Lekcje nie tylko językowe

0521-OGERELEXUwagi do tekstu Michała Nowickiego „Lekcja francuskiego”

Michał Nowicki szybko zareagował na polemiczny wobec swojego stanowiska względem zatrzymania lidera partii „Zmiana” tekst „Owczy pęd ‚lewicy'”. Nie tylko cieszy mnie ta reakcja (wyrażająca wszak wolę dyskusji), ile jej ton – zważywszy na znaną zadziorność Michała, niezwykle koncyliacyjny. Tym bardziej zachęcają mnie te dwa czynniki do dalszego zgłębiania tematu.

Z przyczyn oczywistych pominę milczeniem „korespondencję z Paryża”, która jest niezwykle interesująca, i którą czytam z zapartym tchem, wobec której jednak sam nie mam niczego do dodania czy sprostowania, bowiem się zwyczajnie w niej nie rozeznaję. Pozostaje mi więc „grunt Polski” – to, co się dzieje na miejscu, do czego sam Michał ma perspektywę dość odległą, choć co w zasadzie dotyczy spraw natury programowo-taktycznej. Można więc pozwolić sobie na większą dozę niezależności względem tzw. „faktów”.

By być maksymalnie zrozumiałym, i by maksymalnie wyłuszczyć płaszczyzny ewentualnego sporu czy porozumienia, odpuszczę stronę formalną na rzecz strony treściowej:

  1. Michał pisze: „W roku 2013 organizowałem pikietę pod ambasadą polską w Paryżu w obronie Ikonowicza, a dziś solidaryzuje się z Piskorskim. Mógłbym się długo zastanawiać kto jest z tej dwójki mi politycznie bardziej odległy. Ale w momencie nagonki i państwowych represji okazuje solidarność. Sam coś takiego przeżywałem.” Po pierwsze, z tego co wiem, od 2011 roku, odkąd Michał jest na stałe na emigracji, w Polsce dowolne państwowe represje dotknęły różne osoby i z różnych przyczyn, dziwić może więc aktywność Michała wobec osób P. Ikonowicza i M. Piskorskiego. Czy nie mieliśmy w tym okresie działań służb państwowych względem protestujących pracowników, eksmitowanych lokatorów, przeciwników zamykania zakładów pracy? Spraw małych, drobnych, bardzo lokalnych, o których ani media, ani zaprzyjaźnieni działacze nie trąbili? Spraw małych, ale bardzo ważnych w życiorysach szeregowych ludzi – nie polityków z pierwszych stron gazet czy z dawnych ław poselskich. Można więc zapytać, co spowodowało – poza zewnętrznym podobieństwem biografii Michała i tychże polityków – do takich akcji solidaryzacji? Po drugie, póki co nic nie wiemy o tzw. „represjach” względem M. Piskorskiego. Nie używajmy więc pojęć, wobec których nie mamy żadnej pewności. O „nagonce” wobec M. Piskorskiego też nic mi nie wiadomo, raczej o generalnym przemilczeniu jego aktywności politycznej w polskich mediach (bo przecież nie w zagranicznych, gdzie był stosunkowo „eksploatowany”) i ewentualnych „podśmiechujkach”, które jednak dla zawodowego polityka nie stanowiły żadnego novum. Po trzecie, sprawa Ikonowicza (wyrok za blokadę eksmisji) i sprawa Piskorskiego (zatrzymanie za „szpiegostwo”, choć właściwie nie wiadomo za co, bo te informacje nie zostały upublicznione, nawet przez samego Piskorskiego czy jego pełnomocników, adwokatów itd.) są zupełnie różnej wagi. Ikonowicz został skazany za działanie, które w odczuciu społecznym uchodzi za „szlachetne”, niektórym może się kojarzyć nawet z kwintesencją „lewicowości”. Piskorski ani nie został za nic skazany, nie został (póki co, jak rozumiem) o nic konkretnie oskarżony – wiemy tylko tyle, że został zatrzymany przez ABW na wniosek prokuratury prowadzącej przez kilkanaście miesięcy postępowanie. Po czwarte zaś, osoby Ikonowicza i Piskorskiego są generalnie bardzo różne, i bliżej jest lokować sympatię do tego pierwszego (polityka lewicy od ponad 30 lat) niż do tego drugiego (podobno lewicowca, ale od w najlepszym razie roku, w dodatku z wieloletnią faszystowską przeszłością). O ile lewicowość Ikonowicza generalnie nie wzbudza mojej obiekcji (choć jest mi dość odległa), tak „lewicowość” pana Piskorskiego budzi moją ogromną podejrzliwość, podobnie jak „lewicowość” zastępu innych, przed nim kreowanych na „lewicowców”, osobników. „Lewicowość” Piskorskiego wyraża się niby w tym, co jest w ogromnej mierze mainstreamem polskiej radykalnej, narodowej prawicy.
  2. Michał pisze dalej: „Ani Piskorski, ani Ikonowicz, ani nikt z GSR nic w mojej sprawie nie zrobili, ale mi to wcale nie przeszkadza.” Ponieważ najwyraźniej wątek styropianowo-martyrologiczny stanowi tak duże znaczenie (pisze Michał dalej także: „I co zrobiliście dla mnie w 2010 gdy zostałem skazany na 100 dni?”), to ja też dorzucę – licytująco – coś od siebie: Ani Michał Nowicki, ani KPP, ani Piskorski, ani Ikonowicz, ani zastępy polskich dyżurnych radykalnych lewicowców, ani nawet ówcześnie niereaktywowany GSR, nie zrobili nic, gdy na mnie w 2007 roku (tak, tak Michale!) spadły represje państwowe w postaci konieczności tłumaczenia się różnym osobom i organom (państwowym i uczelnianym), rozmów z panami z ABW itd. z powodu „funkcjonowania organizacji marksistowskich w państwowych uczelniach wyższych” i działania portalu dyktatura.info. A wszystko się zaczęło od publicznego, z trybuny sejmowej, zapytania poselskiego (nr 2272)… I co? I g..no. Czy z tego tytułu miałem do kogoś pretensje? Nie, bowiem doskonale rozumiałem, że robienie z siebie ofiary jest dobre dla dzieci szukających poklasku, a trudno się dziwić, że państwo kapitalistyczne korzysta ze swoich ustawowych i jawnych organów represji do inwigilowania i ewentualnie „represjonowania” przeciwników tegoż państwa i systemu kapitalistycznego. No chyba, że dla kogoś marksizm i działalność polityczna to siedzenie w kawiarni i pisanie traktatów i hurra odezw na serwetkach. Ale darujmy już sobie i przejdźmy do poważniejszych spraw.
  3. Michał pisze dalej: „Jeśli ktoś coś robi pożytecznego za co zyskuje mój szacunek i za co jest represjonowany przez aparat burżuazyjnego państwa – to ja i tak będę się z nim solidaryzował.” Prywatne wybory Michała Nowickiego są jego sprawą, i dobrze, że w definicji koniugacji podkreślił, że mówi tylko o sobie i w swoim imieniu. Obawiam się jednak, że są one nierealizowalne z przyczyn oczywistych: mnogości sytuacji, w których nie mógłby się Michał uchylić od solidaryzacji. W sytuacji zaś wyboru bardzo konkretnych spraw będzie na nim zawsze ciążyło pytanie o priorytety. Inną kwestią jest to, co obaj rozumiemy przez „robienie czegoś pożytecznego”? Dla marksisty rzeczą pożyteczną jest to, co prowadzi w kierunku realizacji programu wynikającego z teorii marksistowskiej. Czy działalność Piskorskiego prowadziła w kierunku samoupodmiotowienia się klasy robotniczej w sensie zarówno politycznym i ekonomicznym? Mam wątpliwości.
  4. Michał pisze: „Nie zgadzam się z Tobą Piotrze, że z zajęciem stanowiska trzeba czekać na oficjalne papiery od prokuratury. Gościa od wikileaks ścigają za gwałt. Tak już działa ten system, że przeciwnikom politycznym nawet nie daje się możliwości procesu politycznego.” Jeśli nie chce się bezmyślnie kopiować narzucanych „interpretacji”, nie wpadać w szereg jednakowo beczących baranów, zawsze warto dysponować rzetelną wiedzą nt. tego, co się dzieje, z jakiego powodu, co jest czego przyczyną itd. Nie zgadzam się z opinią, że nie trzeba znać faktów, by się oficjalnie wypowiedzieć. Niestety, nie wszystko co robi np. policja (roboczy organ przymusu bezpośredniego organu kolektywnych interesów klasy panującej) jest złe, a każda „ofiara” państwa burżuazyjnego jest do obrony. Działanie szablonami jest najkrótszą drogą do samokompromitacji.
  5. Michał Nowicki pisze: „Na youtube jednak możesz znaleźć ich akcje przeciwko NATO w Polsce i ja te akcje popieram. Przykład Piskorskiego świadczy, że protestowanie przeciwko NATO to zabawa niebezpieczna. Dlatego on ma tak mało naśladowców. Nie podoba Ci się, że Piskorski jest dziś „królem przeciwników NATO” – to go możesz przelicytować.” Zważywszy, że Michał Nowicki powołuje się głównie w swojej wiedzy na materiały z youtube to powinien zaobserwować, że podobne „anty-NATO-wskie” treści (podobnie jak treści antyamerykańskie) są chlebem powszednim części polskiej narodowej skrajnej prawicy (przykład tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=x_3YgdZ7DyY). Tendencje te się nasilają w sytuacji uchwalenia zgody obecności wojsk amerykańskich na terytorium Polski z prawami „eksterytorializacji”. Posłuchajmy to, a zobaczymy, że Piskorski i „Zmiana” w swojej retoryce przeciwko NATO to niewinne dziewczęta na imieninach cioci, a złośliwy mógłby powiedzieć nawet: „koncesjonowana opozycja w polskiej polityce międzynarodowej”. Czy znaczy to, że marksiści i komuniści mają wspierać „Pobudkę”, narodowych socjalistów, Grzegorza Brauna, Polska Wspólnotę Narodową i Bractwo Słowiańskie?
  6. W uwypuklonym przez Michała problemie „stosunku komunistów do ruchu patriotycznego / nacjonalistycznego” mam tylko jedną uwagę, o charakterze zasadniczym. Naszym – marksistów i komunistów – zadaniem nie jest legitymizowanie ruchów, organizacji czy działaczy, którzy być może „słusznie ewoluują”, jednakże nie są „nasi”. Naszym zadaniem, zwłaszcza w sytuacji nieistnienia zorganizowanych struktur, jest spożywanie sił na budowę własnego ruchu i dbanie o legitymizację siebie i swego programu – radykalnie odmiennego od wszelkich programów politycznych partii burżuazyjnych, drobnomieszczańskich, populistycznych, socjalno-nacjonalistycznych czy „lewicowych”. Nie ma drogi na skróty, poprzez podwieszanie się pod kogoś czy „pomoc” komuś, najczęściej nieodwzajemnioną. Dbajmy o siebie chociaż w takim zakresie, w jakim inni dbają o siebie. Wobec siebie – własnego programu, działania i głoszonych poglądów – mamy pełną kontrolę, w przeciwieństwie do środowisk od nas odległych (bardziej lub mniej). Czy będziemy mieli jutro tyle samo sił na dystansowanie się od wczorajszych „sojuszników”, co dziś mamy na ich legitymizowanie? A w zakresie analogii historycznych, zwłaszcza tych względem XIX wieku, dziś tak łatwo nie jest, gdy podziały generalnie zaczęły się zacierać w tym sensie, że skrajna prawica nie miewa żadnych problemów z odwoływaniem się do skrajnie socjalnej retoryki, dotychczas uchodzącej tylko za „lewicową”, a np. ruch zawodowy nie jest już tylko sprawą „lewicy” (wiemy to od czasu uzyskania sił przez komunistyczny ruch społeczny, któremu trzeba było przeciwdziałać na jego płaszczyznach działania).
  7. W drugim zagadnieniu „możliwości współpracy z państwami burżuazyjnymi, które są wrogiem naszego państwa” istnieje znów potrzeba oczyszczenia terenu, by nie bujać w czysto-historycznych dywagacjach. O finansowaniu działalności bolszewików na stronie pojawił się już wykład Borysa Julina, więc jemu oddajmy głos w tej sprawie. W kontekście Piskorskiego trudno jest chyba mówić, że Rosja jest wrogim wobec Polski państwem, choć niewątpliwie oba państwa są burżuazyjne. Po drugie, nie wiemy (ale nie jest tak naprawdę istotne!) czy Piskorski współpracował z Rosją jako z „wrogiem naszego państwa”. Po trzecie, trudno jest twierdzić, że Polska burżuazyjna jest „naszym państwem”… Płaszczyzna dyskusji powinna być inna i powinna zawsze mieć na widoku zasadniczy, ostateczny cel naszego ruchu. Cele współpracy z innymi krajami polskich nacjonalistów (takich jak Piłsudski, Dmowski, czy teraz Piskorski) – to zasadniczo ich problem, bo ocena tej współpracy pociąga inne, niż nasze, kryteria („interesu narodu”, „polskiej racji stanu”, „interesu państwa”, „suwerenności” itd.).

Powyższe punkty, jeśli zajdzie potrzeba, będą rozwijane w toku dalszej dyskusji. Teraz chcę, by jak najszybciej trafiły do zainteresowanych.

P.S.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Lekcje nie tylko językowe

  1. kuternoga pisze:

    „Czy będziemy mieli jutro tyle samo sił na dystansowanie się od wczorajszych „sojuszników”, co dziś mamy na ich legitymizowanie?”

    To dotyczy też uczestnictwa w KODzie. Internet będzie pamietał te słitfocie „lewicowców” z neoliberałami.

  2. piotr pisze:

    @kuternoga

    Tak, prawda. Codziennie każdy z nas – działacz, grupa, środowisko polityczne – pracuje na swój image i wiarygodność.
    Dowcip w tym, patrząc na różne środowiskowo dokonywane wolty, że każdy po takich „romansach” (z liberałami, z nacjonalistami, z biurokracją związkową) udaje jakby urodził się dopiero wczoraj, uważa, że zawsze ma czyste konto i nie ma z czego się rozliczać.
    Czy którykolwiek z niedawnych fanboyów Ziętka i PPP dokonał rozliczenia z tego, co bzdurnego wygadywał i robił?

  3. Brak słów pisze:

    „Niestety, nie wszystko co robi np. policja jest złe, a każda „ofiara” państwa burżuazyjnego jest do obrony”.

    Kompromitujące słowa, zwłaszcza w to w kontekście nasilających się politycznych represji tegoż państwa.

  4. piotr pisze:

    @Brak słów

    Na lewo od rozumu, i pewnie dlatego anonimowy komentarz. Jest więc nadzieja.
    Rozumiem, że pijany kierowca złapany przez policję drogową to ofiara burżuazyjnego państwa, z którą należy się solidaryzować i w sprawie której należy pisać listy protestacyjne. Każdy złapany przez policję kryminalną burżuazyjnego państwa morderca to więzień polityczny – w ich sprawie warto podjąć nawet głodówkę protestacyjną!
    Gratuluję poczucia humoru, chyba, że to świadome działania…

  5. piotr pisze:

    Pytanie do „solidaryzujących się” z „represjonowanymi przez burżuazyjne państwo”:

    Co żeście (z)robili w 2013 roku, gdy burżuazyjne państwo (kierowane przez Platformę Obywatelską) zatrzymało działacza i intelektualistę polskiej koncesjonowanej lewicy – Piotra żuka? (dla przypomnienia: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/766073,profesor-piotr-z-wyszedl-na-wolnosc-ale-jest-drugi-zatrzymany,id,t.html).
    Były pikiety, listy poparcia i solidaryzmu? Fundusze pomocowe? Nagłaśnianie problemu ataku (pod pretekstem gwałtów i czerpania korzyści seksualnych w zamian z zaliczenie egzaminu) burżuazyjnego państwa na radnego i profesora z sercem „po lewej stronie”?
    I czemu nie było? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *