TU WŁAŚNIE JEST PIES POGRZEBANY

Jan Guz i Lech Wałęsa - historyczni grabarze ruchu związkowego

Jan Guz i Lech Wałęsa – historyczni grabarze ruchu związkowego – na imprezie u Pracodawców RP

(CZYLI DLACZEGO LEWICA NIE JEST W STANIE ZAKWESTIONOWAĆ KAPITALIZMU)

Perspektywa porozumienia szeroko rozumianej lewicy pod egidą OPZZ obudziło nastroje mniej lub bardziej nasilonego entuzjazmu po lewej stronie sceny politycznej. Pomimo wyraźnej deklaracji przewodniczącego Jana Guza, że ruch związkowy realizuje cele ekonomiczne, o których wsparcie zabiega tak u lewicy, jak i u prawicy, lewicowi radykałowie liczą na to, że prosocjalne nastroje w szeregach związkowych automatycznie przesuną sympatie na lewo.

Jak zawsze, radykalna lewica ma zasadniczy problem z rozumieniem sytuacji. Po pierwsze, OPZZ – jakby się Guz nie starał odtworzyć dziewictwo polityczne swego ruchu – jest związane tradycyjnie z SLD. Z tego wynika, że działacze związkowi, z którymi tak naprawdę przyjdzie się porozumiewać w kwestiach programowych, jeśli w ogóle dojdzie do tak wymarzonej sposobności, mają ugruntowane poglądy socjaldemokratyczne i są odporni na radykalizację świadomości społecznej tych, których interesy teoretycznie reprezentują. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że rusza ich dopiero klęska wyborcza SLD, zaś kontestacja systemu odbywa się w granicach i ograniczeniach SLD-owskiej socjaldemokracji. Wbrew oczekiwaniom radykalnej lewicy pozaparlamentarnej, ruch związkowy nie jest bezpański i nie oczekuje deklaracji programowych niczym kania dżdżu. Oczekuje natomiast polepszenia PR-u wspomagającego SLD i na tym właśnie polu mają się wykazać siły lewicy radykalnej, tj. radykalniejszej od SLD – o co nietrudno.

Mówiąc krótko, radykalizacja działaczy związkowych ma charakter koniunkturalny, zaś ich zasadniczym zadaniem pozostaje niedopuszczenie nieodpowiedzialnych radykałów do mas związkowych, na które mogliby oni wywierać zgubny wpływ. Stąd porozumienie wokół OPZZ musi przestrzegać maksimum programowego wyznaczonego przez samo OPZZ. Rozumie się to samo przez się, zwłaszcza że lewicowy radykalizm sam jest mocno ograniczony socjaldemokratycznym horyzontem aspiracji.

Kampania wyborcza pokazuje, że demagogia populistycznych haseł nie zna partii politycznych ani granic rozsądku systemowego. Na ten zawsze jest czas później, kiedy już dana formacja lub partia władzę zdobędzie. Z tego względu, radykalna lewica może czuć się uśpiona i uspokojona w swej podejrzliwości, ponieważ OPZZ – na fali socjalnego radykalizmu prawicowego populizmu – przełknie takie hasła, które całkowicie radykałów usatysfakcjonują. A jednak…

Jak radykalne nie byłyby żądania bardziej sprawiedliwej redystrybucji dochodów, nie są one w stanie zakwestionować systemu kapitalistycznego. Jest tak wbrew temu, co twierdzą lewicowi, zawodowi optymiści, ponieważ każda próba zakwestionowania kapitalistycznego sposobu produkcji będzie się wiązała z koniecznością obniżenia indywidualnych dochodów, wynikającą ze zmiany celu produkcji i nastawienia na zabezpieczenie potrzeb społeczeństwa dzięki społecznym funduszom spożycia. Będzie to nieuchronnie odczytywane jako spadek indywidualnego poziomu życia.

Tak więc, wbrew temu, co stanowi aksjomat lewicowej głowy, radykalizacja postulatów społecznych nie prowadzi do antykapitalistycznej zmiany, a co najwyżej do zaostrzenia konkurencji między poszczególnymi grupami pracowniczymi. Kapitalistom w to graj, ponieważ aby sfinansować ustępstwa na rzecz jednej grupy pracowniczej, sięgają do innej albo zaostrzają wewnętrzna konkurencję i zdobywają środki bez zmiany reguł gry.

Zakwestionowanie kapitalizmu nie może też polegać na aktywnym włączeniu się pracowników w system kapitalistyczny poprzez tworzenie własnych, nawet najbardziej samorządowych i sprawiedliwie zarządzanych spółek produkcyjnych czy usługowych.
Paradoksalnie, można powiedzieć, że w społeczeństwach Zachodu mamy do czynienia z dość daleko posuniętym systemem (fakt, że zbiurokratyzowanych) rozwiązań socjalnych, kanałami umożliwiającymi poszerzanie reform socjalnych na drodze demokratycznej. Paradoksalnie, ponieważ – jak widać – systemu kapitalistycznego to w żadnej mierze nie zniosło, a nawet nie naruszyło. Nie tu jest więc problem. Dotychczas socjaldemokracji, która z pewnymi wzlotami i upadkami zawiadywała owym procesem od zakończenia wojny, udawało się jako tako panować nad sytuacją, a nawet poszerzać swój system z rozwiązań obowiązujących w jednym kraju na system tzw. Europy socjalnej. Europa socjalna była zresztą szczytem marzeń polskich radykałów lewicowych z początku transformacji i, jak widać, nic się u niej w tym względzie nie zmieniło.

Zmienił się natomiast świat, który przybrał zupełnie inną dynamikę. I tu właśnie jest pies pogrzebany. Niemożność zbudowania sensownej lewicy polega na tym, że dynamiką w obszarze, póki co jeszcze wiodącym świata, jest dynamika odchodzenia od tej, opisanej wyżej logiki socjaldemokratycznej. Trudno nie doszukiwać się tu całkiem racjonalnego procesu.
Otóż, przede wszystkim, zmieniła się sytuacja globalna. Istnienie „bloku wschodniego” narzucało złagodzenie kapitalistycznej, wyniszczającej konkurencji. Jakby nie patrzył, istnienie tego bloku dawało możliwość kierowania się w stosunkach międzynarodowych zasadami pozaekonomicznymi (o zgrozo! – politycznymi), a planowość, jakby ona nie była ułomna i iluzoryczna, zwalniała nacisk na podmioty międzynarodowe i dawała im możliwość manewru, w którym nie było natychmiastowej kary za brak realizacji celu – w kapitalizmie: maksymalizacji zysku, w socjalizmie: zaspokojeniu rosnących aspiracji społecznych. W tym ostatnim, brak konieczności rozliczania się ze zobowiązania, które w systemie stalinowskim stało się własną karykaturą, jest chyba oczywisty.

System realnego socjalizmu był w sposób oczywisty systemem mniej wydajnym i zupełnie niekonkurencyjnym w stosunku do systemu kapitalistycznego. ALE NIE TAKI BYŁ WSZAKŻE JEGO CEL. Ba, cel charakterystyczny dla kapitalizmu został świadomie odrzucony. Po upadku systemu realnego socjalizmu kraje Trzeciego Świata przestały być, choćby gorszym, partnerem, a stały się rywalem i konkurentem, którego należało zniszczyć. Stosunki z Trzecim Światem nabrały charakteru konfrontacyjnego. Z tego powodu na nowo ujawniły się sprzeczności między Pierwszym a Trzecim Światem, które w okresie kilku powojennych dekad utraciły swą traumatyczną treść wynikającą z przeżyć epoki kolonialnej. Ta traumatyczna przeszłość stała się nagle najważniejszym wyznacznikiem relacji między Pierwszym a Trzecim Światem. Podobnie rzecz się ma na obszarze poradzieckim, i z tego samego powodu – powrotu do kapitalistycznej konkurencji. Powróciły zamrożone na czas socjalizmu wrogości o charakterze etnicznym (społeczeństwo burżuazyjne kształtowało się, warto pamiętać, na doktrynalnej podstawie narodowej). Te wrogości są tylko ideologicznym wyrazem istotnej wrogości ekonomicznej, wynikającej z kapitalistycznych stosunków społecznych, a jednocześnie najpotężniejszym spoiwem, które przeciwdziała procesom erozji i przezwyciężania kapitalizmu.

Nie można więc – z punktu widzenia lewicy – walczyć o reformowanie kapitalizmu nie zdając sobie sprawy z tego, że jest to walka, która ma bezpośrednie przełożenie na złożony kompleks relacji globalnych. Biorąc to pod uwagę, musimy sobie także zdawać sprawę z faktu, że walcząc o reformowanie kapitalizmu u siebie, robimy to kosztem Trzeciego Świata. Nowa radykalna lewica powiela grzechy socjaldemokracji wyrażającej interesy arystokracji robotniczej, z tą różnicą, że obecnie bardziej reprezentuje interesy szerokiego społeczeństwa składającego się (w 90% – jak to lubi podkreślać) z ludzi pracy najemnej, a nie z robotników produkcyjnych.

Jeżeli lewica chce sama siebie traktować poważnie, to powinna również wyciągać wnioski z własnej, „radykalnej” krytyki Lenina i bolszewików. To znaczy, że jeśli krytykuje bolszewików za rozpoczynanie rewolucji w kraju zacofanym, jakim była Rosja, to powinna wiedzieć, że w krajach rozwiniętego Zachodu zadanie lewicy społecznej nie polega na powiększaniu zasięgu praw socjalnych, ale na walce o zmianę ustroju społeczno-politycznego, czyli o radykalnie odmienne stosunki produkcji. A nie o inną dystrybucję (inna dystrybucja jest możliwa – głoszą radykałowie).

W krajach Trzeciego Świata dopiero powstaje zradykalizowana świadomość społeczna, która jest w tej fazie podatna na działania demagogów i populistów, zwłaszcza prawicowych, albowiem taka jest dynamika globalna – odchodzenia od zabezpieczeń socjalnych kojarzonych z zachodnimi demokracjami ze względu na kryzys systemowy i zwycięstwo ideologii indywidualistycznej, która nakazuje szukać sposobów na przetrwanie w pojedynkę, w wąskich grupach interesu, albo, co najwyżej, w ramach jednostki etnicznej.

Współczesna tzw. nowa radykalna lewica jest identyczna z socjaldemokracją okresu rewolucyjnego, który nastąpił po I wojnie światowej. Zajmuje się ulepszaniem demokratycznych rozwiązań systemu burżuazyjnego proponując ewolucyjnego reformy mające doprowadzić do pokojowego przerośnięcia kapitalizmu w socjalizm, tj. – bez rewolucyjnego bezhołowia i terroru! Zapomina się jednocześnie, że wojna i terror są już obecne na świecie (dopóki nas nie dotyczą bezpośrednio, a jeśli to zagrożenie już dostrzegamy, to przyjmujemy, że należy je zwalczać przy pomocy aparatu represji państwa kapitalistycznego). Skala konfrontacji wymusza na radykalnej lewicy opowiedzenie się za lub przeciw okopywaniu się w twierdzy zachodniego dobrobytu. Ideologicznie wymaga ta sytuacja opowiedzenia się za lub przeciw dotychczasowemu systemowi zabezpieczeń socjalnych, które w kapitalizmie są umożliwione dzięki eksploatacji Trzeciego Świata.

Bez perspektywy komunistycznej dla świata Zachodu, nie ma mowy o przezwyciężeniu narastającej groźby konfrontacji z Trzecim Światem. Starcie to będzie ubrane w ideologiczne szaty „zderzenia cywilizacji”, tak naprawdę będąc skutkiem kolejnej zdrady socjaldemokracji wobec ruchu rewolucyjnego.
Zadanie w obszarze Zachodu jest tym trudniejsze, że zachodnie społeczeństwo burżuazyjne zdołało w zasadzie przerzucić produkcję materialną poza własne terytorium, oddalając tym samym groźbę w postaci rewolucyjnego ruchu robotniczego. Inne odłamy świata pracy najemnej są bezalternatywnie uzależnione od sukcesów kapitalistów w rywalizacji na rynkach światowych. Przejęcie przez pracowników przedsiębiorstw sektora usług, handlu i finansów nie może zmienić relacji na rynkach światowych, ponieważ opiera się na przechwytywaniu nadzwyczajnej wartości dodatkowej, a nie na tworzeniu bogactwa materialnego jako takiego. Natomiast przejmując produkcję bogactwa materialnego (co jest możliwe bez osiągania zysku, a tylko wartości dodatkowej), klasa robotnicza jest w stanie zastąpić kapitalistę i zorganizować produkcję dla zaspokojenia potrzeb całego społeczeństwa. Przejmując przedsiębiorstwa, których zysk polega na wykorzystywaniu przewagi politycznej płynącej z powiązania z państwami lub organizacjami ekonomicznymi dominującymi na rynku, pracownicy nie zmieniają niczego, ponieważ jedyne, co mogliby zrobić, to zlikwidować własną działalność. A to byłoby samobójstwem działaczy proponujących takie rozwiązanie.

Dlatego, wbrew utopijnym mrzonkom anarchistów, konieczna jest władza państwowa lub ponadpaństwowa, która potrafi posterować procesami społecznymi, a które niekoniecznie będą się podobały ogółowi. Konieczne jest państwo (lub superpaństwo), w którym będą partie polityczne kierujące się wyrazistymi programami politycznymi, i w którym demokracja będzie podporządkowana realizacji programu komunistycznego rozumianego nie jako ucieleśnienie Uniwersalnej Sprawiedliwości, ale jako realizacja interesu klasy producentów wartości dodatkowej. Najważniejszym elementem tego programu jest, oczywiście, orientacja na interes klasy robotniczej, czyli klasy zdolnej zastąpić klasę kapitalistów w organizowaniu systemu produkcji.

Współczesna lewica nie jest, mimo szumnych deklaracji, lewicą antykapitalistyczną. Eskalowanie radykalizacji haseł socjalnych jest działaniem kontrproduktywnym, ponieważ społeczeństwo nie jest bandą idiotów i dostrzega nierealność takich postulatów w obecnej sytuacji gospodarczej i politycznej na świecie. Jeżeli populizm ma jednak wzięcie, to ze względu na nadzieję wyborców, że da się trochę poprawić sytuację dzięki natychmiastowemu przejęciu części zasobów znajdujących się w posiadaniu grup społecznych określonych jako „obce”. Odróżnianie się lewicy hasłami swobód obyczajowych i światopoglądem sprowadzającym się do stosunku do życia poczętego in vitro, nie jest różnicą odnoszącą się do postawy pro- czy antykapitalistycznej. Jednocześnie, takie samookreślenie przekreśla możliwość populizmu lewicowego (i w związku z tym wzrostu poparcia dla lewicy) z tego względu, że wskazuje na – zdaniem społeczeństwa – utopijne źródła finansowania słusznych postulatów socjalnych. Chodzi tu o opodatkowanie dla rodzimego kapitału w sytuacji, kiedy nie wskazuje się na alternatywny sposób produkcji w stosunku do kapitalistycznego. Na ewentualną alternatywę w postaci socjalizmu czy komunizmu, prawica przygotowała już skuteczną obronę w postaci ideologii, w której socjalizm czy komunizm są bezapelacyjnie prezentowane jako doktryny zbrodnicze.

Poważnie lewica może się odróżniać stosunkiem do konfliktów wojennych wywoływanych przez zachodni, głównie amerykański, kapitał. Ale tu, jak widać, radykalna lewica jest zasadniczo podzielona. Ta zaś, która ustosunkowuje się do owych konfliktów w sposób odbiegający od mainstreamu, przyjmuje definiowanie sytuacji dokonane przez nacjonalistyczną prawicę i w ten sposób również nie dokonuje samookreślenia jako lewicy.

Na postawione w tytule pytanie można więc zasadnie odpowiedzieć, że na dzień dzisiejszy, lewica nie jest w stanie zakwestionować kapitalizmu, a nawet znajduje się bardzo daleko od takiej możliwości.
Jedynym optymistycznym sygnałem jest to, że podziały na lewicy zaczynają przybierać charakter programowy, a nie personalny i organizacyjny, jak to miało miejsce przez ćwierć wieku zdominowane przez hegemonię posttrockistowską, programowo homogeniczną, ale przez przenoszenie własnej rozsypki organizacyjnej i godne kapitalistów rywalizacje na teren Polski przyczyniające się skutecznie do zniszczenia w zarodku jakichkolwiek prób wykrystalizowania się rodzimych organizacji lewicowych, odradzających własne, rodzime tradycje. I w ten sposób epoka kolonizowania lewicy w Polsce przez zdegenerowane grupki posttrockistowskie zapewne definitywnie się zakończyła w obliczu kryzysu politycznego przerastającego jej intelektualne i praktyczne możliwości.

GRUPA SAMORZĄDNOŚCI ROBOTNICZEJ

28 czerwca 2015 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Grupa Samorządności Robotniczej, Polemiki i dyskusje, Teoria i metoda. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „TU WŁAŚNIE JEST PIES POGRZEBANY

  1. Antonio Roberto As pisze:

    Oportunizm oraz kapitulacja

    Problemy o których mowa w najnowszym tekście GSR mają podłoże w ewolucji ugrupowań socjaldemokratycznych i tzw. na lewo od „socjaldemokracji” w kierunku jeszcze dalej posuniętego pragmatyzmu politycznego oraz oportunizmu. Socjaldemokracja koncesjonowana przez system kapitalistyczny od ponad 100 lat w istocie praktykuje oportunizm polityczny owocujący teoretycznym uzasadnieniem czyli rewizjonizmem. Nie bez powodu pojawił się główny teoretyk tej socjaldemokracji czyli Bernstein…
    Do tej socjaldemokracji dołączyła tzw. radykalna lewica często formalnie „komunistyczna”, która przez ostatnie 40, 30 lat jawnie już zadowala się już tylko pokojową koegzystencją z burżuazją oraz warstwami drobnomieszczańskimi i w najlepszym razie broni resztek „zdobyczy socjalnych”… Tzw. radykalna lewica w istocie stała się tą „starą socjaldemokracją” i właściwie również pogodziła się z kapitalistycznym sposobem produkcji – nastawia się tylko na „sprawiedliwszy podział” w ramach systemu kapitalistycznego… Doskonale widać na przykładzie Syrizy, iż jest to ugrupowanie starające się być takim „starym PASOK-iem”… Ten kryzys tzw. starej socjaldemokracji oraz tzw. radykalnej lewicy, właściwie kapitulacja socjalnej lewicy politycznej ostatnich 40-lat przed ofensywą teoretyczną jak i praktyczną obozu burżuazyjnego przyczyniła się do wzrostu znaczenia sił drobnomieszczańskich o charakterze nacjonalistyczno-populistycznym.

  2. Bartek pisze:

    Socjaldemokracja i radykalna lewica to siły zachowawcze, burżuazyjna agentura w ruchu robotniczym. Siły te przykuwają klasę robotniczą do kapitalizmu i imperializmu. W interesie burżuazji jest zabezpieczenie kapitalizmu od „lewej” strony. To zapewnia większą stabilność ustroju. Klasa robotnicza, która popiera socjaldemokrację i radykalną lewicę jest podporą kapitalizmu i imperializmu. Klasa robotnicza, która potencjalnie jest klasą rewolucyjną, realnie jest klasą zachowawczą. Urobiona ideologicznie i skorumpowana klasa robotnicza sprzedaje socjalizm za ochłapy, podejmuje klasową kolaborację, akceptuje kapitalizm, pośrednio czerpie korzyści z imperializmu i broni swojej uprzywilejowanej w stosunku do robotników krajów zacofanych pozycji. Dla zintegrowanej z imperializmem klasy robotniczej międzynarodowa solidarność proletariatu oznacza działanie przeciw własnemu, partykularnemu, doraźnemu interesowi. Interes nadrzędny – socjalizm – dawno skreślony. Zintegrowana z imperializmem klasa robotnicza jest zachowawczym oddziałem w międzynarodowym ruchu robotniczym.

  3. piotr pisze:

    @Bartek

    to co piszesz jest „ogolnie sensowne i prawdziwe”, ale strasznie schematyczne i upraszczajace. Retoryka stalinowsko (w swojej prostocie wizji) maoistowska (w warstwie teoretycznej). „Klasa robotnicza, która popiera socjaldemokrację i radykalną lewicę jest podporą kapitalizmu i imperializmu.”; „Urobiona ideologicznie i skorumpowana klasa robotnicza sprzedaje socjalizm za ochłapy, podejmuje klasową kolaborację, akceptuje kapitalizm, pośrednio czerpie korzyści z imperializmu i broni swojej uprzywilejowanej w stosunku do robotników krajów zacofanych pozycji.”
    „Sprzedaje”, „popiera” „podejmuje”, „broni”. Zauwazyles, ze te czasowniki oznaczaja ŚWIADOMOŚĆ? Świadomie się coś sprzedaje, popiera, podejmuje lub broni.
    A chyba problem polega właśnie na BRAKU ŚWIADOMOŚCI klasowej robotników i na ich BIERNYM udziale (jako przedmioty bardziej, a nie podmioty) w istniejacym systemie.

    Poza tym OPZZ nigdy nie byl zwiazkiem klasowo-robotniczym, od swego zarania. Klasowo-robotnicza (jesli chodzi o sektory klasy ludzi pracy bedacych czlonkami zwiazku) byla – i w duzej mierze nadal jest – „Solidarnosc”. OPZZ dawniej i dzis to glownie sredni szczebel zarzadzajacy, technicznie wyksztalceni, wykwalifikowani urzednicy – nazwijmy OPZZ wlasnie jako „klasowo-pracowniczy”; w przeciwienstwie do „klasy robotniczej”, ktora nie ma do stracenia nic, poza kajdanami.
    Poza tym pewnie wiesz, ze OPZZ byl w duzej mierzer odgornie tworzony przez PZPR. I stad taki Jan Guz – byly lektor KW PZPR w Bialej Podlasce, NIGDY nie hanbiacy sie uczciwa praca, zostal rzucony na „odcinek zwiazkowy”, wpierw jako niskiej rangi biurokrata, pozniej jako coraz wyzszej ranga kacyk zwiazkowy.
    Mowie to na bazie nie tylko lektur roznych analiz, ale takze swego wieloletniego doswiadczenia obcowania ze zwiazkowcami.

    Wiecej myslenia i analiz, mniej schematow i stereotypow.

  4. piotr pisze:

    @Bartek

    Juz nie chcialem tego pisac, ale swierzbia mnie palce. Skad w ogole ten protekcjonalny ton wzgledem „skorumpowanej” klasy robotniczej? Nie nalezy niczego i nikogo – i nigdy! – idealizowac, ale to protekcjonalne psioczenie jaka ta klasa robotnicza jest do bani bo nie dorosla do celow socjalizmu to jakies – za przeproszeniem – pieprzenie wlasnie radykalnie-lewicowego inteligencika. Cos Ty chlopie zrobil dla zmiany istniejacego stanu klasy robotniczej? Rece opadaja…

  5. Bartek pisze:

    „Bez perspektywy komunistycznej dla świata Zachodu, nie ma mowy o przezwyciężeniu narastającej groźby konfrontacji z Trzecim Światem. Starcie to będzie ubrane w ideologiczne szaty „zderzenia cywilizacji”, tak naprawdę będąc skutkiem kolejnej zdrady socjaldemokracji wobec ruchu rewolucyjnego.”

    Konfrontacja już się zaczęła. Ruch komunistyczny nie jest w stanie zapobiec jej eskalacji, bo jest za słaby. Walka metropolii z eksploatowanymi peryferiami będzie zaostrzać się. Po której stronie stanie wtedy klasa robotnicza Zachodu? Po stronie rodzimego imperializmu, czy przeciw niemu? Wystąpi przeciw burżuazji własnego kraju, czy posłusznie powlecze się za nią? Bardziej prawdopodobna wydaje się druga opcja. Przeżarta burżuazyjną ideologią klasa robotnicza jest zupełnie zdemoralizowana. Partie komunistyczne niemal wszędzie są na marginesie. Robotnicy nie widzą w nich reprezentantów nawet doraźnych interesów, o dalekosiężnych nie wspominając. Wystarczy ich oświecić i już podniosą sztandar socjalizmu, który porzucili za ochłapy z burżuazyjnego stołu? Gdy burżuazja rzuciła ochłapy sztandar socjalizmu wylądował w błocie. W pizdu z socjalizmem, da się żyć. Od tego czasu idee rewolucyjne odbijają się jak groch od ściany, a idee zachowawcze, początkowo reformistyczne, a teraz już wszelkiej burżuazyjnej maści wchodzą jak w masło. Za mało oświecenia? Ochłapy, jak widać skutecznie przeciwdziałają oświeceniu. Komuniści muszą w końcu otwarcie postawić sprawę: socjalizm albo dawanie dupy za talerz zupy. Proletariat, który prostytuuje się za „chleb i igrzyska” nie tylko nie zrobi rewolucji, ale jeszcze będzie bronił swoich „panów”. Nie kąsa się przecież ręki, która karmi.

  6. piotr pisze:

    Bartek: „Nie kąsa się przecież ręki, która karmi.”

    Bartku, czy Twój „marksizm” opiera się na takich mądrościach ludowych? Powiedzonkach o podobnej mądrości jak: „Kto za młodu nie był socjalistą ten na starość będzie draniem”?
    Z mojego przykładu ci powiem, że ja wielokrotnie „kąsałem rękę”, która mnie „karmiła” (muszę swoją drogą przyznać, że zdradzasz interesujące poglądy na rolę kapitalisty względem robotnika – kapitalisty-„karmiciela”, może matki nawet? A w końcu wiadomo, że matka jest tylko jedna i trzeba ją kochać… to inna „mądrość ludowa”). Może ty nie kąsasz, twoja sprawa. Zauważ jednak, że chłopi pańszczyźniani w końcu „pokąsali” ręce swoich „karmicieli”-panów, robotnicy po wielokroć w historii „pokąsali” swoich „chlebodawców” (sic!). To jak to z tą mądrością porzekadeł? Rozumiem, że realna historia pada na kolana przed tymi wyżynami intelektu.
    Poza tym zawsze mnie śmieszył wielki imperatyw i mówienie o „klasie robotniczej jako takiej”. Po pierwsze już wcześniej zdradziłeś (z kontekstu twoich wypowiedzi), że dla ciebie najwyraźniej klasa robotnicza i klasa pracownicza to jeden czort. Po drugie, masz chyba jakieś mityczne wyobrażenie i oczekiwanie, ze cokolwiek będzie robić CALA klasa, bo w końcu jeśli tylko by była to część, to już „zdrada”… Wyważasz otwarte drzwi i „odkrywasz” mądrości znane już na gruncie marksizmu od ponad 100 lat. Że co? Że istnieje arystokracja robotnicza? Że niektórym sektorom ludzi pracy jest bliżej (obiektywnie i subiektywnie) do kapitalistów? Że kapitaliści korumpują klasy podległe środkami zdobytymi na eksploatacji (zresztą nie tylko „wallersteinowskich” peryferiów, ale przecież także rynków rodzimych-krajowych)? Ty pewnie jednak uważasz, że „klasa robotnicza” jest jednolita, i jak część zdradza (OPZZ 😀 ) to już wszyscy są do dupy i ch. warci. Gratuluje, nasz domorosły internetowy „marksisto”.

  7. piotr pisze:

    @Bartek,

    przepraszam najmocniej, nasz wspólny znajomy uświadomił mnie, że moje mówienie o tobie jako o marksiście może stanowić dla ciebie formę obelgi, jako że przecież ostatnio jesteś gorącym zwolennikiem „odzyskania suwerenności naszej Ojczyzny”, „polskiej racji stanu” i „uniezależnienia się od władzy obcego kapitału”. Innymi słowy, poglądów „antykapitalizmu obozu narodowo radykalnego”, w takim „starym-dobrym” przedwojennym wydaniu. Choć historia najwyraźniej nie jest ci bliska (tak jak mądrości ludowe, osadzone wszak w kulturze i tradycji Narodu), to polecam poczytać mimo wszystko kilka książek nt. przedwojennych narodowych radykałów, którzy dla „lewicy” AD 2015 mogą jawić się jako „prawdziwi antykapitaliści, socjaliści, komuniści, itd. [cokolwiek dodasz wedle uznania]”
    To taki mały kamyczek w zakresie tego co piszesz o „burżuazyjnej agenturze w ruchu robotniczym” 😉

  8. Bartek pisze:

    Nie kąsa się ręki, która karmi – taką postawę przyjmuje proletariat, wytresowany do karności, posłuszeństwa i wdzięczności dla swoich panów-chlebodawców. Proletariat rewolucyjny stawia sprawę inaczej – odrąbać rękę, która zawłaszcza wartość dodatkową. Która z tych postaw jest bliższa dzisiejszej klasie robotniczej? Są jeszcze jakieś oddziały klasy robotniczej, które nie uległy demoralizacji i opowiadają się za socjalizmem? Możesz je wskazać? A może są tylko jeszcze same o tym nie wiedzą, bo brakuje im oświecenia? Są zagubieni, jak dzieci we mgle i dopiero komuniści wskażą im drogę? Wystarczy do nich przemówić, a otworzą im się oczy? Obawiam się, że nic z tych rzeczy. Coś się zmieniło od czasów Marksa i Lenina. Burżuazja skutecznie przykuła klasę robotniczą do kapitalizmu, najpierw od góry (arystokracja pracy), a następnie do samego dołu. Dziś robotnik nawet z dolnych warstw swojej klasy solidaryzuje się z własnym kapitalistą-„pracodawcą”, a nie drugim robotnikiem. Solidarność klasowa robotników nie istnieje w skali kraju, o międzynarodowej nie wspominając. Dziś solidarność robotników przejawia się co najwyżej w grupowym partykularyzmie, który rozbija jedność robotników, jako klasy, antagonizuje jej poszczególne warstwy i w ten sposób neutralizuje jej rewolucyjny potencjał. To już nie jest tylko kwestia fałszywej świadomości, ale także materialnego zainteresowania. Wyszarpać dla siebie jak najwięcej, nawet kosztem innych warstw robotniczych, albo robotników obcego kraju. To się zmieniło od XIX i początku XX wieku. Widmo komunizmu nie krąży po Europie, bo proletariat, który miał być grabarzem kapitalizmu stał się jego podporą.

  9. piotr pisze:

    @Bartek

    Ty kpisz, czy o drogę pytasz? Mam ci podać adresy, i może jeszcze nry telefonów, byś się empirycznie przekonał i podociekał u źródeł?
    Widzę w każdym razie, że jesteś specjalistą od proletariatu, wiesz o nim najwyraźniej wszystko, więc pewnie te nr i adresy jednak nie będą potrzebne… Szkoda czasu.
    Zresztą nijak do serca (i do głowy!) nie wziąłeś sobie wcześniejszych uwag nt. historii. W końcu jak się uważa świadomość społeczną za twór statyczny, a w dodatku jednokierunkowy (warunkowany z góry, przez klasy posiadające) to faktycznie można a priori i z tonem wyższości wygłaszać takie kazania: „Nie kąsa się ręki, która karmi – taką postawę przyjmuje proletariat, wytresowany do karności, posłuszeństwa i wdzięczności dla swoich panów-chlebodawców”, „proletariat, który miał być grabarzem kapitalizmu stał się jego podporą”.
    Na jakiej podstawie wysnuwasz te „mądrości”? Obserwacji empirycznej? TVN24? Czy tego, że od lat nie ma milionowej partii komunistycznej uświadomionych klasowo robotników? Jasne, że takiej partii nie ma, ale jak już dawno zdałem się przekonać, nie zrobiłeś nic w kierunku jej uformowania. Bo po co? Przecież najbardziej reakcyjną klasą społeczną jest proletariat (klasa robotnicza), któremu tylko chodzi o miskę zupy i liżenie d… Sławiąc te poglądy zrobisz szybko karierę, nawet akademicką w zakresie socjologii 🙂 Są bardzo potrzebne tym, których werbalnie niby zwalczasz (klasy posiadające).

  10. Antonio Roberto As pisze:

    Bartek napisał:
    „Są jeszcze jakieś oddziały klasy robotniczej, które nie uległy demoralizacji i opowiadają się za socjalizmem? Możesz je wskazać? A może są tylko jeszcze same o tym nie wiedzą, bo brakuje im oświecenia?”

    Skoro ich nie ma, to „najlepiej” postępować tak jak czyni to Bartek czyli promować partię „Zmiana” oraz afiszować się swoim poparciem dla ugrupowania socjal-nacjonalistycznego… To rzeczywiście „najbardziej rewolucyjna partia proletariatu”… optująca za sojuszami z narodową burżuazją (które tak formalnie Bartek „krytykujesz”), różnej maści narodowymi-konserwatystami, poplecznikami poglądów Dugina oraz na polskim poletku Tomasiewicza oraz „antykapitalizmem” rozumianym jako wspierania wysiłków na rzecz „odbudowy socjalnego państwa dobrobytu”… No i te jeszcze „międzynarodowe sojusze” „Zmiany”… z ugrupowaniami o jakże podobnej proweniencji… „Bartek”, znalazłeś sobie doskonałych kompanów na rzecz „realizacji idei sprawiedliwości społecznej”… 🙂

  11. Bartek pisze:

    Deklaracja programowa „Zmiany” jest jednoznacznie prosocjalistyczna i antyimperialistyczna. Reorientacja polityki wewnętrznej i zagranicznej zaproponowana przez „Zmianę” zasługuje na krytyczne poparcie na starcie.

  12. Antonio Roberto As pisze:

    Bartku, na starcie już „krytycznie popierałeś” PPS, Polską Partię Pracy, teraz „Zmianę”… Ile jeszcze lat będziesz popierać różnej maści socjaldemokratów czy socjalnacjonalistów?

  13. Bartek pisze:

    Tyle ile uznam za słuszne. PPS dopisałeś mi.

    Polska Partia Pracy była próbą utworzenia partii robotniczej. Nie znalazła uznania robotników, którzy woleli poprzeć burżuazyjne partie różnej maści. Socjaldemokratyczna oferta programowa Polskiej Partii Pracy została przez robotników olana. Poparcie dostali liberałowie, konserwatyści, nacjonaliści, czyli wszyscy na prawo od PPP. Tak dobrze?
    Wolisz, żeby robotnik popierał PiS, PO, SLD, PSL niż „Zmianę”?

  14. W.B. pisze:

    POLECAM
    Wywiad z Aleksandrem Chodakowskim:
    http://ukraina.ru/interview/20150703/1013546971.html

  15. Pingback: KONIEC EPOKI LODOWCOWEJ? | Dyktatura Proletariatu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *