POZA ZASIĘGIEM REFLEKSJI

kendziorek-dalej-2015Najnowszy numer „Dalej!” jest skarbnicą różnorodnych refleksji, które mogą stanowić pożywkę dla niejednej polemiki. Zamierzony pluralizm pisma jest w tym sensie cenny. Dziwi jednak znamienny fakt, że w tym zdawałoby się zażyłym kręgu indywidualności potrafiących pięknie się różnić, polemiki nie istnieją, a rozbieżności stanowisk są przedstawiane w sposób całkowicie bezpłciowy. Po prostu różne opinie znajdują się obok siebie, bez żadnego sygnału mogącego świadczyć o tym, że szanowna redakcja ma do tych opinii jakiś żywy stosunek. „Stosunek mam – zdaje się mówić taka postawa – ale zachowuję go dla siebie”. Ot, wyższa kultura bankowości, tfu, poprawności politycznej, której tacy prostacy, jak my, nie są w stanie pojąć.

Ale do rzeczy. Po tekście Warufakisa w tłumaczeniu Piotra Kendziorka, kolej na tekst samego Kendziorka, równie mocno wpisującego się w najbardziej aktualne kwestie sporne na lewicy.

Problem został wybity już w samym tytule rzeczonego artykułu Piotra Kendziorka: „Czy rosyjski imperializm to mit?”, a kwestia została poddana refleksji na przykładzie sporu o historyczny i obecny charakter stosunków między Rosją a Ukrainą.

Uwagi Kendziorka wspiera lektura książki Mykoły Riabczuka „Ukraina. Syndrom postkolonialny”, wydanej w bieżącym roku. Co prawda, jak pisze sam Kendziorek w podsumowaniu swego artykułu: „Dopiero związek radykalnego projektu demokratycznego z projektem socjalistycznym pozwoliłby zlikwidować bezprawie, wyzysk i różne formy imperialnej dominacji. Niestety, masowe zrozumienie tego związku wymaga tego typu interwencji politycznej, która była typowa dla ruchu robotniczego w okresie jego świetności i która obecnie jest trudna do odtworzenia w Europie Środkowo-Wschodniej. Tutaj ruch robotniczy nie tyle znajduje się w kryzysie (jak na Zachodzie), ale został całkowicie zniszczony i symbolicznie skompromitowany przez molocha biurokratycznego pseudosocjalizmu.
Te kwestie znajdują się poza zasięgiem refleksji Riabczuka, którego perspektywa myślowa jest typowa dla oświeconego wschodnioeuropejskiego liberalizmu. Nie zmienia to jednak intelektualnej wagi jego książki, która pozwala zrozumieć genezę historyczną i skomplikowany charakter stosunków rosyjsko-ukraińskich.”

Problem jednak polega na tym, że w opłakanej sytuacji projektu socjalistycznego wynikającej z co najmniej kryzysu ruchu robotniczego, nawet takiej klasy intelektualista, jak Piotr Kendziorek, nie potrafi wyjść poza ramy ograniczonej, liberalnej refleksji o charakterze nacjonalistycznym, bronionej przez Riabczuka. Uwaga dotyczy zresztą i innych postaci opiniotwórczych na polskiej scenie lewicowej, nie tylko autora przywoływanego tutaj artykułu. Cechą wspólną tym osobistościom jest faktyczne uznanie projektu komunistycznego za nieaktualny, w związku z czym rozpatrują oni problemy polityczne z perspektywy narzuconej przez uznane podmioty gry politycznej, kierując się raczej osobistymi sympatiami i antypatiami niż czymkolwiek innym (dla jednych to sprawa palestyńska, dla innych antyizraelskość utożsamiana z antysemityzmem, ewentualnie rusofobia itd., itp.)

Ale po kolei.
Kendziorek rozpoczyna swoje dywagacje od nawiązania do „antysemickiej w istocie interpretacji syjonizmu jako rasistowskiego przedsięwzięcia kolonialnego”. Można zadać sobie pytanie o to, czy stosunek redakcji „Dalej!” do ludności arabskiej na Bliskim Wschodzie bardziej przypomina paternalizm oparty na kulturotwórczej i demokratyzującej roli państwa Izrael w obliczu amorficznej, narodowo niesprecyzowanej masy arabskiej na terenie ongiś określanym jako Palestyna, czy może raczej chodzi tu o podmiotowe traktowanie Arabów jako równych sobie, a więc godnych otwartej wrogości z wszystkimi tego konsekwencjami. Warto pamiętać o tym, kiedy czyta się o relacji podległości kulturowej Ukrainy wobec Rosji, gdzie Rosji zostanie postawiony zarzut protekcjonalnego traktowania „młodszego” brata.

Przy tym Kendziorek powołuje się na Marksowską analizę ekspansjonizmu carskiej Rosji od XVIII wieku. Kardynalnym punktem jest następujący: „… ekspansjonizm carskiej Rosji był przez Marksa zdecydowanie odrzucany i uważany za zagrożenie dla wszelkich nurtów demokratycznych i socjalistycznych w Europie, mimo że nie łączył go tutaj bezpośrednio z motywami kapitalistycznymi.”

Mamy tutaj jak na dłoni wiwisekcję sposobu myślenia współczesnej radykalnej lewicy:
1. Ponieważ tzw. nowa radykalna lewica nie odrzuca już kapitalizmu uznając, że dziś mamy do czynienia z czymś, co go przekroczyło, z jakąś formą postkapitalizmu, poszukuje w Marksie inspiracji tam, gdzie Marks nie odwoływał się do krytyki kapitalizmu. Uważane jest to zapewne przez intelektualistów typu Kendziorka za szerszą i bardziej fundamentalną bazę refleksji krytycznej.
Po pierwsze, jest w tym grzech poplątania konkretu i abstrakcji, wynikający z zamierzonego zlekceważenia następstwa historycznego, które miało dla Marksa – jako pojętnego ucznia Hegla – zasadnicze znaczenie.
O ile w analizie Marksa odnoszącej się do XVIII-wiecznej Rosji można było abstrahować w jakimś stopniu od stosunków kapitalistycznych, albowiem w odniesieniu do stosunków rosyjskich stosunki kapitalistyczne oznaczały postęp, o tyle nieprawomocne jest powoływanie się na Marksa w kontekście oceny ZSRR czy Rosji, abstrahujące od kapitalizmu.
Abstrahowanie od konkretno-historycznej sytuacji zawsze owocuje abstrakcyjnym, arbitralnym moralizatorstwem, niczym innym. I tak jest w przypadku Kendziorka;
2. Rosja początku XIX wieku była filarem reakcyjnych sił w Europie, które we własnych krajach stały w obliczu narastającej fali ruchów rewolucyjnych, kwestionujących burżuazyjne porządki. Jednak z chwilą, gdy Rosja włączyła się nurt europejskich przemian politycznych, wytwarzając własne siły rewolucyjne, przestało być zasadne traktowanie Rosji jako reakcyjnego monolitu. Pod tym względem Rosja „znormalniała”. Stanowisku Marksa i Engelsa w tym względzie również ewoluowało, co odbiło się skądinąd na postrzeganiu Polski. W wyniku przemiany Rosji, Polska nagle zajęła miejsce ostoi reakcji, wypadając ze ścieżki rozwoju narodu historycznego – co zauważył Engels. Właśnie zażarta rusofobia, której nie podzielali pierwsi socjaliści polscy, a Róża Luksemburg nawet pokładała nadzieje na rozwój silnej gospodarki polskiej w oparciu o dominację polską nad zacofaną gospodarką rosyjską, upatrując w tym zbiegu okoliczności szansę dla obu gospodarek rozwijających się symbiotycznie, a nie konkurencyjnie (w której to konkurencji Polska, jak można było przewidzieć, nie miała żadnych szans), stała się jedynym pretekstem, na którym można było się oprzeć w odwlekaniu wyroku historii.
Od końca XIX wieku Polska, poza okresem 1945-1989, uzasadniała swoją rację bytu niemal wyłącznie jako siła wspierająca europejską reakcję (przejmując tę rolę od Rosji – o czym wyżej). Do roli tej nawiązano i kontynuuje się ją od 1989 roku, od czasu transformacji ustrojowej. W świecie, w którym narastają ponownie siły rewolucyjne, pozycja Polski staje się coraz bardziej anachroniczna i okazuje się w całej okazałości to, że istnienie polityczne Polski ma charakter widmowy i że jest ono całkowicie zależne od potencjału światowej reakcji. A więc, jeśli Polska nie zdobędzie się na przemianę jakościową, na odrodzenie autentycznie rewolucyjnego ruchu robotniczego, to czeka ją los narodu ahistorycznego, czyli najprawdopodobniej czeka ją kolejny rozbiór.

Przechodząc jednak, po tych dygresjach wywołanych aluzjami Kendziorka, których nie sposób było pozostawić bez odpowiedzi, do meritum, skupimy się na kilku sprawach.

W kontekście tego, co powiedziano wyżej, czyli w kwestii wstrzelenia się bądź nie w tendencję historyczną (inaczej: w postęp lub regres historii), warto zastanowić się, w jakiej relacji do owej tendencji pozostaje tworzenie nowych państw narodowych. Tendencja rozwoju kapitalizmu pokazuje, że łagodzenie skutków niepohamowanej konkurencji kapitalistycznej dokonuje się poprzez integrację w uniach o charakterze gospodarczym. Konkurencja przenosi się na wyższy poziom, a mianowicie obecnie konkurują ze sobą unie, obszary w jakimś stopniu scalone. Ukraina jest elementem owej konkurencji na wyższym poziomie, a nie wynikiem jakiejś troski krajów Zachodu o oddanie jej sprawiedliwości dziejowej.
Mając to na uwadze, trudno abyśmy się podniecali sprawą „niepodległości” Ukrainy, skoro zasadniczym celem awantury jest rywalizacja ekonomiczna z Unią Celną powołaną przez Rosję. Przykro, ale nie kupujemy łzawo-sentymentalnej argumentacji o upośledzeniu ukraińskości w momencie, kiedy widzimy, jak traktowana była i jest ludność rosyjskojęzyczna w samostijnej Ukrainie. Te obserwacje każą nam tylko usilniej wierzyć w to, że jedynie zniesienie kapitalizmu przerwie ten łańcuch wzajemnych okrucieństw dokonywanych przez szczute na siebie odłamy ludności.
Patrząc z tego punktu widzenia, możemy dostrzec, że w międzynarodowej rywalizacji o zasoby niezbędne do rozwijania gospodarki dochodzi do zaostrzenia kursu, co może skutkować kolejną wojną światową.

Do dziś zdawało nam się, że nie musimy członkom redakcji „Dalej!” przypominać, że nie jest zgodnym z marksistowskim światopoglądem przyjmowanie perspektywy konkretnego narodu, konkretnego państwa (chyba, że chodzi o państwo proletariatu); że utrwalanie świadomości tożsamości narodowej w opozycji do innego narodu nie posuwa naprzód sprawy emancypacji ludzkości. Wydawało nam się, że Piotr Kendziorek nie podąża tą samą drogą, co Zbigniew Marcin Kowalewski. Ale, jak widać, ich drogi czasem się schodzą w złudnej nadziei.

Musimy ich rozczarować. Nie ma nadziei na to, że Ukraina wniesie jakieś nowe, demokratyczne standardy do zapyziałej Unii Europejskiej. Z tej choćby prostej przyczyny, że kraje Unii nie wpuszczą do siebie Ukrainy (o ile w ogóle – w końcu to coś jakby Grecja do dziesiątej potęgi) dopóki nie przyjmie ona jej standardów, miast narzucać swoje, majdanowe. Nawet gdyby, przypuśćmy niewiarygodną supozycję, Ukraina w osobie prezydenta Poroszenki czy innego oligarchy kiedykolwiek nosiła się z zamiarem, aby to zrobić. Wszak kolejne majdany, dopominające się kontynuacji i pogłębienia linii majdanu prodemokratycznego, zostały po prostu rozpędzone przez „niezależne” władze.

Wbrew wzmożonej propagandzie, coraz liczniejsze grupy lewicy na Zachodzie przestają ulegać histerii antyrosyjskiej, dostrzegając w nowokształtującej się strukturze państwowej na Ukrainie twór żywcem wyjęty z najbardziej ponurych kart czarnosecinnych pomysłów na władzę. Zamiast uczyć mechanizmów demokracji bezpośredniej, Ukraina staje się ostoją reakcji, podobnie jak Polska. Wynika to, m.in. z karykaturalnej rusofobii obu państw, wynikającej z faktu, że nie mają one wszak na arenie światowej innych podstaw do podmiotowości.

W świetle dzisiejszych posttrockistowskich wyborów politycznych można dopatrzyć się w niegdysiejszych postawach wobec ZSRR, ujętych w modnych w swoim czasie opracowaniach myślicieli niekoniecznie związanych z ruchem robotniczym, nieco innych motywacji niż tylko wynikających ze stalinowskiej zdrady leninowskich ideałów i standardów politycznych. Dla większości prostych ludzi na całym świecie, okres ten, zwłaszcza po doświadczeniach ostatnich 25 lat, pozostanie czasem alternatywy – niewykorzystanej, ale autentycznej. I jeżeli Kendziorek dziwi się, że to właśnie na obszarach Hołodomoru stanowiącego mit założycielski państwa ukraińskiego ludność broniła pomników Stalina (i Lenina), to świadczy to o tym, że tzw. nowa radykalna lewica niczego nie rozumie i zrozumieć nie jest w stanie.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

27 września 2015 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polemiki i dyskusje, Recenzje, Ukraina i "Rosyjska wiosna". Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „POZA ZASIĘGIEM REFLEKSJI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *