ZAKLINANIE RZECZYWISTOŚCI

Kochan rozpoczyna zdecydowanie:
„Będą nowi bohaterowie i będą nowe problemy w przyszłości, jeśli się o nią zadba, sekciarstwo trockistowskie/leninowskie/jakiekolwiek odrzucam w pełni. Jestem marksistą i socjalistą nowoczesnym, dyskursy w ramach których chcecie prowadzić debatę są już nie do odtworzenia, a odtwarzanie ich służy wyłącznie wchodzeniu w buty szyte przez IPN,…”

I dlatego można mówić w jego przypadku o optymizmie:
„O historii rozmawiam więc na zupełnie innym poziomie niż zdajecie się to robić Wy. Nie z grozą i pozą, jakoby to historia miała dzielić ruch komunistyczny do końca świata, ale spokojnie, z rozwagą, na luzie, z dystansem, z wychodzeniem z pozycji „co się nam z tego przyda…” … i o taki luz apeluję,…”

Optymizm zamienia się wręcz w propagandę sukcesu:
„By kropla przelała czarę wystarczy dodać tylko trochę czynnika organizacyjnego… warunki tworzą się same.”

Oczywiście, chodzi o warunki powstania partii mogącej poprowadzić lewicę do zwycięstwa w walce o socjalizm.

Ale jednocześnie:
„Czynnik sposobu organizacji pracy jest jednak względnie słaby i nie jest kluczowy dla ewentualnej transformacji, kluczowym, dezorganizującym czynnikiem, pozbawiającym proletariat zachodni solidarności klasowej, jest czynnik ideologiczny.”

Tutaj przestajemy rozumieć Kochana. Gdzie podział się ten jego luz? Wyrzucone drzwiami problemy ideologiczne, przezwyciężone, ba, zniesione chciałoby się powiedzieć, kwestie należące do repertuaru antycznego, wracają oknem.

Bo cóż oto stwierdza Kochan?
„Alternatywa wobec kapitalizmu w postaci socjalizmu i komunizmu istnieje od dawna, są jej świadomi także socjaldemokratyczni przywódcy Unii Europejskiej. Problemem jest jednak to, że nie interesuje ich wizja bardziej sprawiedliwego, opartego na równości społeczeństwa, lecz wizja społeczeństwa jak najbardziej zamożnego.”

Słuszna diagnoza, dawny, antyczny wręcz spór. Ideologiczny także. Przy okazji taka konstatacja znosi optymistyczne przekonanie, że kryzys ustawia 99% społeczeństwa na jednej pozycji – prosocjalistycznej.

„A nie ma takiej alternatywy dla kapitalizmu, która oznaczałaby dziś dla któregokolwiek z krajów natychmiastowe wzbogacenie się. Budowanie jakiejkolwiek alternatywy wobec kapitalizmu wiązałoby się z potwornymi trudnościami na drodze do częściowej autarkii, na drodze walki z całym nieomalże światowym, kapitalistycznym społeczeństwem…”

Jakoś bez wzięcia pod uwagę doświadczeń przeszłości i bez świadomości sprzeczności między bolszewizmem a stalinizmem (choćby kwestia etapów walki klasowej i pytanie o zaostrzanie się tej walki w miarę postępu socjalizmu) jesteśmy skazani na powtarzanie błędów przeszłości. Kochan, dokładnie tak jak tarak, wydaje się stać w tej kwestii na stanowisku determinizmu – nie ma sensu babranie się w zamierzchłych sporach, skoro i tak powtórzenie całej drogi jest nieuniknione, skoro:

„to budowanie alternatywy i tak jednak się w pewnym momencie zacznie, bo nie będzie już innego wyjścia, szczególnie dla „krajów najbardziej krzywdzonych przez kryzys. Najsłabsze ogniwo wyłoni się jako zaprzeczenie kapitalistycznego sposobu produkcji i będzie musiało stoczyć podobną wojnę do Zimnej Wojny.”

I
„Dlatego nikt do budowy alternatywnego dla kapitalizmu społeczeństwa się nie kwapi (szczególnie pośród bogaczy), będzie ono dziełem desperatów, nie polityków najzamożniejszych w tym momencie państw świata, takich jak Niemcy, które za bardzo korzystają z globalnego wyzysku by wychodzić poza zasięg jego mechanizmów… ale np. w zupełnie innej sytuacji jest już chociażby Polska.”

A podobno wystarczyłby program (jaki?), żeby ochotnicy garnęli się tysiącami pod sztandary nowej rewolucji…
Rozumiemy, że dla Kochana desperaci bynajmniej nie stanowią przykładu sekciarstwa. Obawiamy się jednak, że desperacja jest w tym przypadku (i nie tylko) synonimem sekciarstwa. Inaczej nie byłaby desperacją, tylko dojrzałą polityką.

Cytaty powyższe pochodzą z dwóch tekstów jednego autora: Tymoteusza Kochana. Ich powstanie dzieli kilka zaledwie dni. Wystarczy jednak, aby nasz dzielny autor stoczył sam ze sobą polemiczną walkę.

Konkludując, stwierdza:
„Socjaliści współcześni mają przewagę nad socjalistami XIX-wiecznymi, tą przewagą jest coś, czego posłuszeństwo wobec kapitału zachodniego każe nam się wypierać – istnienie prób tworzenia socjalizmu. Żyjemy w czasach, w których powołać możemy się na istniejące już próby tworzenia antykapitalistycznego społeczeństwa. Dlatego też kapitalizm inwestuje tak wiele w walkę z socjalizmem, a i sami współcześni „socjaliści” wydają się uspokajać kapitał, że tak naprawdę nie chodzi im o nic poważnego, a co najwyżej o kilka drobnych reform.”

Skoro dokonane już próby budowania społeczeństwa antykapitalistycznego mają tak wielkie znaczenie propagandowe (a propaganda ideologiczna ma w przekonaniu Kochana kolosanlne wręcz znaczenie – „kluczowym, dezorganizującym czynnikiem, pozbawiającym proletariat zachodni solidarności klasowej, jest czynnik ideologiczny”), to trudno przejść do porządku dziennego nad rozbieżnościami poglądów antykapitalistów na ten temat. Dla jednych „socjalizm realny” był faktyczną alternatywą, dla drugich – wcieleniem stalinizmu uniemożliwiającym reformowanie systemu.
To nie my piętrzymy owe spory. Nie trudno zauważyć także, że różnice między „poststalinowcami” a „posttrockistami” są co najmniej umowne. Współpraca z „poststalinowcami” kwitnie w sytuacji, kiedy ci ostatni stają się „nowocześni”, tj. stają się, np. poststalinowcami-alterglobalistami. Tzn. – zachowują pozytywny stosunek do PRL, ale poza tym, jak to na formację stalinowską przystało – nie mają żadnej sprecyzowanej czy samodzielnej linii politycznej. Trawią elastycznie i pragmatycznie wszelkie eklektyczne ścierwo, podobnie jak ich protoplasta. Są więc łatwi w przyswojeniu przez opcje bardziej jednoznaczne ideologicznie. Na jakim gruncie nowoczesności spotykają się owe nurty? Na gruncie rozumienia pojęcia proletariat, jego znaczenia i historycznej roli. Jakoś tak się składa przypadkiem, że to rozumienie jest nowolewicowe.
Zgadzamy się, że stare spory mają historyczne znaczenie, niekoniecznie pasjonujące dziś. Ale tak się też składa, że linia konsensusu składającego się na przyjęte tutaj pojęcie nowoczesności biegnie zgodnie z podziałem jak najbardziej znaczącym dla dzisiejszych sporów. Znaczenie industrializacji czy nowoczesnej klasy robotniczej i jej wyznaczników ma zasadnicze przełożenie dla strategii walki klasowej tu i teraz, a nie w przeszłości. Nasze spory są zdeterminowane tymi właśnie podziałami, a nie zamiłowaniem do antyku.
W tym więc zgadzamy się z T. Kochanem, że spory te są toczone dla przyszłości. Stajemy naprzeciwko jedności ideowo-moralnej całej nowej radykalnej lewicy, dla której spory z przeszłości stanowią nie żywą tkankę dyskusji, ale pretekst do etykietkowania przeciwnika politycznego na polu jak najbardziej aktualnej walki.
Można udawać, że tego się nie dostrzega. Nie zmienia to jednak faktu. Etykietkowanie per „starocie”, „Amisze lewicy”, „dinozaury” itp. epitety pozostają tylko nieporadnymi próbami zaklinania rzeczywistości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski

1 lipca 2013 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Polemiki i dyskusje, Teksty bieżące. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

53 odpowiedzi na „ZAKLINANIE RZECZYWISTOŚCI

  1. W.B. pisze:

    TARAN

    Nigdzie nie wyjeżdżam, to ty odjechałeś. Prosiłeś o definicję ekumenizmu („Wyjaśnijcie co rozumiecie przez ekumenizm?”), no to ją masz.
    Pasuje jak ulał do twojego rozumowania. Przecież chrześcijanom też nie chodzi o „pochopne zacieranie różnic”. Może być zatem jedność w różnorodności. Przynajmniej w okresie przejściowym.

    Z twojej wypowiedzi jasno wynika, że nie sięgnąłeś do wskazanych ci lektur. Wciąż masz poważne braki. Daleko ci do Zbigniewa M. Kowalewskiego. Ten przynajmniej we wspomnianej dyskusji z nami na temat jednolitego frontu robotniczego na moment załapał o co tak naprawdę chodzi.

    Stawiamy nacisk na jednolity front robotniczy „od dołu” nie przypadkiem. Otwarta furtka na front „od góry”, to tylko gest dobrej woli, choć nie bez znaczenia.
    Jednolity front robotniczy „od góry”, to raczej wyjątek. Tak przynajmniej wynika z historii ruchu robotniczego, zwłaszcza w Drugiej Rzeczpospolitej.
    To odpowiedź na pytanie „co robić?”, gdy nie ma woli i przyzwolenia na odgórne porozumienie.
    A takiej woli, jak dobrze wiesz, nie było w Drugiej Rzeczpospolitej i dziś jej nie ma.

    Nie biadolimy nad tym jak ty.
    Jednolity front robotniczy „od dołu” to nie klucz i nie wytrych, to taran w rękach względnie masowej rewolucyjnej partii robotniczej. Taką partią byłą, co by o niej nie mówić, przedwojenna KPP.
    Dziś musimy zadowolić się jego namiastką.
    Siła tarana zwielokrotnia się, gdy stosuje go rewolucyjna partia.

  2. MN pisze:

    Nathalie Arthaud -Kryzys kapitalizmu, aktualność komunizmu – CAŁOŚĆ

    http://walka-robotnicza.blogspot.fr/2013/07/nathalie-arthaud-kryzys-kapitalizmu.html

  3. W.B. pisze:

    O.K., Michale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *