STOP dla emerytalnego ACTA!

gap-between-the-rich-and-the-poorReforma systemu emerytalnego przez podniesienie wieku emerytalnego, jak wynika z badań opublikowanych w 2007 r. przez Departament Statystyki ZUS na temat Analiza wyników badania okresów pobierania emerytur i rent, jest w praktyce zastosowaniem gułagu do pracującej większości społeczeństwa polskiego. Wynika z nich, że: „W 2005 r. w badanej populacji – mężczyźni stanowili 52,1%, a kobiety 47,9%. (…) Średni wiek osób wychodzących z systemu wypłatowego wynosił 66,7 lat i był wyższy o 3 lata od przeciętnego wieku osób badanych w 2000 r. (…) Mężczyźni opuszczali w 2005 r. system średnio w wieku 64,5 lat, a kobiety w wieku 69,1 lat.” Nawet jeśli od tego czasu nastąpił lekki wzrost wieku owego „wychodzenia z systemu wypłatowego”, czyli najczęściej śmierci – to i tak, według tej średniej, po 67 roku życia kto dożyje, będzie mógł skorzystać ze swojej składki najwyżej rok, dwa.

Sęk w tym, że podniesienie wieku emerytalnego spowoduje większą śmiertelność wśród wyzyskiwanych do starości pracowników. Tym samym – średni wiek „wychodzących z systemu” spadnie. A w tym czasie przez 40-50 lat giełdowi hochsztaplerzy i zarządy funduszy emerytalnych dzięki hojności tego rządu będą sobie żyli jak pączki w maśle z naszych składek! Bo w ubiegłym roku odbierając część składki dla OFE rząd zarządził, że te fundusze mają zwiększać udział inwestowanych na giełdach składek do 80, a nawet 90% po 2020 r. Czyli: my, obecni pracownicy i nasi następcy zostaliśmy bez konsultacji – tak samo jak przy ACTA – sprzedani na giełdy, żeby ci idioci, którzy doprowadzili do obecnego kryzysu mogli sobie odkuć straty, narobić następnych idiotyzmów i dalej używać życia na nasz koszt!

Tym, którzy chcą ogarnąć całość tego systemu, w którym na jednym końcu jest podnoszenie wieku emerytalnego, a na drugim ograniczanie wolności słowa i monopolizacja tzw. własności intelektualnej poprzez ACTA, TRIPS i inne sztuczki – pozwalam sobie streścić artykuł Michała Potockiego Zachód największą pralnią kradzionych fortun z „Magazynu”, dodatku „Dziennika-Gazety Prawnej” nr 243, z 16-18 grudnia 2011 r. Tekst jest o raporcie Banku Światowego z projektu The Pup-Masters (Władcy marionetek), w którym „przeanalizowano 150 najbardziej bulwersujących przypadków defraudacji, dzięki którym nieuczciwym politykom udało się wyprowadzić z ojczyzn równowartość 56,4 mld dol.(…) Oczywiście 150 ujawnionych przypadków to tylko czubek góry lodowej. Według innych analiz Banku Światowego tylko na szwajcarskich kontach leży 150 mld dol., które zostały w nielegalny sposób wyprowadzone przez polityków i urzędników”. Bo to nie „państwa Trzeciego Świata przodują w handlowaniu swoim dobrym imieniem w zamian za zyski z lokowania podejrzanej gotówki we własnych bankach. Bez wielkiej trójki, na którą poza Szwajcarią składają się Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, defraudacje na tak olbrzymią skalę nie byłyby możliwe”. Raport podaje na podstawie przebadanych przypadków, że w USA założono 107 kont legalizujących kradzione fortuny i zarejestrowano 102 firmy pośredniczące w tym procederze w ramach „tzw. TCSP (Trust and Company Service Providers), czyli korzystania z dostawców usług korporacyjnych i powierniczych. Jednostki te prowadzą konta czy rejestrują firmy w imieniu zleceniodawców, często nie znając nawet ich tożsamości”. W Szwajcarii założono 76 takich kont, w Wielkiej Brytanii 19 i zarejestrowano 24 takie firmy. Inne wymienione w raporcie kraje to w kolejności: Brytyjskie Wyspy Dziewicze (91 firm) i Jersey na Kanale La Manche (11 kont), Panama (50 firm), Bahamy (27 firm i 18 kont), Lichtenstein (28 firm i 10 kont), była kolonia brytyjska Hongkong (24 firmy i 14 kont), Nigeria (20 firm i 17 kont), RPA (16 firm), Kajmany (15 firm), Cypr (15 kot), Antigua i Barbuda (11 kont).

Jednak o skali procederu daleko wykraczającego poza defraudacje nieuczciwych polityków i urzędników świadczą następujące fakty: na samych brytyjskich Wyspach Dziewiczych zarejestrowano – oprócz tych ujawnionych w raporcie – 500 tys. takich firm i co roku przybywa ich 70 tys. Równie powszechne jak TCSP „jest prowadzenie działalności poprzez fundacje czy spółki powiernicze. W Panamie samych fundacji jest 26 tys”. Oprócz wymienionych – wiadomo, że pranie tzw. brudnych pieniędzy dokonuje się też na należącej do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, pseudosuwerennej wysepce Guernsey na Kanale La Manche oraz na Nauru, państewku na Pacyfiku zamieszkałym przez 14 tys. wyspiarzy. Tylko „w 1998 r. z samej Rosji wpłynęło na wyspę 70 mld dol.. W jednopiętrowym biurowcu w wiosce Aiwa obok ambasady Tajwanu zarejestrowano w sumie 104 rosyjskie banki”. Podobnie – na Cyprze: do 2010 r. „wyspa zainwestowała (czyli de facto reinwestowała [po wypraniu nielegalnych pieniędzy – R.A.] w Rosji ponad 50 mld dol., dwukrotność cypryjskiego PKB”. Tyle z artykułu o raporcie Banku Światowego. Więcej o tym, jak okradają własne kraje i nie tylko własne właściciele legalnych i nielegalnych kapitałów pisze m.in. Elżbieta Baumgartner w „Jak chować pieniądze przed fiskusem – podręcznik agresywnej gry podatkowej” i „Jak oszczędzać na podatkach”.

Jednak na tej podstawie można sobie wyrobić szacunkowy obraz obecnej wersji kapitalizmu. Jeśli ujawnione przez raport Banku Światowego malwersacje, to czubek góry lodowej, czyli 1/3 tego, co wyczyniają ludzie władzy na świecie, to można łatwo wyliczyć, że takich spraw powinno być jakieś 450. Jeśli to tylko metafora i nie chodzi o 1/3, ale 1% tego, co skorumpowane władze państw wyprawiają, to uzyskamy od 15 do 45 tys. takich spraw. Jednak na samych tylko brytyjskich Wyspach Dziewiczych działa ponad 500 tys. firm piorących kradzione pieniądze. Jeśli dodamy inne wymienione kraje i te, których nie wymieniono – będzie tych firm i kont z grubsza licząc kilka milionów. Gdyby nawet połowa z nich obsługiwała czarny sektor (tzn. malwersantów państwowych i zorganizowany biznes kryminalny), to komu służą pozostałe? Czy nie reszcie beneficjentów globalnej, giełdowej korpo-kracji hazardowej, która narzuca poprzez „swoje” rządy takie regulacje jak ACTA?

Kiedy parę miesięcy temu pisałem o tych szwindlach kapitalistycznej korpo-kracji nie potrafiłem sobie wyobrazić skali zjawiska rozkradania świata. Dziś już wiadomo (dzięki książce-raportowi byłego głównego ekonomisty firmy McKinsey, Jamesa Henry’ego „The Price of Offshore Revisited”), że najbogatsi spośród narodowych i ponadnarodowych klas posiadających i wyzyskujących ukryli w tzw. „rajach podatkowych” co najmniej 21 bilionów dolarów, a „Henry określił wyliczenie 21 bln jako „konserwatywne” i twierdzi, że możliwe jest ukrycie w świecie aż 32 bln dolarów” (http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/21-bilionow-dolarow-jest-w-czarnej-dziurze,1824631 – dostęp 23. 07. 2012 r.). Teraz jest więc już jakiś punkt odniesienia, ale biorąc pod uwagę, że autor owego raportu nie wliczył w bilans tego globalnego złodziejstwa nielegalnych fortun ulokowanych w nieruchomościach, jachtach itp. – można przypuszczać, że i tak przedstawione wyliczenia wielokrotnie zaniżają skalę tego rabunku świata i ludzkości. „Henry szacuje, że 8,1 bln euro znajduje się w rękach zaledwie 92 tys. osób, czyli 0,001 proc. światowej populacji. Wąskie grupy ogromnie zamożnych elit z różnych krajów wspólnie bronią swojej uprzywilejowanej pozycji, nie okazując solidarności z uboższymi obywatelami własnych państw. „Zakładając, że 17 bln euro generują średnio 3 proc. rocznie w postaci odsetek, a państwa nakładają na to podatek w wysokości 30 proc. otrzymujemy kwotę 155,5 mld euro. To więcej niż bogate kraje wydają na pomoc państwom trzeciego świata” – liczy „Guardian”. – Kraje na całym świecie muszą ograniczać swoje deficyty i rządy nie mogą sobie pozwolić na to, żeby tyle bogactw osiadało w rajach podatkowych – komentuje na łamach „Guardiana” Brendan Barber, sekretarz generalny brytyjskiej centrali związkowej TUC” (http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,12174130,_The_Observer___Elity_ukrywaja_17_bln_euro_w_rajach.html#ixzz21Qw0KH00 – dostęp 23. 07. 2012 r.).

Jednocześnie te same środowiska „praczy kradzionych fortun” śmią żądać od większości obywateli na świecie podnoszenia wieku emerytalnego, ograniczania zabezpieczeń socjalnych, znoszenia regulacji chroniących człowieka w środowisku pracy, cięcia budżetów publicznych, które najpierw ograbiają dla ratowania swoich doprowadzonych do bankructwa idiotycznymi inwestycjami giełdowymi banków, ograniczania podatków, których najpierw nie płacą uciekając do opisanych pralni pieniędzy! I żeby ludzie zbyt wiele z tego nie zrozumieli, narzucają ograniczanie przepływu informacji pod pretekstem ochrony własności intelektualnej, czyli osławione ACTA. To już nie jest hipokryzja, ani światowa

targowica szulerów. To ponadnarodowy skok na kasę i grabież narodów. To globalny zamach stanu przeciw społeczeństwom obywatelskim, demokracjom parlamentarnym, rządom narodowym i państwom. To początek nowej ery niewolnictwa.

A może wystarczy, że finansjera giełdowa i ponadnarodowe korporacje, które poprzez ACTA, TRIPS-y i inne sztuczki grabią świat, zaczną płacić składki solidarnościowe od swoich mega-zysków z ponadnarodowego wyzysku? Może by wystarczyło i na emerytury, i służbę zdrowia, żeby ludzie powyżej sześćdziesiątki w miarę normalnie funkcjonowali lub znajdowali swoje miejsce na rynku pracy? Może niech ci ACTA-kraci tworzą miejsca pracy, rozwijają moce wytwórcze społeczeństw, a nie monopolizują „własność intelektualną” i ograniczają rozwój gospodarczy?!… Jak więcej młodych będzie pracować, a nie marnować życie na bezrobociu, albo śmieciowych umowach, to i pieniędzy na emerytury będzie więcej. Jeśli ACTA-kracja zamiast wyciągać poprzez tzw. reformy emerytalne i podnoszenie wieku emerytalnego pieniądze całych pokoleń na giełdy, aby nimi spekulować i tracić w wywołanych przez własny chciwy idiotyzm kryzysach – zacznie je inwestować w realnej gospodarce, to dla wszystkich wystarczy na emerytury. Niech sobie przestaną wypłacać miliardowe premie za wywoływanie kryzysów i milionowe pensje za robienie głupot gospodarczych – starczy na emerytury dla każdego uczciwie pracującego przez 30 lat. Niech zaczną działać jako „biznes społecznie odpowiedzialny”, to nie będzie trzeba przedłużać wieku, blokować przez to dostępu młodym do rynku pracy, a więc terroryzować ludzi stałym bezrobociem i nieustająco zwiększać wyzysk, mimo stałego wzrostu wydajności pracy. Niech zaczną o nas dbać w miejscach pracy, żeby nas nie pozbawiać zdrowia i sił; niech zaczną tworzyć miejsca pracy dla młodych, a nie hulają za nasze emerytalne składki do końca życia; niech podwyższają płace, a nie trzymają nas na umowach śmieciowych! Tylko, że to wymaga reorientacji stosunków w gospodarce od spekulacyjo-hazardowej korpo-kracji do społecznie odpowiedzialnej demokracji i przedsiębiorczości. Taka reforma jest potrzebna, a nie zawyżanie wieku, przy prywatyzacji i likwidacji publicznej służby zdrowia. Dlatego twierdzę, że jedyną słuszną z ekonomicznego punktu widzenia i sprawiedliwą społecznie reformą systemu emerytalnego nie tylko w polskich warunkach będzie: 1) przywrócenie składki emerytalnej od całości osiąganych dochodów dla tych, którzy teraz są zwolnieni z jej odprowadzania powyżej trzydziestokrotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok kalendarzowy, określonego w ustawie budżetowej, ustawie o prowizorium budżetowym lub ich projektach, jeżeli odpowiednie ustawy nie zostały uchwalone; 2) nałożenie jej na pieszczochów systemu, czyli kler, sędziów, prokuratorów i im podobnych, którzy składek nie płacą lub zgarniają do końca życia pensje w wysokości ostatniej wyśrubowanej płacy; 3) obłożenie wszystkich zarabiających miesięcznie powyżej pięciokrotnego prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia – składką solidarnościową; 4) nałożenie składki solidarnościowej na wszystkich osiągających dochody z gry giełdowej powyżej pięciokrotnego prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia; 5) nałożenie dodatkowej składki solidarnościowej od całości nieujawnionych zysków na wszystkich, którzy unikają płacenia podatków i wyprowadzają dochody poza krajowy system podatkowy.

Od lat traktuję poważnie opinie gospodarczo-społeczne dwóch polskich profesorów ekonomii: Kołodki i Rybińskiego. Pierwszego – bo zanim ktokolwiek pomyślał o nadchodzącym kryzysie, już na początku XXI w. badał cykle koniunkturalne z cyklem Kondratev’a-Schumpeter’a na czele. Drugiego, bo nie dał się ogłupić neoliberalnej ideologii panujących w globalnej wiosce korpo-kracji i śmie patrzeć na ręce hochsztaplerom finansowo-giełdowym. Jego diagnoza, że za kilka lat obecne działania naprawcze eurokratów, w tym podnoszenie wieku emerytalnego doprowadzą do wybuchu nacjonalizmów i rozpadu Unii – ma wszelkie dane, aby się okazać proroczą (http://biznes.interia.pl/raport/kryzys_w_usa/news/krzysztof-rybinski-najbezpieczniejsza-droga-do-katastrofy,1770153 – dostęp 13. 03. 2012 r.) Zwłaszcza, gdy około 2017 r. uderzy kolejne załamanie w cyklu Juglar’a (nadprodukcji), a cykl Kuznets’a (inwestycyjno-budowlany) nie będzie miał jeszcze dość siły, aby je złagodzić. Jednak obecne zarządy państw narodowych z nadania ponadnarodowych korporacji uznały, że ich już ten wstrząs nie dotyczy, bo zakończą swoją kolejną kadencję. Koszty – jak przewiduje prof. Rybiński – spadną na nas, czyli podatników. Dlatego w naszym interesie jest, aby zmusić te za”rządy” do przygotowania odpowiedniej ochrony społeczeństw zanim to nastąpi. Środki są: marnotrawią je zarządy owych ponadnarodowych korporacji finansowo-giełdowych, które właśnie próbują światu narzucić nowe emerytury i ACTA. Trzeba je obciążyć kosztami kryzysów: tego, który trwa i tego, jaki nadejdzie.

Związki zawodowe mają zapisane w statutach, że będą bronić interesów materialnych i socjalnych swoich członków i wszystkich pracowników, którzy się do nich o to zwrócą. Do akcji w sprawie referendum emerytalnego powinny się połączyć wszystkie centrale związkowe i samodzielne związki, nie tylko NSZZ „S” i OPZZ. Tam powinno być Forum Związków Zawodowych, powinien być Związek Zawodowy Inicjatywa Pracownicza, Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80”, NSZZ „Solidarność’80”, ZZG, ZZH, związki mundurowe i wszystkie inne. Powinny sprawę referendum połączyć z żądaniem podwyżek płac, bo tylko podwyżki płac realnie zwiększą składki emerytalne. To jest ostatni moment, żeby stworzyć ludziom ochronę na najbliższe lata. Można to osiągnąć mobilizując ruch związkowy i obywatelski nie tylko w Polsce ale i w całej Unii. Dlatego ruchy anty-ACTA i przeciw reformie emerytur powinny się wzajemnie wspierać, bo zagrożenia jakim się przeciwstawiają mają to samo źródło. Żądajmy niemożliwego, albo czeka nas „milczenie owiec”.

R. A. Zawierucha

10 lutego 2012 r.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty nadesłane. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „STOP dla emerytalnego ACTA!

  1. Pingback: Wieści i mater… « Skojarzenia. Bohdan Kaczmarek

  2. W.B pisze:

    NIE PRZYPADKIEM

    No cóż, nasze dzielne lewicowe media (lewica.pl, Władza Rad i CIA) nie omieszkały donieść za PAP o ostatnich wydarzeniach w Grecji, skracając relację PAP-owską mniej-więcej o połowę. W dwóch pierwszych przypadkach odnotowano za PAP/DPA transparent Syrizy. Udziału PAME i KKE media te nie uwzględniły w przeciwieństwie do jak zawsze dobrze poinformowanej POLONORAMY,która podała polskim turystom zawczasu rozkład 2-dniowych zajęć wraz z wykazem głównych organizatorów:
    http://www.polonorama.com/portal/index.php?option=com_content&view=article&id=1171&lang=pl

  3. W.B pisze:

    JESTEŚ W POŁOWIE DROGI

    Chcesz przez to powiedzieć, Bartku, że nie można inaczej? Od tego to już tylko krok do beatyfikacji ZSRR, „realnego socjalizmu” i wreszcie zamordyzmu Stalina.
    Jesteś w połowie drogi. Możesz bratać się z mlm.

    Nie chodzi o czas – długo czy krótko, ba, a może „z dnia na dzień”. Chyba zdajesz sobie sprawę, że między marksizmem a anarchizmem jest w tej kwestii zasadnicza różnica. Chodzi o okres przejściowy. Po co więc te insynuacje?

    Ale to nie znaczy, że na drodze „od – do” raz wprowadzona dyktatura proletariatu gwarantuje niejako rozwój liniowy ku komunizmowi. Trzeba brać pod uwagę wiele innych czynników. Nic dziwnego, że formy tej dyktatury, delikatnie mówiąc, muszą być zmienne.
    Czasem trzeba się cofać. Może nawet podzielić się władzą – byłoby z kim – by nie zaczynać wszystkiego od nowa.
    Chyba nie zaprzeczysz, że „realny socjalizm” to najdłuższa, sprawdzona już droga, od kapitalizmu do… kapitalizmu?

  4. W.B pisze:

    MÓWISZ: FAKTY

    Mówisz, Bartku, FAKTY, a jednocześnie – delikatnie mówiąc – naginasz rzeczywistość, żeby tylko pasowała do nich.

    I jakie to są fakty?

    To już nie tylko twierdzenie, że „robotnicy nie bronili socjalizmu”, kapitalizmu państwowego – czy jak go tam zwał? – mniejsza o to, skoro i tak trafili z deszczu pod rynnę, bo jak zapewniasz:
    „‚Realny socjalizm’ był raczej formalny, niż realny, bo w rzeczywistości był kapitalizmem w nowej – państwowej – formie, który skończył się przywróceniem kapitalizmu w formie tradycyjnej – prywatnej. Nawet pamiętając o tym stanowił postęp w stosunku do punktu wyjścia – starego, prywatnego kapitalizmu.”

    Mieli zatem według ciebie niejako obowiązek bronić „postępu”.

    Ale tego jeszcze mało. Twoim zdaniem:
    „klasa robotnicza nie tylko nie broniła ‚zdegenerowanego/zdeformowanego państwa robotniczego’, ale jeszcze wzięła na siebie [ma się rozumieć dobrowolnie, bez przymusu!!!] ciężar ‚transformacji’ w imię świetlanej przyszłości w kapitalizmie”. Zaślepiła ich wizja dobrobytu. „Spodziewali się, że będzie u nas jak na Zachodzie”, „że będą beneficjentami kapitalizmu” i dlatego „Tak, czy inaczej przyklasnęli burżuazyjnej kontrrewolucji”.

    I tak ewoluując od twierdzeń SWP/PD, anarchistów itp. gładko, eklektycznym krokiem przeszedłeś drogą postępu do wywodów Dawida Okularczyka, KPP(bis) i tym podobnych sierot po PZPR.

    I to mają być te fakty?

    No, wybacz, ale to są właśnie zwykłe insynuacje.
    Zapomniałeś o „terapii szokowej” Balcerowicza, wszechstronnej osłonie transformacji kapitalistycznej, nazywanej przez propagandę nie przypadkiem „drogą do normalności”, przymusie nie tylko ekonomicznym i wreszcie o wielkiej fali strajków robotniczych w latach 1991-1992?

    Może nie jest to istotne z twojego punktu widzenia? Pewnie byłeś naocznym świadkiem historii…
    Nie żartuj.

    Sprawy poniekąd rozstrzyga nauka – literatura przedmiotu. Wystarczy sięgnąć do pracy Juliusza Gardawskiego „Przyzwolenie ograniczone. Robotnicy wobec rynku i demokracji”.

    Nawet sporna naszym zdaniem teza tytułowa tej książki sugeruje co najwyżej przyzwolenie ograniczone. Jak mocno ograniczone – władza nie chciała nawet sprawdzać. Wolała wszelkimi sposobami przyklepać sprawę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *