DECYDUJĄCY CZYNNIK

GSR-znak-malyProblem lewicy, to nie tylko problem ofensywności prawicy. Lewica ma problem, przede wszystkim, ze sobą. W trakcie ostatniej kampanii wyborczej i podczas rozliczania jej klęski, lewica parlamentarna i okołoparlamentarna, wydusiła z siebie nareszcie wyznanie, że jedynym, co odróżnia lewicę od (cywilizowanej) prawicy, jest stosunek do kwestii swobód obyczajowych i do roli Kościoła w państwie.

Podobnie jak cywilizowana prawica ma kłopot z nacjonalistycznym, ekstremistycznym skrzydłem, podobnie lewica miewa kłopot z radykalną lewicą. W obu przypadkach ekstrema służą zarówno lewicy, jak i prawicy, do legitymizowania własnej pozycji jako siły spokojnej, cywilizowanej, pozbawionej cechy zapalczywości czy ciągot do autorytaryzmu.

Zarówno dla centrowej prawicy, jak i centrowej lewicy, własne ekstrema są jednocześnie najgorszym wrogiem, ponieważ zagrażają ich legitymacji do sprawowania władzy w społeczeństwie, które ceni sobie umiarkowanie i w którym fala radykalizacji świadomości społecznej zanika równie szybko, jak narasta.

W okresie powojennej prosperity radykalna prawica przeszła swój proces krystalizacji i umocnienia w zaciszu swoistego podziemia. W tym samym czasie radykalna lewica ulegała erozji i ewolucji w kierunku socjaldemokratycznym, ponieważ – paradoksalnie – lewicowość była w jakimś sensie modna. Oczywiście, lewicowość zreformowana, tak aby nie przeciwstawiała się zmieszczaniałej w warunkach względnego dobrobytu świadomości społecznej.

Jednym słowem, ewolucja radykalnej lewicy i radykalnej prawicy przebiegała w przeciwstawnych kierunkach. To by tłumaczyło większą ofensywność radykalnej prawicy w sytuacji, kiedy zaczął się załamywać pozorny spokój kapitalistycznego rozwoju w krajach rozwiniętych.

Radykalna lewica pozbyła się bagażu marksizmu, który – jak na jej gust – zbyt ostro rysował przeciwieństwo między socjalizmem a gospodarką rynkową oraz całkowicie niesłusznie stawiał na klasę robotniczą jako na czynnik realizujący bardzo konkretną misję historyczną. Dobrobyt był wszakże wynikiem sprawnego działania wolnego rynku z elementami państwowego interwencjonizmu (niesprzecznego z kapitalizmem!), a robotnikom skapywało z tego wystarczająco, aby zneutralizować ich żądania klasowe.

W tej atmosferze odrzucania marksizmu na rzecz teorii burżuazyjnych w ekonomii i socjologii przez samą radykalną lewicę, krytyka prawicy i radykalnej prawicy miała ułatwione zadanie. Sprzyjało temu przechodzenie młodych radykałów, nierzadko spod znaku posttrockizmu, w szeregi polityków oficjalnych, mainstreamowych, ba, rządowych, w myśl zasady, że mądrzeje się z wiekiem, a kto za młodu nie był socjalistą, ten na starość pozostanie sukinkotem…

Niemałe znaczenie miała też systematyczna krytyka stalinizmu i ZSRR jako tworów totalitarnych. Krytyka – skądinąd słuszna – stalinizmu, była jednak prowadzona nie z pozycji klasowych, ale z pozycji burżuazyjnych: totalitaryzm versus demokracja. Była to krytyka ahistoryczna, koniunkturalna, gdyż prowadzona z pozycji emocjonalnych oraz obliczona na legitymizację radykalnej lewicy w demokracji burżuazyjnej. Jej zaletą była prostota, by nie rzec – prymitywizm. Prowadzona przez ludzi, którzy najpierw przeprowadzili krytyczny rozbiór współczesnej klasy robotniczej, musiała siłą rzeczy być krytyką abstrakcyjną i ahistoryczną. Niemniej, wnioski były akceptowalne w środowisku akademickim.

Na krytyczną analizę roli klasy robotniczej złożyły się różne czynniki. Pozorne przejście krajów wysokorozwiniętych na poziom super-, a następnie postindustrialny, unicestwiało klasę robotniczą i jej znaczenie obiektywnie. Do tego dochodził jeszcze element walki bieżącej: rok 1968 miał decydujące znaczenie dla percepcji klasy robotniczej w oczach radykałów lewicowych. Klasa robotnicza okazała się siłą o wiele mniej „rewolucyjną” niż młodzież, studenci czy inteligenci w ogóle. W Polsce mieliśmy poza tym do czynienia z ujawnieniem się silnego nurtu antysemityzmu w rządzącej partii i z brakiem sprzeciwu, a nawet z niejakim poparciem, wobec owego nurtu ze strony robotników.
Również to zjawisko nie zostało właściwie zinterpretowane przez radykalną lewicę, natomiast radykalna lewica „obraziła się” ostatecznie na klasę robotniczą. Efektem było, jeśli nie wrogość, to odpuszczenie sobie przez radykałów podmiotowego traktowania klasy robotniczej.

Tymczasem, jak widać, stosunek do klasy robotniczej jest równie istotnym czynnikiem konstytuującym dla rewolucyjnej lewicy, jakim dla skrajnej prawicy jest nacjonalizm.

Jak pokazuje doświadczenie, jakiekolwiek drogi na skróty, którymi radykalna lewica chciałaby odbudować swoje znaczenie i swoją siłę w walkach społecznych, czyli pomijając tę kwestię, są całkowicie kontrproduktywne.

Ale uwaga! Mechaniczne zastępowanie dotychczas powszechnie funkcjonującego pojęcia „klasa pracownicza” pojęciem „klasa robotnicza” nie ma nic wspólnego z postulowanym tu przełomem świadomościowym działaczy rewolucyjnej lewicy, a który jest warunkiem zmiany sytuacji owej lewicy i ukształtowania się jej tożsamości, która odróżniałaby ją od centroprawicy.
Część działaczy postępuje właśnie wedle tego modelu i zaczyna operować pojęciem „klasy robotniczej” mając na myśli zasadniczo to samo, co do tej pory. Poszerzając tym samym jedynie ogół pracowników o grupę robotników, którzy stanowią jednak tylko wisienkę na torcie, a nie zakwas w chlebie.

Rewolucyjna lewica ma dużo lekcji do odrobienia w tej kwestii ze względu na dziesięciolecia odpuszczania pola nie tyle wrogim siłom zorganizowanej burżuazji, co ulegania sile propagandy klasy dominującej. No cóż, robotnicy ulegają sile militarnej wroga, zaś intelektualiści ulegają sile propagandy ubranej w szaty naukowe.

Do tych lekcji należy powrót do myśli Lenina, traktując ją nie jako prawdę objawioną, ale jako doskonały przyczynek do zrozumienia późniejszych trudności ofensywy socjalizmu przy pozornym ustępowaniu przeciwnika. Również okres stalinizmu należy rozumieć i interpretować historycznie, a nie z punktu widzenia idealizacji moralności burżuazyjnej. Należy rozumieć ewolucję biurokracji, tak jak ją przedstawiał Trocki. Należy widzieć również okres powojenny nie tylko w tzw. demoludach, ale i na Zachodzie, nie jako okres stracony, ale jako okres bezcennego, choć kontrowersyjnego, doświadczenia przede wszystkim własnych słabości. To tylko etap walki, chociaż obecnie sytuacja jest o wiele trudniejsza i wymagająca o wiele więcej staranności w postępowaniu ze względu na nałożenie się problemów.

Ale te trudności też są tylko względne, gdyż te same czynniki, które komplikują sytuację jednocześnie upraszczają możliwości interpretacyjne. A więc, o ile sytuacja obiektywna, zaostrzając się, sprzyja radykalizacji świadomości społecznej, o tyle doświadczane klęski o wiele skuteczniej niż sukcesy skłaniają do przewartościowań, które pozostają jedyną nadzieją na to, żeby czynnik subiektywny (kadry rewolucyjne) szybciej ewoluował i nabierał rozumu, starając się nadążyć za radykalizującą się świadomością.

GRUPA SAMORZĄDNOŚCI ROBOTNICZEJ

26 lipca 2015 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Grupa Samorządności Robotniczej, Teksty bieżące, Teoria i metoda. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „DECYDUJĄCY CZYNNIK

  1. B.B. pisze:

    POLECAM
    Wywiad, który udzielił Wasilij Kołtaszow redakcji Rabkor.ru, pod znamiennym tytułem „Chińska katastrofa ekonomiczna”
    http://rabkor.ru/columns/interview/2015/07/30/the-chinese-economic-disaster/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *