W SPRAWIE KONDYCJI LEWICY

GSR-znak-malyRedakcja portalu „Socjalizm Teraz” opublikowała zapis dyskusji redakcyjnej nt. kondycji lewicy (http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Artykuly/?id=617/Jaka_lewica_w_Polsce___Dyskusja_).

Członkowie redakcji są niezadowoleni z kondycji lewicy w Polsce i nie tylko, niemniej rzuca się w oczy, że – poza Dawidem Jakubowskim – nie są w stanie wyjść poza te recepty, które od dziesięcioleci stanowiły wizytówkę staczającej się na pozycje socjaldemokratyczne lewicy społecznej. Fakt, że w warunkach Polski i krajów, które przeszły i przechodzą tzw. transformację systemową (czyli zmianę ustrojową), całkowicie nieadekwatny okazał się program tzw. nowej radykalnej lewicy, wyhodowany na Zachodzie jako odpowiedź na wcześniejszą niż u nas presję propagandową aparatu ideologicznego burżuazji, jest drugim aspektem krachu lewicy. W efekcie owego nacisku propagandowego tzw. nowa radykalna lewica również ewoluowała w kierunku socjaldemokracji, usiłując zagospodarować pozostałe po tej ostatniej miejsce. Albowiem nie sposób zauważyć, że także socjaldemokracja w ciągu ostatnich 60 lat przeszła na pozycje bezwarunkowej akceptacji kapitalizmu, znajdując uzasadnienie swojego istnienia w oferowaniu swych usług jako siły politycznej mogącej skuteczniej pacyfikować nastroje społeczne w warunkach narastającego kryzysu ekonomicznego i politycznego w świecie zachodnim.

Tzw. nowa radykalna lewica znalazła z kolei argument na swoje istnienie w warunkach tryumfalnej ofensywy propagandy burżuazyjnej w licytowaniu się w ostrości krytyki ruchu komunistycznego w stalinowskim z początku wydaniu, a następnie musiała konsekwentnie brnąć w tej krytyce aż do zakwestionowania podstaw Rewolucji Październikowej i polityki Lenina, przeciwstawiając ją teorii Marksa. Z tej ostatniej również powoli wyrywała zęby i pazury, pozostawiając z niej umiarkowaną pochwałę kapitalizmu w odróżnieniu od innych, zacofanych systemów ustrojowych, bez nacisku na historyczność zasług kapitalizmu i regres cywilizacyjny, w jaki trwanie tego systemu wpędza ludzkość.

Konsekwencją tej rejterady ideologicznej było całkowite wypaczenie odczytywania myśli Marksa, w tym jego koncepcji wartości opartej na pracy. W wyniku tego ideologia komunizmu straciła ostatecznie swoje ostrze ideowe i propagandowe, albowiem utraciła swoją bazę społeczną oraz misję historyczną (w sensie także jej przemijalnego charakteru) na rzecz typowej dla burżuazyjnego sposobu myślenia, który udaje, iż misja burżuazji (i kapitalizmu) jest misją ostateczną (końcem historii).

Takiego sposobu myślenia marksizm nie może zaakceptować.

Część uczestników dyskusji podkreśla wagę tworzenia partii politycznej odzwierciedlającej interesy swojej bazy społecznej. Z drugiej strony, ci sami dyskutanci usiłują wmawiać nam, że nie ma przyzwolenia na „dzielenie lewicy”, że konieczny jej pluralizm poglądów – ich „szerokość”, co zostało zaczerpnięte także z upadłej tzw. nowej radykalnej lewicy. Więc albo, albo: albo trwanie w tym, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory, czyli z rzekomym pluralizmem, a tak naprawdę – z dominacją taktyki socjaldemokratycznej (wraz z konsekwencjami, których jesteśmy świadkami obecnie), albo partia z prawdziwego zdarzenia, wąsko formułująca swój program i bazę społeczną, ale też deklarująca współpracę z siłami politycznymi, których celem jest obalenie kapitalizmu, na zasadach poszanowania odmienności tradycji, ale też z żądaniem poszanowania naszej tradycji jako jedynej konsekwentnej przeciwniczki kapitalizmu i najlepiej przygotowanej do jego zakwestionowania ze względu na marksizm.

Ta własna tożsamość, ostro sformułowana, jest także gwarancją, że formacja nie będzie się rozmywać w prawicowym populizmie i nacjonalizmie przy okazji takich wydarzeń, jak to, z którym mamy dziś do czynienia na wschodzie Ukrainy.

GRUPA SAMORZĄDNOŚCI ROBOTNICZEJ

Warszawa, 12 grudnia 2014 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Grupa Samorządności Robotniczej, Polemiki i dyskusje, Teoria i metoda. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „W SPRAWIE KONDYCJI LEWICY

  1. SDKPiL pisze:

    „Część uczestników dyskusji podkreśla wagę tworzenia partii politycznej odzwierciedlającej interesy swojej bazy społecznej. Z drugiej strony, ci sami dyskutanci usiłują wmawiać nam, że nie ma przyzwolenia na „dzielenie lewicy”, że konieczny jej pluralizm poglądów – ich „szerokość”, co zostało zaczerpnięte także z upadłej tzw. nowej radykalnej lewicy.”

    Część uczestników „pełnymi garściami” chce czerpać z dawno już realizowanej praktyki tzw. starej socjaldemokracji, niby „pluralistycznej” oraz wielonurtowej, a jak przyszło, co do czego, stojącej na gruncie polityki kompromisów ze „swoją burżuazją”, co wynikało z otwarcia na „szerszą bazę społeczną”.

  2. piotr pisze:

    Najlepsze, krytyczne, podsumowanie „dyskusji” daje sam spiritus movens strony „Socjalizm Teraz” – Tymoteusz Kochan: „Program socjalistycznej lewicy nie może być też wyłącznie programem tworzonym pod wykluczonych, czy klasę średnią, musi natomiast zawierać ładunek wspólnotowy i budujący poczucie tożsamości na poziomie narodowym” i „A więc przede wszystkim lewica w Polsce musi być lewicą socjalistyczną i jednocześnie formacją odświeżoną, a także nowoczesną w wymiarze języka i symboliki”. Doskonale tu widać, że ten kult (fetysz?) nowoczesności – w sensie socjologicznym – „pije” ku realizacji aspiracji i reprezentacji interesów klasy średniej i „wykluczonych” (cokolwiek ten termin znaczy) w duchu „jedności wspólnoty narodowej”. Taki to „socjalizm”, który na haśle „unowocześnienia” stara się zdemontować tradycyjną klasową myśl marksistowską (z jej starymi symbolami, odwołującymi się do klasy robotniczej i pracującego chłopstwa). Mimo wszystko wolę poczytać Edwarda Bernsteina, który głosił to samo i tak samo, jednak w dużo „elegantszej” intelektualnie formie. Nihil novi sub sole.

  3. piotr pisze:

    Zreszta zabawna rzecz – dla Marksa tzw. „klasa srednia” byla klasa schodzaca – historycznie albo coraz bardziej sie proletaryzujaca (w wiekszosci), albo tez zasilajaca w szeregi klasy kapitalistow (w mniejszosci). Zas w naszej pieknej terazniejszosci „socjalistow” („Socjalizm Teraz”) klasa srednia to jutrzenka i kryterium/busola nowoczesnosci i odswiezenia.

  4. Bartek pisze:

    „Klasa średnia” to warstwy pośrednie między proletariatem, a burżuazją, czyli drobna burżuazja. Jedne warstwy znikają, lub zmniejszają się liczebnie, inne powstają i liczebnie zwiększają. Żarna kapitalizmu mielą warstwy pośrednie. Część zasila szeregi proletariatu, znacznie rzadziej burżuazji, część przemieszcza się w obrębie warstw pośrednich, a część staje się lumpenproletariatem. Liczebność warstw pośrednich zwiększa się, lub zmniejsza, ale nie widać wyraźnej tendencji jej znikania. Proletaryzacja warstw pośrednich nie przebiega tak, jak przewidywał Marks. Warstwy pośrednie miały zasilić proletariat, który zostałby na placu boju z samą burżuazją. Jak dotąd tak się nie stało. Warstwy pośrednie są bardziej żywotne, niż przewidywał Marks. Rozwój sił wytwórczych spowodował też spadek liczebności klasy robotniczej. Dziś znacznie mniejsza liczba robotników jest potrzebna do obsługi maszyn. Spadek zatrudnienia w produkcji idzie w parze ze wzrostem zatrudnienia w sektorze nieprodukcyjnym. Robotnicy, którzy nie znajdują zatrudnienia w produkcji szukają zatrudnienia w handlu, lub usługach stając się drobną burżuazją. Spadek zatrudnienia w produkcji to spadek liczebności proletariatu. Wzrost zatrudnienia w sektorze nieprodukcyjnym to wzrost liczebności warstw pośrednich. W rezultacie powstaje struktura klasowa sprzyjająca zachowaniu kapitalizmu, a nie jego obaleniu. Drobnoburżuazyjna przegroda między zachowawczą burżuazją, a rewolucyjnym proletariatem wciąż działa na korzyść utrzymania kapitalizmu. Ta przegroda miała, według Marksa zniknąć. Jak dotąd ma się świetnie, zwłaszcza, że przeniesienie części przemysłu z krajów rozwiniętych do krajów rozwijających się dodatkowo zmniejszyło proletariacką bazę społeczną rewolucji, a wzmocniło drobnoburżuazyjny bufor bezpieczeństwa kapitalizmu. Warstwy pośrednie nie są jednolite. Górne warstwy ze względu na swoje położenie ekonomiczne i społeczne zbliżają się do burżuazji, a dolne do proletariatu. Rewolucyjna partia proletariatu musi najpierw zjednoczyć proletariat, a następnie zawrzeć sojusz z tymi warstwami pośrednimi, które są do niego zbliżone. Bez pozyskania sojuszników w warstwach pośrednich proletariat będzie odizolowany szczelnym kordonem drobnej burżuazji. Ten kordon musi zostać rozerwany przez wywołanie rozłamu i polaryzacji w szeregach warstw pośrednich. Walkę o socjalizm poprowadzi rewolucyjny proletariat w sojuszu z antykapitalistycznymi odłamami warstw pośrednich przeciw burżuazji i zachowawczym odłamom tych warstw.

  5. A.W pisze:

    Witam,

    Pomijając kwestie ideologiczne chcę zwrócić uwagę praktyczną; kol. Sikora postuluje: „Uważam w związku z tym, że wszystkie istniejące ugrupowania lewicy pozaparlamentarnej takie jak Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Polska Partia Pracy, Komunistyczna Partia Polski, Polska Partia Socjalistyczna, Racja Polskiej Lewicy i inne powinny zacząć działać jako Sojusz Lewicy Socjalistycznej.”

    Uszło jego uwadze że taka partia jak Racja formalnie nie istnieje a PPP istnieje na papierze (nikt mi nie wmówi inaczej).

    Czyli autor proponuje sojusz 2 niedziałających partii razem z Ikonowiczem i PPS (w ogóle kuriozum) i KPP.

    Kiedy wystrzał z Aurory jak będziemy mieć taką ekipę?

    I czy udział w dyskusji o lewicy nie obliguje minimalnie żeby rozpoznać sprawę w praktyce?

  6. piotr pisze:

    Bartku, nie chce sie z Toba sprzeczac, ale nie ma sprzecznosci pomiedzy tym, co ja napisalem (ze „klasa srednia” historycznie jest schodzaca), a tym, co Ty napisales (ze „klasa srednia” niby jest coraz liczniejsza). Rozmawiamy na dwoch poziomach: abstrakcji (moje podejscie) i konkretu (Twoje ujecie). Wazne tylko, by nie absolutyzowac poziomu konkretu i nie ahistoryzowac go. Marks moim zdaniem mimo wszystko mial racje w tym temacie, i nawet sytuacje chwilowego wzrostu klas/warstw posrednich miedzy proletariatem a burzuazja nie zmieniaja w zadnej mierze sytuacji i diagnozy. Poza tym uwazalbym troche z automatycznym stawianiem znaku rownosci miedzy warstwami/klasami posrednimi a drobna burzuazja. W sytuacji, abstrakcyjnie, gdyby na swiecie istnial tylko jeden robotnik, bo cala produkcja bylaby zautomatyzowana, i ten robotnik by tylko tej produkcji dogladal, czy wszystko idzie jak nalezy – to i tak jako przedstawiciel klasy robotniczej bylby „awangarda historii”, choc bylby sam jeden jak paluch, w morzu innych ludzi niezajmujacych sie praca produkcyjna (a np. sfera uslug, wymiany, transportu itp.) Tak to widze 🙂
    Marksizm i jego socjalogia nie opiera sie na „konkretnych”, ilosciowych wskaznikach i schematach.

  7. piotr pisze:

    A.W., abstrahujac juz od tego, czy jakis twor istnieje czy nie istnieje (formalnie i/lub materialnie), zawsze pytanie jakie sobie nalezy postawic to: na jakiej podstawie dane twory mialyby sie zjednoczyc, utworzyc sojusz? Nikt z nas tutaj nie jest fetyszysta „jednoczenia”, wolimy sie pieknie roznic z innymi, miec jasne, spolaryzowane stanowiska, wolimy sie jawnie z innymi klocic i bronic swego, niz zacierac roznice i pudrowac kontrowersje.
    Poza tym nie chodzi o szyldy, tylko o ludzi i programy.
    Stad przytoczone przez Ciebie slowa kol. Sikory – z mojego punktu widzenia – to jakies infantylne sciejstwa i deklaracje, ktore obnazaja, ze „ktos” chyba zupelnie nie rozumie o co chodzi w dzialaniu politycznym.

  8. Bartek pisze:

    Proletariat jest klasą rewolucyjną, bo jest społeczną siłą, która może wprowadzić nowy, socjalistyczny sposób produkcji. Proletariat może zatrzymać maszynę kapitalizmu i pościć ją w ruch już na własnych, socjalistycznych zasadach. Nie decyduje tu liczebność proletariatu tylko jego miejsce w kapitalistycznym sposobie produkcji. To się zgadza na papierze, ale przyznasz, że grupka robotników ma mniejszą szansę na obalenie kapitalizmu niż wielomilionowa klasa. Zredukowanie liczebności klasy robotniczej oznacza zredukowanie potencjalnej armii rewolucji, osłabienie tej siły społecznej, która może obalić kapitalizm. Im mniej klasy robotniczej tym mniej sił rewolucyjnych, a więcej zachowawczych. Ten niekorzystny stosunek ilościowy nie pozostaje bez wpływu na realny przebieg walki klasowej. Na papierze klasa robotnicza wciąż pozostaje siłą rewolucyjną, ale w rzeczywistości nie jest w stanie przeprowadzić rewolucji. Socjalizm traci siłę społeczną zdolną do jego wprowadzenia i znów staje się tylko utopią. Rozwój sił wytwórczych nieustannie zmienia strukturę klasowo-warstwową, stąd potrzeba precyzyjnego określenia bazy społecznej rewolucji. Ma to kapitalne znaczenie dla sformułowania programu i taktyki rewolucyjnego ruchu robotniczego.

  9. piotr pisze:

    Czesc po weekendzie. Odpisze b.krotko, bo komentarze nie sa najlepsza forma do dluzszych wypowiedzi, nie mowiac juz o prowadzeniu polemik 🙂
    Po pierwsze, w skali ogolnoswiatowej (a wspolczesny – od 100 lat – kapitalizm ze swej istoty jest ogolnoswiatowym systemem) liczebnosc klasy robotniczej sie wcale nie zmniejszyla, a nawet sie powiekszyla (mowia o tym dane np. MOP, gdzie przez „klasa robotnicza” przyjmuje sie robotnikow przemyslowych zaangazowanych w produkcje).
    Po drugie, trudno mi sie jednak zgodzic, ze „grupka robotników ma mniejszą szansę na obalenie kapitalizmu niż wielomilionowa klasa”. Co rozumiesz przez „obbalenie kapitalizmu” w tym zakresie? Mnie by sie wydawalo cos wlasnie przeciwnego – ze jesli maszyna kapitalizmu jest napedzana przez 100 robotnikow a nie przez 100.000 robotnikow, to latwiej do zatrzymania tej maszyny sklonic 100 niz 100.000. Nie wiaze tez nadzei z jakims „masowym, wiekszosciowym” przewrotem. Wazne, by uczynili go nawet ci nieliczni, ktorzy odpowiadaja za produkcje i reprodukcje materialna spoleczenstwa.
    Po trzecie, mowisz, ze „Zredukowanie liczebności klasy robotniczej oznacza zredukowanie potencjalnej armii rewolucji, osłabienie tej siły społecznej, która może obalić kapitalizm”, ale przeciez rewolcuja to nie wojna i nie chodzi tu o „liczebnosci armii”. Sila spoleczna jest tym silniejsza, im jest bardziej niezbedna spolecznie, a nie im jest bardziej liczebna.
    Po czwarte, piszesz „Na papierze klasa robotnicza wciąż pozostaje siłą rewolucyjną, ale w rzeczywistości nie jest w stanie przeprowadzić rewolucji.”. To kto jest w stanie? Tylko ci „najbardziej masowi/liczni”? Czyli w Indiach sa to chlopi, a w krajach Europy „klasa pracownicza” (pracujacy nieprodukcyjnie)?
    Po piate, uwazasz, ze „Rozwój sił wytwórczych nieustannie zmienia strukturę klasowo-warstwową, stąd potrzeba precyzyjnego określenia bazy społecznej rewolucji.”, a ja uwazam, ze ten rozwoj zmienia co najwyzej sposunki spoleczne (jakosciowo), ale nie strukture klasowo-wartowowa (co najwyzej, ilosciowo). W jaki sposob niby zmienila sie struktura klasowa w ostatnich 20 latach, latach jakby nie patrzec ogromnego rozwoju sil wytworczych? Znikneli kapitalisci – wlasciciele srodkow producji/sil wytworczych? Zanikneli robotnicy – ci, ktorzy „puszczaja w obieg” te sily wytworcze, by produkowac/reprodukowac/pomnazac bogactwo materialne spoleczenstwa, w tym same te sily wytworcze? Robotnicy stali sie kapitalistami poprzez np. akcjonariat? Czy tez w ogole przestali byc potrzebni, bo kapitalisci sami zaczeli pracowac na maszynach, ktorymi wladaja?
    Masz racje, ma to kapitalne znaczenie, tyle ze obawiam sie, ze w punkcie wyjscia przyjmujemy dwie rozne diagnozy rzeczywistosci kapitalizmu.
    Utopia zas sa takie poglady, ktore przypisywalyby dzialania prosocjalistyczne silom spolecznym, ktorych obiektywne polozenie spoleczne „nie zacheca” do takowych dzialan.

  10. Bartek pisze:

    „Co rozumiesz przez „obbalenie kapitalizmu” w tym zakresie?”

    Zdobycie władzy i wywłaszczenie kapitalistów.

    „Mnie by sie wydawalo cos wlasnie przeciwnego – ze jesli maszyna kapitalizmu jest napedzana przez 100 robotnikow a nie przez 100.000 robotnikow, to latwiej do zatrzymania tej maszyny sklonic 100 niz 100.000.”

    Prawda. Ale 100 robotników łatwiej spacyfikować niż 100 000. W pierwszym przypadku wystarczy akcja policyjna, w drugim w grę wchodzi nawet wojna domowa. W pierwszym wypadku robotnicy zostają spałowani, dostają kopa za bramę i jest pozamiatane. W drugim zaczyna się otwarta konfrontacja klasowa i walka o władzę.

    „[…] przeciez rewolcuja to nie wojna i nie chodzi tu o „liczebnosci armii”. Sila spoleczna jest tym silniejsza, im jest bardziej niezbedna spolecznie, a nie im jest bardziej liczebna.”

    Rewolucja przeważnie wiąże się z wojną domową. Kapitaliści nie posuną się do użycia przemocy, gdy robotnicy zatrzymają maszynę kapitalizmu w celu jego obalenia? W takim wypadku wystarczyłby polityczny strajk generalny i byłoby pozamiatane. 100 robotników puściłoby z torbami wszystkich kapitalistów razem z ich sługami, bez jednego wystrzału. Kapitaliści mają po swojej stronie aparat państwa, który może „zaprowadzić porządek” i będą się bezsilnie przyglądać, jak „robole” puszczają ich z torbami? Jeśli robotnicy nie ustąpią kapitaliści sięgną po pałkę, a 100 robotników łatwiej spacyfikować niż 100 000. Bez pozyskania sojuszników robotnicy zostaną odizolowani i zmiażdżeni przy odpowiednim akompaniamencie słowno-muzycznym mediów. Zadbają one o odpowiedni poziom antyrobotniczej histerii burżuazyjnego społeczeństwa. Znajdą się chętni do wieszania komunistów. Sama siła społeczna klasy robotniczej to za mało, żeby przeprowadzić rewolucję, bo trzeba jeszcze złamać opór kapitalistów. Siła społeczna klasy robotniczej umożliwia zatrzymanie gospodarki, ale to nie oznacza jeszcze rewolucji. Zatrzymanie gospodarki to dopiero wypowiedzenie wojny, początek walki o obalenie dyktatury burżuazji i ustanowienie dyktatury proletariatu. Bez przełamania izolacji klasy robotniczej i przeciągnięcia na swoją stronę tych nieproletariackich warstw, które są do niej zbliżone pod względem społeczno-ekonomicznym, będzie dupa zbita.

    „Po piate, uwazasz, ze „Rozwój sił wytwórczych nieustannie zmienia strukturę klasowo-warstwową, stąd potrzeba precyzyjnego określenia bazy społecznej rewolucji.”, a ja uwazam, ze ten rozwoj zmienia co najwyzej sposunki spoleczne (jakosciowo), ale nie strukture klasowo-wartowowa (co najwyzej, ilosciowo).”

    Rozwój sił wytwórczych zmienia strukturę klasowo-warstwową, zarówno pod względem techniczo-organizacyjnym, jak i społeczno-ekonomicznym. Nas bardziej interesuje strona społeczno-ekonomiczna tych zmian, bo ona wyznacza „granice” klasy robotniczej. Sprecyzować te „granice” to zadanie dla rewolucyjnych teoretyków. W tej fundamentalnej dla programu i taktyki ruchu robotniczego sprawie panuje wielki burdel.

  11. A.W pisze:

    „A.W., abstrahujac juz od tego, czy jakis twor istnieje czy nie istnieje (formalnie i/lub materialnie), zawsze pytanie jakie sobie nalezy postawic to: na jakiej podstawie dane twory mialyby sie zjednoczyc, utworzyc sojusz?”

    Piotrze mówimy o tym samym ale w innych aspektach; mówimy o celowości owego sojuszu ja go kwestiunuję z przyczyn praktycznych (bo jakieś twory wymienione nie istnieją) Ty z politycznych (brak platformy politycznej zjedniczenia) tak czy siak jego celowość jest zerowa (bo i nie ma platformy i nie ma części podmiotów) a głoszenie tego hasła to owoc dyskursu tzw. 3 RP „porozumienie”, „szerokie centrum”, „koniec wojny polsko-polskiej” „dialog” „zgoda buduje” itp.. itd.

  12. A.W pisze:

    Jarosław Przęczek jak zwykle mocno i prawdziwie:
    „Przez rok pracując w Warszawie i stykając się z takimi środowiskami jak SLD (krajówka) FMS, RN PPS, anarchiści różnej maści, Krytyka Polityczna, Zieloni… – oni wszyscy byli oderwani od ludzkich problemów. Owszem robiono blokady eksmisji – ale to jak branie środka znieczulającego, gdy ząb już popsuty. Poza tym te środowiska kłóciły się między sobą, dbały o partykularne interesy, zajmowały się wybiórczymi problemami, które na chwilę obecną są mało istotne (ilość ścieżek rowerowych mało co obchodzi głodne dzieci), albo wręcz snuły wizje co zrobią po zwycięstwie… Jakim zwycięstwie? Jaki diler ich obsługuje???”

  13. piotr pisze:

    Dzieki A.W. za wyjasnienie. Moja uwaga nie miala charakteru „niezgody dla samej niezgody”, lecz chciala konstatowac pewien fakt, ze w sytuacji gdy wszystkie organizacje radykalno-lewicowe w Polsce sa „zerami” (brak jakiejkolwiek masowosci, nie mowiac juz nawet o kadrowosci tych tworow) to nie nalezy zbytnio eksponowac kryteriow „tylko formalnego istnienia”. Bardziej dlatego interesuja nas konkretni ludzi i program, jaki „wyznaja”, niz to, czy dzialaja(li) w takim czy innym srodowisku. Mamy na tyle „komfortowa” sytuacje, ze zadna organizacja w Polsce nie ma zadnego obiektywnego (wyznaczonego swoimi sukcesami) autorytetu. Wszystko jest dopiero do zrobienia i przed nami. Zgadzam sie z Toba wiec w tej tez kwestii, ze forsowanie sojuszy jakichs bytow, ktore lepiej sie nazywaja niz realnie soba cokolwiek reprezentuja, jest po prostu smieszne.

  14. piotr pisze:

    A.W., szkoda tylko, ze Jarek Przeczek w tej dyskusji na portalu „ST” – poza ta sluszna, krytyczna uwaga – nic wiecej konstruktywnego z siebie nie wygenerowal. Znam Jarka juz dlugi czas, jego roznorakie deklaracje polityczne sa dla mnie nieczytelne (niby anarchista, niby zwiazkowiec-syndykalista, niby „obywatelowiec”), a nie dal nic od siebie w temacie „to jak z ta lewica, panie kolego?”. Mam tylko nadzieje, ze to nie swiadoma taktyka stania okrakiem i nie wychylania sie zbytnio ze swymi pogladami, by sie nie spalic towarzysko-srodowiskowo.

  15. piotr pisze:

    Bartku, ja sie obawiam tylko, ze samo zdobycie wladzy i wywlaszczenie kapitalistow nie jest zadnym srodkiem na „obalenie kapitalizmu”, w takim sensie, ze ten kapitalizm sie juz nie odrodzi – naturalnie, niczym w dzialaniu przyrodniczym. Abstrahuje tez od oczywistosci, ze takowe wywlaszczenie kapitalistow musi miec charakter wzglednie miedzynarodowy, tak jak miedzynarodowym jest sam kapital. No i nalezy pamietac, ze „zbior kapiotalistow” nie jest rowny „kapitalizmowi”. Wywlaszczenie moze spowodowac tylko utworzenie „wolnego miejsca”, ktore zostanie zapelnione przez nowych agentow kapitalizmu, a sam system bedzie miec sie dobrze.

  16. Bartek pisze:

    Zdobycie władzy politycznej przez klasę robotniczą i wywłaszczenie kapitalistów to dopiero początek rewolucji, pierwszy krok na drodze do socjalizmu i komunizmu. Następne to budowanie nowej bazy i nadbudowy, rozwijanie sił wytwórczych, nowych stosunków produkcji, kultury i ideologii. Zwycięstwo socjalizmu nie jest automatycznie zagwarantowane. Będzie to długotrwała walka między klasą robotniczą, a burżuazyjną kontrrewolucją. Zwycięstwo oznacza zbudowanie społeczeństwa bezklasowego, porażka przywrócenie kapitalizmu. Wynik nie jest przesądzony, zdecyduje walka klasowa na wszystkich frontach. Warunkiem powodzenia jest prawidłowe działanie dyktatury proletariatu. Klasa robotnicza musi stać się kolektywnym gospodarzem i mieć pełną kontrolę nad władzą. Degeneracja robotniczego państwa – jego zbiurokratyzowanie i zburżuazyjnienie – to pewna klapa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *