Przy okazji przez ćwierć wieku był on najaktywniejszy na tym polu, kiedy nie starczyło już Ludwika Hassa, który skądinąd również mocno rozczarował się co do roli odgrywanej przez swoich towarzyszy z Czwórki. Ale nie o tym teraz. Nie ma sensu powtarzać tego, co już zostało napisane.

Komentarz do naszego tekstu – swoją drogą – przerywa zmowę milczenia i przekłamywania przekazu historycznego tworzonego przez domorosłych historyków nurtu posttrockistowskiego w Polsce, w rodzaju Dariusza Zalegi. To właśnie ci „historycy” skrajnej lewicy utworzyli mini-mainstream w oglądzie dotyczącym dziejów formacji skrajnie lewicowej i zadekretowali wepchnięcie nas w stereotyp, który pozwala im samym zachować resztki twarzy pod pretekstem, że… nie było alternatywy dla niepasującego do Polski i innych krajów tzw. obozu realnego socjalizmu kalkomanii programów partii-matek, kapitulanckich wobec radykalizacji burżuazyjnej demokracji i w tym kontekście stawiania na różnorodne drobnomieszczańskie mniejszości.

Nasz brak sukcesów był, m.in. podyktowany oczywistą oczywistością opowiadania się młodych, ambitnych działaczy za tym, co pachniało wyobrażonym sukcesem na Zachodzie. Tendencja ogólna była taka, że z naszymi poglądami wyprzedzaliśmy swój czas, choć do dziś wielu sądzi, że jesteśmy wciąż głęboko anachroniczni. Wówczas też byliśmy anachroniczni z punktu widzenia „nowoczesnej” lewicy odrzucającej stawkę na klasę robotniczą, co wydaje się paradoksem w sytuacji Polski w latach 80-tych i 90-tych. Nasza stawka była obliczona na stworzenie kadry działaczy trzymających się tradycyjnych wartości politycznych. Kogo to mogło przekonać do nas?

Oczywiście, nie chcemy powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy w konkretnej sytuacji. Nie, nie zrobiliśmy. Usiłowaliśmy doprowadzić do współpracy na skrajnej lewicy mimo świadomości dzielących nas różnic i to nie z naszej winy propozycje współpracy były odrzucane. Ale czy posttrockiści sami ze sobą współpracują? W imię jakich ideałów odrzucają współpracę, skoro programowo są niemal identyczni? Owładnięci patriotyzmem afiliacji do konkretnej partii-matki poświęcają temu fetyszowi dobro Sprawy. Nasza skrajna bezczelność polegała zawsze na tym, że nie chcieliśmy się podporządkować nie mając żadnej siły poza własnym, niezależnym, zrodzonym na polskim podłożu programem. Czymże mielibyśmy tłumaczyć nasz brak sukcesu, jak nie skrajnym pragmatyzmem przepływowych działaczy lewicy, którzy nie chcą wydatkować energii na darmo?
Tłumaczymy go jednak przede wszystkim ogólną tendencją, czasem reakcji, który należy przetrwać trzymając sztandar choćby pod nawałnicę kompletnego niezrozumienia i karierowiczostwa tych, którzy po ćwierćwieczu budzą się z ręką w nocniku, w którym zamoczyli swój sztandar.

Dlatego całkowicie nietrafiony jest zarzut uciekania się do „drugorzędnych czynników subiektywnych”. Rzecz w tym, że czynniki obiektywne zawsze jakoś przejawiają się konkretnie. Ale zawsze odnosiliśmy się do szerszych koncepcji i idei kształtujących konkretne postawy. Wystarczy przeczytać nasze analizy z okresu działania tzw. Czerwonego Salonu i wydawania przez Kowalewskiego pisma „Rewolucja”.

Według „Władzy Rad”: „’Zbliżenie między skrajną lewicą a prawicą populistyczną mogło się odbywać na bazie Polskiej Partii Pracy, ale polegało to na rywalizacji o bazę związkową’ – czytamy w tekście GSR i jest to generalnie stwierdzenie prawdziwe, choć rywalizacja toczyła się nie tylko o bazę związkową ale również o program i wizerunek partii. Zbigniew Marcin Kowalewski, wbrew temu, co sugeruje GSR, konsekwentnie i skutecznie promował lewicowy kurs PPP w rywalizacji z partyjną prawicą, reprezentowaną przez byłych działaczy Konfederacji Polski Niepodległej oraz był zaciekłym przeciwnikiem koncepcji „sojuszu ekstremów” na rzecz geopolitycznej reorientacji Polski na sojusz z Rosją, lansowanej przez Mateusza Piskorskiego w PPP.  To właśnie Kowalewski, rzucając na szalę swój autorytet i grożąc wystąpieniem z partii, skutecznie zablokował utworzenie przez Piskorskiego frakcji „euroazjatyckiej” w PPP”.

Gdyby autor komentarza zadał sobie trud przeanalizowania tego, co pisaliśmy w swoim czasie w kwestii PPP, to nie opowiadałby banialuków. Nasz zarzut polegał wówczas właśnie na tym, że ZMK budował głównie wizerunek, niczym fachowiec od PR-u, pod mocodawców z partii-matki, a nie realny program. Uzasadnienia nie będziemy powtarzać – wystarczy sięgnąć do naszych ówczesnych artykułów. Przywoływana droga na skróty polegająca na kaptowaniu szefa danej struktury, choćby był on daleki od wmawianych mu w brzuch ideałów przy braku czasu i sił na dotarcie do samej struktury było przez nas wyśmiewane jako grożące tym, co… się stało faktycznie. Rutynowe działania organizacji nastawionych na dęty „sukces” pozwalający na skuteczną rywalizację z innymi grupkami skrajnej lewicy, a nie na sukces formacji jako takiej – to nasz zarzut koronny. I co ma do tego ZMK, który tylko lepiej, z racji swojej pracowitości, realizuje do znudzenia zrutynizowany scenariusz aktywizmu posttrockistowskiego?

Ziętek, to nie Podrzycki, stwierdziliśmy. Ale nagle Ziętek zaczął doszukiwać się rodowodu Sierpnia ‘80 w… paryskim Maju ‘68. Przebił Podrzyckiego, któremu nigdy byśmy czegoś takiego nie doradzali. Żenujące i żałosne? Fakt, ale naszą wielką winą było dostrzeganie tego. Bo co, bo zazdrościliśmy ZMK sukcesu? Jakiego sukcesu? W fałszowaniu rzeczywistości?

W końcu wyszło na to, że ZMK w oparciu o opiewany przez siebie „nacjonalizm robotniczy” zastopował zapędy Piskorskiego do sojuszu ekstremów z nacjonalistami rosyjskimi nie z perspektywy rzetelnej analizy programowej lewicy rewolucyjnej, ale z punktu widzenia własnego „sojuszu ekstremów”… z nacjonalistami ukraińskimi. Rzeczywiście, wielka różnica – rzeczywistość okazała się śmieszniejsza niż nam się śniło.

„’Doświadczenie Polskiej Partii Pracy jest tu najlepszym przykładem – lewica rewolucyjna nie jest w stanie nic ugrać. Dlaczego? Ponieważ nie ma nic do zaproponowania jako pozbawiona własnej, specyficznej tożsamości’ – piszą działacze GSR i …piszą bzdury. W PPP lewica „ugrała” bardzo dużo, ponieważ partia, która zaczynała jako populistyczna prawica przeszła programowo na pozycje lewicy antykapitalistycznej. Kontakty PPP z ugrupowaniami europejskich nacjonalistów, typu francuski Front Narodowy, organizowane przez byłych działaczy Konfederacji Polski Niepodległej, zastąpiła współpraca z francuską Nową Partią Antykapitalistyczną, do czego walnie przyczynił się nie kto inny, jak Zbigniew Marcin Kowalewski. Z Kowalewskim można się nie zgadzać, można go zwyczajnie nie lubić, ale to nie powód, by bezpodstawnie go oczerniać” – dodają redaktorzy „Władzy Rad”.

Jeśli trzymać się faktów medialnych, tworzonych wszak przez ZMK, to jego akces do PPP poprzedzał zwrot w ocenie PRL (być może szczery) i gwałtowna filipika przeciwko Z. Partyce jako autorowi tekstu o prawicowych sympatiach Sierpnia ‘80. ZMK z Magdaleną Ostrowską poświęcił 100 stron „Rewolucji” na hagiografię Daniela Podrzyckiego, broniąc jego czci i honoru niczym Rycerz Niepokalanej. Z jakim więc prawicowym demonem miałby walczyć ZMK w lewicowej z gruntu partii stworzonej przez związek, który wcześniej współpracował z inną tendencją posttrockistowską i z działaczem tendencji macierzystej Kowalewskiego – Darkiem Zalegą?

Możecie nas krytykować do woli, ale stawiajcie zarzuty choć odrobinę oparte na rozeznaniu w rzeczywistości!

Wniosek końcowy redakcji „Władzy Rad” brzmi następująco: „A wracając do PPP – tym, co przesądziło o upadku partii była sytuacja i nastroje w WZZ „Sierpień 80” a nie walka między partyjną lewicą i prawicą, a tym bardziej nie działalność Zbigniewa Marcina Kowalewskiego. To presja związkowego pragmatyzmu, i to wywierana przez tzw. doły – podjudzane przez „Solidarność” i OPZZ przeciwko przewodniczącemu Ziętkowi i Polskiej Partii Pracy – zmusiła liderów WZZ do rezygnacji ze wspierania PPP i generalnie ograniczenia aktywności politycznej.  To przypieczętowało los partii a konkurujące w ramach PPP środowiska polityczne rozeszły się do swoich piaskownic.”

Rozumiemy, że wedle kolegów z „Władzy Rad”, po raz kolejny zawinili robole. Partia była OK, wodzowska, a jakże, zaś Podwójny Przewodniczący – działaczem świadomym swych korzeni w rewolucji obyczajowej lat 60-tych… Tylko ciemne doły się zbuntowały niczym marynarze w Kronsztadzie. Chcecie nas rozbawić? Właśnie o tym pisaliśmy – chamska taktyka organizacji posttrockistowskich, mająca w dupie faktyczne nastroje ludzi i ogarnięta jedynie żądzą wypadnięcia celująco w sprawozdawczości dla partii-matki przyniosła te same rezultaty, co zawsze. Od 25 lat w Polsce.

Nie musieliśmy być wewnątrz i widzieć od środka przepychanki – wystarczyły znaki jakże rozpoznawalne przez tych, co od lat widzieli te same sztuczki i przeżywali je na własnej skórze.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

29 maja 2016 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polemiki i dyskusje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

21 odpowiedzi na „RZECZYWISTOŚĆ RÓWNOLEGŁA

  1. Postsolidarnościowe antykomunistyczne bagienko pisze:

    „IV Międzynarodówka”, „GSR”, „Zjednoczony Sekretariat”, „Sierpień 80”, „PPP”, „Władza Rad” ITP, ITD. Kontrrewolucyjnego planktonu ci u mnie dostatek.

  2. Uno pisze:

    [Rozumiemy, że wedle kolegów z „Władzy Rad”, po raz kolejny zawinili robole.]

    Źle rozumiecie. „Zawiniła” pragmatyczna, nastawiona na wymierny, krótkoterminowy efekt świadomość tradeunionistyczna „mas” związkowych.

    W okresie funkcjonowania PPP, nie udało się podnieść tej świadomości na wyższy poziom. Czy w kwestii wnoszenia świadomości klasowej można było w zrobić więcej? Teoretycznie tak. Gdyby partyjna lewica mówiła jednym głosem a nie rywalizowała o afiliację międzynarodową, gdyby – przynajmniej na tym etapie darowała sobie forsowanie pakietu feminizm + LGBT a nawet LGBTI, mogłoby być trochę lepiej. Czy gdyby zamiast tego, co było lewicą PPP działa tam formacja mówiąca głosem GSR, przewodniczącym byłby Podrzycki a nie Ziętek a eks KPN-owcy zostali wydaleni z partii, czy efekt byłby zasadniczo odmienny od tego, który został osiągnięty – moim zdaniem nie.

    Na sytuację w WZZ „Sierpień 80” a w konsekwencji na PPP rzutowała przede wszystkim ogólna sytuacja społeczno-ekonomiczna kraju (dobra koniunktura gospodarcza po 2004 r., spadek bezrobocia, otwarcie rynków pracy UE, wzrost płac, boom mieszkaniowy napędzany tanim kredytem, osłabienie walk klasowych) i sytuacja w ruchu związkowym gdzie sprzedajne, biurokratyczne OPZZ i „S” obrzydziły ludziom ideę związkową. Swoje zrobiła antyzwiązkowa propaganda medialna i działania konkurencyjnych central na poziomie zakładów pracy, szeptana propaganda przeciwko „lewackiemu” WZZ. Wobec braku większych walk strajkowych nie powstawały nowe, bojowe komisje zakładowe, co najwyżej zakładane przez kliki cwaniaczków afiliujących się przy WZZ. Z drugiej strony zaczęła się oddolna reakcja biurokratyczna, zmieniały się kierownictwa niegdyś bojowych komisji zakładowych. Nowe zaczynały dogadywać się z dyrekcjami, odmawiać udziału w demonstracjach związkowych organizowanych przez centralę.

    Bez rozwoju klasowych związków zawodowych na dłuższą metę nie mogło być mowy o rozwoju partii robotniczej. A kiedy coś przestaje się rozwijać, to zaczyna się zwijać. Kiedy kurczy się baza, problem ma też nadbudowa.

    Na klęsce PPP nikt, nic nie „ugrał”. Przegrała jak zwykle klasa robotnicza tracąc największą w III RP szansę na zbudowanie własnej partii, konsekwentnie broniącej jej interesów, choćby na poziomie lewicowej socjaldemokracji.

  3. Bartek pisze:

    „Przegrała jak zwykle klasa robotnicza […]”

    Na własne życzenie. Nie poparła PPP. Poparła partie swoich wyzyskiwaczy. Co za głupota. Żeby popierać swoich wyzyskiwaczy to trzeba mieć nieźle zryty beret. Kapitaliści jakoś nie głosują na partię komunistyczną i nikt nie musi im tego specjalnie tłumaczyć. Robotnikowi można tłumaczyć do usranej śmierci i na koniec polezie zagłosować na partie burżuazyjną. Z takimi cymbałami nic nie zdziałasz.

  4. Uno pisze:

    [Wydawało nam się, że wyjaśnienie „porażek” działań organizacyjnych GSR zostało wystarczająco przedstawione (…)Staraliśmy się nie dawać świadectwo kombatanctwu środowiskowemu, ale przedstawiać obiektywne procesy zachodzące na skrajnej lewicy w tym czasie i ich związek ze strategią i taktyką przyjętą przez działaczy posttrockizmu, delegowanych do pracy w Polsce.]

    Czyli jak by nie patrzył, za wszystkie niepowodzenia GSR odpowiadają posttrockiści krajowi i zagraniczni. A tak najbardziej to ten jeden, najgorszy z nich. Nie dość, że nie chcieli dogadać się między sobą to jeszcze nie współpracowali z GSR. Oj słabiutko orły marksizmu. Na poziomie globalnym dajecie, co najmniej przyzwoite wykładanie marksistowskie z analizą procesów ekonomicznych i społecznych leżących u podstaw ewolucji politycznej różnych nurtów lewicy. Co się tyczy krajowego podwórka nagle łapiecie perspektywę żaby i przechodzicie na poziom drobiazgowego omawiania przepychanek planktonu politycznego z datami, nazwiskami i analizą życia intymnego ZMK włącznie. Rozumiem, że to miały być takie testamenty dla historii (bez kombatanctwa oczywiście)ale prędzej niż historycy zainteresują się nimi oficerowie śledczy.

    [z różnymi tendencjami trockistowskimi, w tym z mandelowcami, Zjednoczonym Sekretariatem IV Międzynarodówki, najsilniejszą …!!]. Ludzie! A co oni mieli takiego, czego wy nie mieliście. Wszystko to były małe grupki wydające i kolportujące własne gazetki – wy też. Szanse na politycznym rynku idei, obejmującym 38 mln potencjalnych konsumentów – były wyrównane. O.k. oni mogli wysyłać młodzież na obozy międzynarodowe. Nic im to nie dało więc nie była to jakaś istotna przewaga. Gdyby o sukcesie decydowała pryncypialna linia polityczna to powinniście być dziś na topie a oni na dnie. Tymczasem na poziomie krajowym wszyscy są mniej więcej na tym samym poziomie co ćwierć wieku temu. Lipa.

  5. Antonio das Mortes pisze:

    WAL ŚMIAŁO!

    Masz, subkomendancie Uno, jeszcze coś w zanadrzu?
    Wal śmiało tylko u nas nie ma cenzury.
    Ale ja jestem… i nie straszę tu nikogo banem.
    Nie wyrywaj tylko zdań z szerszego kontekstu dyskusji. Nie łapiesz całości? Taki maluśki jesteś? I jeszcze małostkowy.

  6. Uno pisze:

    A ja nie straszę, że spuszczę ci wpierdol.
    Taki jestem wyrozumiały.

    Widzę jednak, że powoli doszliśmy do poziomu dyskusji typowego dla tej witryny więc istotnie pora ją zakończyć i pożegnać się.

  7. W.B. pisze:

    TAK ZOSTANIE

    Skoro żegnasz się i kończysz – rozumiem, że ustępujesz pola.
    Zacznijmy zatem dyskusję od końca – może na ring wrócisz.
    Poznajesz to twoja waga:
    „Gdyby o sukcesie decydowała pryncypialna linia polityczna to powinniście być dziś na topie a oni na dnie. Tymczasem na poziomie krajowym wszyscy są mniej więcej na tym samym poziomie co ćwierć wieku temu. Lipa.”

    Powtórzę za Tobą: lipa.
    Mamy to czego inni nie mają. W internecie utrzymaliśmy rozbudowany przyczółek bez banów i cenzury – teraz to procentuje.
    W realu zebraliśmy całkiem sporą gromadkę w ramach Stowarzyszenia Marksistów Polskich „nikomu nie potrzebną” oprócz zainteresowanych, GSR i grupy inicjatywnej Partii Socjaliści. Stąd też nie nazwiemy tego legalną przybudówką, ale think tankiem i w planach platformą współpracy – czemu nie. I co warto podkreślić – OTWARTĄ DLA WSZYSTKICH MARKSISTÓW, nawet dla tych którzy próbują nas ze stowarzyszenia usunąć. Przy tym zostaliśmy sobą, nie zmieniając się w kwestiach pryncypialnych ani na jotę.
    No i w końcu mamy poukładane w głowie, co zauważyłeś.
    W czasach reakcji mało to czy dużo?
    Nam wystarczy, by poruszyć nie tylko Michała Nowickiego, „Zmianę”, „Władzę Rad” czy SGP, o czym się wkrótce przekonasz.
    A tak poza tym nic co ludzkie nie jest nam obce.

    P.S. Podobno widziałeś na naszym portalu gdzieś „trzecioświatowych maoistów” (wciąż się panoszą) – wyobraź sobie, że się mylisz. Nie powiem, że to mały pryszcz – mam adekwatne określenie – jeden chuj.
    Przy okazji wymuszanej na nas solidarności z KPP-bis i tym podobnymi grupami mam do Ciebie pytanie. Kto słyszał by solidaryzować się z grupkami rekonstrukcyjnymi?
    Z czym i kim się solidaryzujemy nie musimy akcentować – jest to przynajmniej dla nas oczywiste.
    I tak zostanie.

  8. W.B. pisze:

    RZECZ W TYM GDZIE JEST GŁOWA

    Pozwolę sobie ustosunkować się do rzeczowego wpisu subkomendanta „Uno”, kończącego się tymi oto słowami:

    Bez rozwoju klasowych związków zawodowych na dłuższą metę nie mogło być mowy o rozwoju partii robotniczej. A kiedy coś przestaje się rozwijać, to zaczyna się zwijać. Kiedy kurczy się baza, problem ma też nadbudowa.
    Na klęsce PPP nikt, nic nie „ugrał”. Przegrała jak zwykle klasa robotnicza tracąc największą w III RP szansę na zbudowanie własnej partii, konsekwentnie broniącej jej interesów, choćby na poziomie lewicowej socjaldemokracji.

    Pozornie wydaje się, że uprawnione są wszystkie zabiegi retoryczne subkomendanta Uno. A zwłaszcza takie:

    „Zawiniła” pragmatyczna, nastawiona na wymierny, krótkoterminowy efekt świadomość tradeunionistyczna „mas” związkowych.
    W okresie funkcjonowania PPP, nie udało się podnieść tej świadomości na wyższy poziom. Czy w kwestii wnoszenia świadomości klasowej można było w zrobić więcej? Teoretycznie tak. Gdyby partyjna lewica mówiła jednym głosem a nie rywalizowała o afiliację międzynarodową, gdyby – przynajmniej na tym etapie darowała sobie forsowanie pakietu feminizm + LGBT a nawet LGBTI, mogłoby być trochę lepiej. Czy gdyby zamiast tego, co było lewicą PPP działa tam formacja mówiąca głosem GSR, przewodniczącym byłby Podrzycki a nie Ziętek a eks KPN-owcy zostali wydaleni z partii, czy efekt byłby zasadniczo odmienny od tego, który został osiągnięty – moim zdaniem nie.

    Rzecz w tym, że nasza koncepcja delikatnie mówiąc nie pokrywa się z lansowaną przez Zbigniewa M. Kowalewskiego i spółkę. Krótko mówiąc – najpierw rewolucyjna partia robotnicza a później klasowe związki. Tu i teraz.
    Polscy posttrockiści mają swoje partie-matki – stąd droga na skróty.

    Podtrzymujemy ją w całej rozciągłości.

  9. Uno pisze:

    No dobra. Moja waga.

    KPP

    Nie uważam KPP za grupę rekonstrukcyjną. Redakcja „Władzy Rad” zdecydowała się na wyrażenie bezwarunkowej solidarności z represjonowanymi komunistami i tyle. Ani redakcja WR, ani ja osobiście nigdy, na nikim solidarności z KPP nie wymuszałem. Wymuszenia pochodzą od waszych stałych „userów” ale to nie moja wina. Na „DP” zasugerowałem jedynie MN, żeby zrzucić się po dychu na papugę dla KPP zamiast angażować wszystkie zasoby radykalnej lewicy do obrony Piskorskiego. Ten ma potężniejszych przyjaciół. Da sobie radę i coś mi mówi, że jeszcze sporo na tym zarobi.

    Korzystając z jednak z okazji zachęcam wszystkich czytelników DP do podjęcia akcji solidarnościowej z represjonowanymi komunistami.

    SMP

    To fajnie, że jesteście w Stowarzyszeniu Marksistów Polskich, przynajmniej będą tam jacyś marksiści znający i rozumiejący marksizm. Z tym drugim środowiskiem nie wiążę większych nadziei. Generalnie będzie tam pewnie to co lubicie, czyli wewnętrzna napierdalanka, podchody, koalicje, pryncypialne rozłamy. Przyznam, że na razie zupełnie nie czuję tego bluesa. Będę się jednak życzliwie przyglądał. Może nie mam racji.

  10. Uno pisze:

    [Rzecz w tym, że nasza koncepcja delikatnie mówiąc nie pokrywa się z lansowaną przez Zbigniewa M. Kowalewskiego i spółkę. Krótko mówiąc – najpierw rewolucyjna partia robotnicza a później klasowe związki. Tu i teraz.Polscy posttrockiści mają swoje partie-matki – stąd droga na skróty.]

    Jako polski posttrockista nie posiadający partii-matki ale poczuwający się do bycia ideowym wspólnikiem ZMK w lansowaniu koncepcji budowy partii robotniczej na bazie WZZ, przelicytuję: najpierw ustanowienie władzy rad – tu i teraz, a później budowa rewolucyjnej partii robotniczej a na końcu klasowych związków! Dobre?

    Wybacz, ale żeby poważnie odnieść się do waszej „koncepcji”, musiałbym poznać jej bardziej rozwiniętą wersję (baza rekrutacyjna, baza finansowa, kanały transmisji treści ideowych do klasy robotniczej).

    W wariancie budowy partii na bazie związku, odpowiedzi na te – techniczne w istocie, ale kluczowe dla fizycznego bytu i rozwoju partii – pytania są oczywiste. W przypadku partii bez związku odpowiedź pozwoli określić na ile projekt jest dojrzały technicznie.

    Oczywiście są to tzw. dane wrażliwe więc odpowiedź nie musi być publiczna, ale jeśli nie padnie to znaczy, że mamy do czynienia nie z koncepcją a jedynie z kolejnym przejawem myślenia życzeniowego.

  11. W.B. pisze:

    ŚMIECHU WARTE

    To nie jest jakaś nowa i oryginalna koncepcja. Wyłożona została po naszym powrocie na scenę polityczną 2002 r., choćby w polemikach z ZMK i w związku z lansowaną przez niego szkocką wersją „partii pluralistycznej” i jej praktycznym umiejscowieniem w związkach zawodowych.
    Równie dobrze swoje pytania mógłbyś skierować pod adresem Pracowniczej Inicjatywy, bądź PPS czy SDKPiL, które współtworzyły klasowe związki zawodowe.
    Naraziłbyś się tylko na śmieszność.
    Zechciej zauważyć, uno, że wasza socjalistyczna koncepcja w praktyce padła już na starcie, a to co z niej zostało przekształciło się w przybudówkę chuj wie kogo, ewentualnie znalazło się w okolicach „Zmiany”. Przy tym z PPP został już chyba tylko Kowalewski ze znanym tobie dyktum:
    http://partiapracy.pl/index.php?skelMod=ModNews&nid=573
    http://partiapracy.pl/index.php?skelMod=ModNews&nid=571

  12. piotr pisze:

    No i warto dodać do tego spisu internetowych „tekstowych” odnośników wyznanie politycznej wiary Z.M. Kowalewskiego w radiu TOK FM, zarchiwizowane dla następnych pokoleń działaczy tutaj: http://dyktatura.info/wp-content/nagrania/Zbigniew%20Marcin%20Kowalewski%20o%20sytuacji%20na%20Ukrainie%20-%20TOK%20FM,%205%20lutego%202015,%20godz%201500.mp3
    Jeśli na taką pracę polityczną Kowalewskiego, plus na wspomniane przez Ciebie – Uno – „pakiety feminizm + LGBTI” i na walkę o hegemonię „swojej” międzynarodówki kosztem cudzej – okoniem stanęła „pragmatycznie nastawiona biurokracja związkowa” – to kurwica strzela, ale swoją pracą polityczną w PPP doprowadziliście do sytuacji, że nawet biurokracja miała więcej wdzięku, zdrowego rozsądku i w tej konkretnej sytuacji była bliższa klasie niż rzekomi „prawdziwi rzecznicy” sprawy robotniczej. Ułatwiliście zadanie i tylko pogratulować spierdolonej roboty. Chyba, że o to właśnie, przynajmniej co poniektórym, chodziło.

  13. Uno pisze:

    Czyli jednak myślenie życzeniowe

    [Zechciej zauważyć, uno, że wasza socjalistyczna koncepcja w praktyce padła już na starcie,…]

    W mojej ocenie nasza socjalistyczna koncepcja w praktyce padła dopiero w momencie upadku PPP a nie na starcie. Przepływy pojedynczych osób, czy grupek towarzysko-politycznych są bez znaczenia. Dla nas liczyła się tylko klasowa baza społeczna PPP, czyli WZZ. Wraz z jej utratą rozsypała się koncepcja budowy partii robotniczej na bazie PPP i sama PPP. O tym ile zostało z PPP świadczy częstotliwość aktualizacji strony partyjnej. Nic nie zostało. Oprócz WZZ niewiele wartościowego tam było.

  14. W.B. pisze:

    FLIRT POLSKICH NACJONALISTÓW Z CZWÓRKĄ

    Jakby ci to, uno, powiedzieć. Na zastanym, mocno zabagnionym gruncie PPP i WZZ „Sierpień’80” lansowana przez Kowalewskiego i „czwórkę” koncepcja „socjalistycznej partii pluralistycznej” sprowadzała się już tylko do „partii pluralistycznej” z nacjonalistycznym, robotniczym rodowodem. Z doskoku flirtującej z francuskim listonoszem. Co z tego, że był on z NPA? Ważne, że sutenerem był ZMK.

  15. Uno pisze:

    W tym jakże elitarnym gronie nie uciekamy się do manipulacji i nie wykorzystujemy cudzych wypowiedzi do uzasadnienia własnych fobii personalnych..

    Wszystkie przytoczone utwory ZMK powstały już po rozpadzie PPP i nie miały żadnego wpływu na sytuację w PPP, a tym bardziej w WZZ.

    [„pakiety feminizm + LGBTI”] były nielubiana ale strawne nawet dla byłych działaczy KPN. Problem załatwiono kompromisem, swoistą klauzulą sumienia: członkowie PPP nie mieli obowiązku partycypowania w trockistowskich ekscesach obyczajowych.

    [hegemonię „swojej” międzynarodówki kosztem cudzej – okoniem stanęła „pragmatycznie nastawiona biurokracja związkowa”]

    Walkę o hegemonię ZMK wygrał w przysłowiowych cuglach, przekonując do swojej międzynarodówki liderów związkowych. Nikt w WZZ nie stanął okoniem i jak sami widzicie ZMK nadal jest akceptowany w środowisku WZZ. Cudza międzynarodówka – widząc, że przegrała – strzeliła focha, starym lewackim zwyczajem opluła PPP, zabrała zabawki i poszła do swojej piaskownicy.

    Pragmatyzm związkowy zabił PPP ale nie z powodu działalności ZMK.

  16. W.B. pisze:

    OLIWA NA WIERZCH WYPŁYWA

    Nie wiem, uno, o czym mówisz. Jaki rozpad PPP? Strona internetowa tej organizacji nadal jest aktualizowana.
    Kto jak kto, ale swój zrozumie swego. Na wierzch wyszła tylko pełna akceptacja „robotniczego nacjonalizmu”.
    GÓWNO TEŻ.

  17. Uno pisze:

    [Strona internetowa tej organizacji nadal jest aktualizowana]

    Sześć razy w roku? Przez dwóch młodych zatrudnionych przy redagowaniu „Kuriera Związkowego” i strony WZZ. Możesz śmiało ogłosić światu że pod względem liczebności i aktywności publicystycznej GSR jest gigantem w porównaniu z PPP.

    [Na wierzch wyszła tylko pełna akceptacja „robotniczego nacjonalizmu”.]

    Nigdy nie akceptowałem robotniczego nacjonalizmu. Teraz to wym coś mi wkładacie w brzuch. W pełni akceptowałem natomiast PPP i gdyby związek nie ukatrupił partii to pewnie nadal wojowałbym pod jej sztandarami, ramię w ramię z ZMK, jednocześnie będąc zmuszonym do polemizowania z nim w kwestii ukraińskiej prost a nie pośrednio, jak obecnie.

    Upraszam zawodników wagi ciężkiej o trzymanie postawy godnej fighterów najwyższej klasy.

  18. W.B. pisze:

    NA ZŁODZIEJU CZAPKA GORE

    Oddajmy zatem głos Zbigniewowi M. Kowalewskiemu – niech rozstrzygnie ten spór zażarty.
    A kto, uno, powiedział, że akceptowałeś? Chyba, że za formę akceptacji uznamy przedruk artykułu Kowalewskiego z „Rewolucji” nr 4 z tym oto cytatem:
    „Ogromne zamieszanie w świadomości robotników było nieuchronne i musiało utrudniać im identyfikację własnych – nie tylko historycznych, ale nawet bieżących – interesów. Pod takim czy innym względem tego zamieszania nie mogła uniknąć również organizacja robotnicza, w której świadomość klasowa najbardziej doszła do głosu. Ponadto, ze szczególną siłą w takich regionach, jak Śląsk, i takich gałęziach, jak górnictwo, świadomość tę kształtują osadzające się w naszym kraju struktury i procesy reprodukcji zależnego kapitalizmu. W obrębie światowego i europejskiego systemu kapitalistycznego spychają one Polskę na dawne pozycje kraju zależnego. Tam, gdzie „wyzysk narodowy dopełnia i potęguje wyzysk klasowy” (Trocki), zależny rozwój kapitalistyczny głęboko zniekształca warunki produkcji, którymi dysponuje społeczność narodowa, i uniemożliwia proletariatowi normalizację bazy strategicznej jego walki klasowej. Tam też nacjonalizm jest nieodłącznym składnikiem świadomości robotniczej. Rzecz w tym, jaki jest typ klasowy tego nacjonalizmu, bo w takich krajach istnieje również jego typ proletariacki, a więc – czy zaciemnia on i deformuje świadomość klasową, czy nie. Niektórzy marksiści wiedzą, że wielki irlandzki działacz związkowy i niepodległościowy, socjalista i rewolucjonista James Connolly miał rację, gdy na przełomie XIX i XX w., wbrew przemożnemu nurtowi mechanistycznemu i ekonomistycznemu w marksizmie, twierdził, że u narodów uciskanych i w krajach zależnych proletariacki typ nacjonalizmu i międzynarodowy socjalizm robotniczy nie są przeciwstawne, lecz komplementarne. (1) Wypracowanie takiego typu nacjonalizmu, zgodnego z interesami klasy robotniczej, jest jednak tak samo trudne, jak w ogóle wybicie się ruchu robotniczego na niezależność polityczną. Dopóki to nie nastąpi, świadomość klasową nieuchronnie zaciemniają ideologiczne „gotowce”: reakcyjne drobnomieszczańskie i burżuazyjne formy nacjonalizmu” (patrz: http://1917.net.pl/node/6338).

    Zwłaszcza, że nie przypominam sobie by „Władza Rad” przedrukowała naszą odpowiedź – patrz „Zygzaki na drodze do ‚partii robotniczej'”
    http://www.dyktatura.info/?p=726

    Na złodzieju czapka gore.

  19. Uno pisze:

    Waszą odpowiedź http://www.dyktatura.info/?p=726
    przeczytałem dopiero teraz. Z DP przedrukowujemy tylko dobre, wartościowe teksty. Ten niestety taki nie jest i nie zostałby przedrukowany.

    Z tym tekstem nawet trudno jest polemizować, bo jest to detaliczny, kombatancki opis przepychanek planktonu kompletnie pozbawiony elementów analizy marksistowskiej, klasowej.

    Ten pokłócił się z tamtym, tamten z owym, ten powiedział to a tamten tamto, a całemu złu na lewicy winny jest ZMK, który zygzakował.

    I co z tego. Wy mogliście iść prosto, a skoro tak jak pozostali nie wyszliście na prostą, to znaczy że przyczyna problemów leży gdzie indziej, na pewno nie w zygzakowaniu ZMK, Ikonowicza i kogo tam jeszcze chcecie.

  20. W.B. pisze:

    JAK RZEKA

    Pewnie to samo powiesz o tym:
    http://www.dyktatura.info/?p=754
    To temat jak rzeka. Nie raz i nie dwa do niego wracaliśmy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *