Wyzwolenie seksualne – fałszywa perspektywa

Wiążąc emancypację kobiet z kwestią „rewolucji seksualnej” czyni się kobietom więcej szkody niż pożytku. Rzecz polega na frazesach i nieuprawnionych uogólnieniach, które zdradzają więcej chęci manipulacji niż dążenia do odnalezienia zadowalających rozwiązań.

Twierdząc, że rodzina jest głównym narzędziem ucisku kobiet nader często zapomina się, że chodzi o rodzinę burżuazyjną, w której decydują relacje i zależności majątkowe. Niedopuszczenie kobiety do zajmowania się biznesem rodzinnym powodowało, że kobiety były w tym najważniejszym dla burżuazji zakresie „bezużyteczne”. Nawet majątek, jaki przynosiły w posagu nie był w stanie zapewnić im przewagi, gdyż to nie one nim dysponowały.

Wraz z edukacją i prawami obywatelskimi, kobiety zyskały niezależność i możliwość włączenia się w społeczeństwo burżuazyjne na niemal równych prawach. Niemal, ponieważ nadal przeszkodą w karierze zawodowej opartej na kryteriach społeczeństwa kapitalistycznego jest rodzenie dzieci i zajmowanie się domem.

Te „przypadłości” nie są przeszkodą w klasach wyższych, natomiast okazują się wręcz obezwładniające w miarę schodzenia w dół po drabinie hierarchii społecznej. Jednak dostrzeganie w „naturalnych” cechach kobiety przyczyn jej niemożności włączenia się na równych prawach z mężczyznami do sprawnie (!) funkcjonującego społeczeństwa kapitalistycznego jest nieporozumieniem z punktu widzenia marksizmu. Jakież to zniewolenie seksualne sprawia, że górnicy z biedaszybów ulegają dyskryminacji w tym społeczeństwie? Mężczyźni nie ulegają przecież zniewoleniu seksualnemu, tylko ekonomicznemu.

Twierdzenie, że rodzina (jako taka) jest narzędziem zniewolenia kobiety prowadzi do wniosku, że egzystencjalną przyczyną nieszczęść i upośledzenia kobiet są dzieci. Stąd prosty wniosek końcowy, że słusznie postulowany wolny dostęp do aborcji znosi wszelkie problemy kobiet.

Prymitywizm takich ujęć nie pozwala wyjaśnić bijących po oczach zjawisk współczesności, takich jak, np. zaangażowanie sporej liczby kobiet muzułmańskich po stronie uciskającego je fundamentalizmu. A przecież wyjaśnienie leży na wyciągnięcie ręki.

System patriarchalny, jak każdy, nie może być jednostronny, bo by nie przetrwał. Musi mieć dopełnienie w jakimś elemencie stanowiącym jego przeciwieństwa, a zarazem syntezę. Tym elementem jest rola kobiety zamężnej i matki. Zyskanie tego statusu społecznego wydobywa kobietę z nicości i daje jej – w ramach ogólnego podporządkowania mężczyźnie – przewagę nad innymi kobietami – tymi niezamężnymi. Szczególne znaczenie ma jej podporządkowanie synowi, które przeplata się z jednoczesną dominacją nad synem i jego uzależnieniem od rodzicielki. Ponadto, nie jest związane z przypadkowym czynnikiem seksualnym. Pozycji matki nie da się cofnąć, jest ona stabilna w relacji z najważniejszym mężczyzną – synem.

Tego typu „niezależność” jest, oczywiście, ułomna, ale tę ułomność widać dopiero przy oglądzie ogólnym, całościowym, którego założeniem jest oderwanie się od sytuacji i uwarunkowań jednostkowych.

Pozycja matki-żony jest wyjątkowa nie tylko w fundamentalizmie islamskim. Dotyczy to również rodzin europejskich, katolickich. Wystarczy zaobserwować zajadłość nobliwych matron i matek-Polek skierowaną przeciwko kobietom stanu wolnego, które w ich przekonaniu są lub na pewno będą dziwkami odbierającymi im mężów.

Dla Marksa i Engelsa, krytyka rodziny burżuazyjnej opierała się na postulacie małżeństwa zawieranego z miłości, a nie ze względu na korzyści majątkowe. Jednak kwestia podmiotowości kobiety nie kończy się na nawet najbardziej kochającym mężu. To kwestia społeczna, nierozwiązywalna w skali jednostkowej.

Upośledzona, jednostronna podmiotowość mężczyzny w społeczeństwie polega na tym, że jednostkowe zachowania nie odbierają mu owej podmiotowości, tak jak jednostkowe szczęśliwe małżeństwo kobiety, nie nadaje jej tej podmiotowości. Podmiotowość mężczyzny w społeczeństwie, w którym kobieta z przyczyn ekonomicznych musi się godzić na wszelkie jego zachowania, wyraża się, m.in. w swobodzie seksualnej. Z jednej strony sprzyja jej bezsilność żony, z drugiej – fakt, że kobiety niezamężne stanowią niewyczerpalną „armię rezerwową” kandydatek na osiągnięcie pozycji matki-Polki pozwalającej im na wyrwanie się z wzajemnej konkurencji. Ta zubożona podmiotowość mężczyzny staje się obiektem zawiści ze strony kobiet, których libido zostało zahamowane przez purytańskie normy społeczne, skądinąd konieczne dla ugruntowania pozycji kobiety zwycięskiej – żony i matki.

Według współczesnych feministek i Katarzyny Szumlewicz już nie małżeństwo (lub nieformalny związek) z miłości, ale nieskrępowana swoboda seksualna staje się synonimem wyzwolenia kobiety. Jest to typowe zachowanie upośledzonych grup społecznych, dla których styl życia grup uprzywilejowanych nie jawi się tylko jako druga strona alienacji typu niewolnik-pan, ale okazuje się szczytem marzeń.

Przyjęcie tej fałszywej perspektywy powoduje, że zaspokajanie namiętności staje się tylko fasadą dla poszukiwania nowych źródeł dominacji. Takie zachowanie rozciąga się na inne grupy, np. na dzieci.

Trudno oderwać zjawiska obyczajowe od zjawisk zachodzących w społeczeństwie w ogóle. Rozchwianie tożsamości, rozpad norm i więzi społecznych, powszechne poczucie zagrożenia, są to wszystko obiektywne zjawiska mające swoje podłoże w rozpadzie systemu społeczno-ekonomicznego – kapitalizmu. Jako obiektywne, owe zjawiska nie podlegają ocenom ze względu na ich dobro lub zło. Są to kryteria jałowe. Jedynym punktem odniesienia i oceny jest stopień przyczynienia się do kształtowania podmiotowości lub hamowania tego procesu.

Zachowania seksualne ludzi są w pewnym tylko stopniu efektem ich naturalnego popędu, w decydującym – efektem społecznego regulowania owego popędu i stosunku do obowiązujących norm. Bunt przeciw normom jest również naturalny, co podporządkowanie się im.

Pokazaliśmy wyżej, że małżeństwo było w systemie patriarchalnym formą zapewnienia kobiecie-matce wyższej pozycji społecznej od tej, jaką miały jej niezamężne siostry. Był to produkt uboczny głównego celu małżeństwa, jakim było zagwarantowanie pewności ojcostwa.

Dzisiejsze postulaty małżeństw homoseksualnych nie są buntem wobec norm społecznych, ale próbą zyskania gwarancji „szacowności” osób wstępujących w takie związki, szacowności rozumianej na obłudną, burżuazyjną modłę. Różnorodność i pluralizm rodziny nie znosi ucisku jednej ze stron, jeżeli zaś strony są równe – to małżeństwo z założenia nie ma racji bytu. Nie gwarantuje ani pewności ojcostwa, ani nie jest potrzebne dla ochrony słabszej strony.

W sytuacji, kiedy lewica nie proponuje własnych rozwiązań podmiotowych, własnej wizji alternatywy dla małżeństwa mieszczańskiego, brakujące elementy programu dopisują ruchy będące odpryskiem emancypacji demokratycznej burżuazji.

Trudno to jednak robić, nie mając jasnego rozeznania co do podmiotu procesu historycznego. Eklektyzm jest regułą. Elementy mieszczańskie wchodzą w pustkę ideologiczną lewicy. Usiłując pogodzić marksizm z owymi eklektycznymi naleciałościami mieszczańskimi, niektóre grupy lewicowe żałośnie postulują nawet nieupolitycznianie kwestii obyczajowych (np. spartakusowcy). Zresztą, potem, jak same stawiały – jako warunek sine qua non swojego uznania wystąpień robotniczych – poparcie dla ruchu gejów i lesbijek. Instrumentalne traktowanie owych ruchów jako podstawy do licytowania się w antysystemowości i radykalizmie wśród bliźniaczych ugrupowań radykalnej lewicy jest tylko wyrazem ich upadku programowego.

W nowolewicowej, neomarksistowskiej wersji teoria marksowska, mająca ambicję zrozumienie mechanizmu działania systemu kapitalistycznego i dróg emancypacji adekwatnych do owych mechanizmów i prawidłowości, zostaje rozmydlona celami przekraczającymi jej własne ambicje. Staje się koncepcją wyzwolenia kulturowego, obyczajowego, wręcz drogą do osobistego szczęścia. Jednym słowem, uzasadnieniem wartości marksizmu staje się jego przydatność w osiąganiu (lub przynajmniej uzasadnianiu) dążenia do celów, których ów marksizm, ze względu na charakter naukowy nie mógł i nie chciał sobie stawiać.

Bez uszczerbku dla marksizmu jesteśmy gotowi przyznać, że postępowe cele wyzwolenia od „patriarchatu” czy religii cechują niemarksistowskie koncepcje kulturowe, filozoficzne czy społeczne. Poszukiwanie różnorodnych form spełnienia seksualnego nie znosi pytania o podmiotowość w związku seksualnym i, szerzej, w związku społecznym.

O ile na gruncie marksizmu i wyzwolenia klasy robotniczej kwestia kobieca podnosi głównie sprawę podmiotowości kobiety, zaś jej seksualność podmiotowa jest efektem wolności ekonomicznej, o tyle stawianie na pierwszym miejscu wyzwolenia seksualności kobiety jest tylko postulowaniem dorównania mężczyznom, których życie seksualne było możliwe w tak nieskrępowanym kształcie wyłącznie z powodu tego, że życie kobiety było społecznie podporządkowane.

To tak, jak z upowszechnieniem kultury. Bez przewartościowania wartości kulturowych warstw wyższych kultura masowa trywializuje sztukę wysoką, a z kultury ludowej przyjmuje tylko te wartości, które stanowią siermiężny kontrast dla wysublimowanego smaku. W rezultacie efekt końcowy mało przypomina to, co miał upowszechniać.

W efekcie rewolucji seksualnej mamy więc nie upodmiotowienie kobiet, ale zalew pornografii i dyktat przemysłu kosmetycznego.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

25 czerwca 2006 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Marksizm a feminizm, Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *