BÓG Z WAMI!

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Pewnie tak już musi być. Nie po drodze nam z wszystkim, co się jeszcze rusza na polskiej scenie politycznej. To, że nie po drodze nam z prawicą – nie dziwota – wiedzieliśmy o tym od inicjacji politycznej w pamiętnym 1980/1981 r.
Później życie nie raz nas zaskakiwało.
Choćby epizodyczną współpracą w stanie wojennym z Jackiem Knapem z warszawskich Miejskich Zakładów Komunikacyjnych i „Wiadomości” Antoniego Macierewicza – formacji antagonistycznej wobec postkorowskiej lewicy i wiodącej w Regionie „Niezależności”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego paliliśmy za sobą mosty:
- z Wszechnicą Robotniczą „Solidarności” Regionu Mazowsze, a raczej z tym co z niej pozostało; z lewicą KOR-owską i około KOR-owską – z tą od Mariana Srebrnego, jeśli zaliczymy go do tej formacji.
Z Heniem Wujcem, który był szefem Wszechnicy, nie ma tego problemu. Nie ma też wątpliwości, że był w KORze. Można mieć tylko pewnie obiekcje co do jego lewicowości. Jeśli w 1980/1981 r. była to lewica, to co najwyżej chrześcijańska.

A ściślej – to oni palili te mosty – zresztą słomiane.

W końcu wszystkie spłonęły. Jedne – po wprowadzeniu stanu wojennego, inne – po jego zniesieniu.

W okresie transformacji ustrojowej i w nowej kapitalistycznej Polsce nic z tych kontaktów i więzi – ma się rozumieć towarzyskich, bo przecież nie politycznych – się nie ostało.
Chyba, że za takie uznamy te w związkach zawodowych – w obojętnie jakich. Działaliśmy we wszystkich.

W końcu i te zerwaliśmy, żegnając się z tym, co z ruchu związkowego pozostało. W naszym mniemaniu nie ma on już nic wspólnego z klasowym ruchem robotniczym.

Wreszcie zostaliśmy sam na sam z trockistami i zwolennikami reanimacji PPS. Choć w zasadzie to dwa równoległe światy, nakładające się na siebie, przynajmniej w pewnych aspektach i wymiarach.

Tu też same zaskoczenia. Wpierw pożegnaliśmy się z tymi od Mandla i Kowalewskiego. Później z tymi z „Walki Klas” – od Bekiera i Hassów.
Z LIT CI było długie pożegnanie – przynajmniej tak długie, jak współpraca, nawiązana zaraz po rozstaniu z tymi od Ikonowicza i za ich pośrednictwem.
O współpracy z CWI czy LO nie było mowy. Można wspomnieć jedynie o kontaktach, wzajemnych podchodach i korowodach.
Od pozostałych – obecnych na polskiej scenie politycznej – spartakusowcach i tych od kapitalizmu państwowego, czyli „Solidarności Socjalistycznej”, zwanej obecnie „Pracowniczą Demokracją” – od początku dzielił nas spory dystans.

W tym przypadku od zarania możemy już mówić o nieskrywanej wrogości, bynajmniej nie z naszej strony.

W końcu to ona wyparła wszystko.

Jeśli czegoś żałuję – sięgając wstecz – to tylko mostów opuszczonych przez Wsiewołoda Wołczewa, które spaliła niespodziewanie jego śmierć w 1993 r.

Zerwanej współpracy ze Związkiem Komunistów Polskich „Proletariat” nie żałuję, jak również nienawiązania współpracy z KPP bis, powstałej na zgliszczach ZKP „Proletariat”.

Kto by się spodziewał, że w nowej Polsce zejdą się nasze drogi z najczarniejszą – i najjaśniejszą zarazem – gwiazdą Katowickiego Forum Partyjnego z 1980/1981 r., liderem regionalnego oddziału Stowarzyszenia Marksistów Polskich.
To jedyne pozytywne zaskoczenie – rozstanie jakże niepożądane, niechciane i nieodżałowane.

Pozostałym towarzyszom dziękujemy – Bóg z wami!

W tej sytuacji rzucić hasło zjednoczenia ruchu komunistycznego, czy też tego co po nim zostało, nam nie wypada, a mnie w szczególności.
Chyba, że zrobimy to w imieniu Wsiewołoda Wołczewa, za jego zgodą i przyzwoleniem. I, ma się rozumieć, za przykładem towarzyszy z Moskwy – tego każdy by się po nim spodziewał.

Niech po śmierci żyje i straszy – DZIELI I ŁĄCZY – jesteśmy mu i wam to winni.
Wieje przecież WIATR ZE WSCHODU:

I to jak wieje.

 

Włodek Bratkowski
27 lipca 2014 r.

Opublikowano Teksty bieżące | Skomentuj

POD GITARĘ I POD HARMOSZKĘ

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Jeśli wierzyć tak kompetentnemu ekspertowi od „obszaru poradzieckiego”, jak Konrad Rękas z redakcji Geopolityka.org, powstanie donbaskie poniosło już sromotną klęskę (patrz: Konrad Rękas „Cena ukraińskiego pokoju”: http://www.geopolityka.org/komentarze/2954-konrad-rekas-cena-ukrainskiego-pokoju).
Co więcej, w zaistniałych geopolitycznych okolicznościach, od początku nie miało większego sensu ani racji bytu. Można by powiedzieć, że niejako z góry było skazane na porażkę.

Nie jest to jakieś odosobnione zdanie.

W międzyczasie, hołubiony przez nas ekspert z Agencji Informacyjnej „REX”, Michaił Oszerow, już dwakroć zdążył pożegnać się z „rewolucją donbaską” (Michaił Oszerow „Kak zakancziwajutsa riewolucyi”: http://www.iarex.ru/articles/49042.html) i ze skazaną na klęskę Nową Rosją (tenże „Praszczaj, Noworossija!”: http://www.iarex.ru/articles/49364.html).

Komu dziś zależy na skazańcach?

Nawet my nie będziemy opłakiwać ewentualnej śmierci Aleksandra Borodaja, znanego, prawicowego moskiewskiego politologa i dziennikarza, generała-majora rosyjskiej FSB, a na urlopie i w cywilu – premiera samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej.

To przecież on i jemu podobni, można by rzec nieomal osobiście, wykorzystując w tym celu podległy rządowi DRL batalion „Wostok” pod wodzą Aleksandra Chodakowskiego, spacyfikowali doniecki Antymajdan. Kończąc w ten sposób, jak im się wówczas wydawało – raz na zawsze, z oddolną rewolucją, która nieodparcie i nie przypadkiem kojarzyła się również Igorowi Striełkowowi/Girkinowi z wszechobecną anarchią i jakże im nienawistną Wielką Socjalistyczną Rewolucją Październikową 1917 r.

Fakt ten, notabene, jakimś cudem przeoczył Borys Kagarlicki, zafascynowany, jak nikt inny, „logiką ludowego powstania” w Donbasie, pewnie równie obiektywną, jak ta, którą przed laty miał na myśli jego wielki poprzednik na gruncie wschodnioeuropejskiego neomarksizmu – a dziś jakże zawistny nienawistnik – niejaki Zbigniew Marcin Kowalewski. Przed laty nikt inny, tylko właśnie on ekscytował się „obiektywną logiką” naszej rodzimej „Solidarności”, ewoluującej, na przekór ich wspólnym, nieskrywanym, neomarksistowskim życzeniom, w kierunku odwrotnym od ich oczekiwań.
Krótko mówiąc – na prawo.

Gdyby i tym razem było podobnie, mielibyśmy powtórkę z rozrywki – wszystko byłoby proste.

Rodzą się jednak pewne wątpliwości. Ta oto wypowiedź „głównego intelektualisty Doniecka”, a zarazem pierwszego wicepremiera Donieckiej Republiki Ludowej, Andrieja Purgina, stawia sprawę w nieco innym świetle:

Первая волна — люди крайностей. В марте приехали нацболы и просто русские националисты. Крайние — всегда самые активные. И вот представьте: русские националисты вместе с коммунистами были вынуждены защищать в Донецке памятник Ленину от майдановцев. То есть, приехали люди, которые всей душой ненавидели Ленина, а тут встали стеной на его защиту. У них в голове разрыв мозга произошел. Они побывали здесь, и вся их агрессивность исчезла. Здесь настолько плохо, что российская государственность кажется благом. Сейчас идет другая волна – едут отставные офицеры, казаки. Вся „русская весна” прошла под «Русский марш» Жанны Бичевской, то есть некий крен вправо был, но он ушел. Революция закончилась, теперь она пытается себя защитить (patrz: http://www.kp.ru/daily/26252/3132924/).

Przedruki (http://novorossia.su/ru/node/3866 i http://www.liveinternet.ru/users/dejavu57/post331496150/) świadczą dobitnie, że wywiad ten wzbudził spore zainteresowanie.
Niech się nikt nie dziwi zatem, że mam pewne opory, by powiedzieć: najwyższy czas spuścić wodę po obu „ludowych republikach”.

Są tu pewne klimaty, tak trafnie uchwycone przez Andrieja Purgina, wyrażone w artystycznej formie przez Żannę Biczewską na użytek tak wewnątrzrosyjski,

jak i, w pewnym sensie, zewnętrzny – skoro Ukraina formalnie jest przecież odrębnym państwem, bynajmniej nie przez wszystkich Ukraińców kojarzonym z „rosyjskim mirem”.

Nic dziwnego, że zwłaszcza ta wersja nieformalnego hymnu armii Nowej Rosji nie budzi ich sympatii.

Te popularne nostalgiczne klimaty, w których wyspecjalizowała się Żanna Biczewska,

na naszych oczach, w donbaskich, postradzieckich realiach, zmieniają się w trzecią falę.

I tak „rekonstruktorzy Białej Gwardii” w rodzaju Aleksandra Borodaja czy Igora Striełkowa/Girkina zmuszeni są niejako PODZIELIĆ SIĘ, NIE TYLE ZWYCIĘSTWEM, CO KLĘSKĄ, Z KOMUNISTAMI. Potwierdza to wybór komunisty, Borysa Litwinowa, na nowego przewodniczącego Rady Najwyższej Donieckiej Republiki Ludowej.

W dniu 22 lipca – data pamiętna, wręcz symboliczna, rzecz w tym, że tylko dla nostalgików po PRL – zastąpił on na tym stanowisku przebywającego od pewnego czasu w Moskwie Denisa Puszilina, który 19 lipca złożył wreszcie oczekiwaną dymisję, na którą nalegali od pewnego czasu przedstawiciele partii Pawła Gubariewa, znanej pod nazwą „Noworosija”.

Dotąd Borys Litwinow piastował mało eksponowane stanowisko szefa kancelarii rządu DRL, wcześniej zaś, jak słusznie zauważa Jacek C. Kamiński (patrz: http://lewica.pl/?id=29673&tytul=Ukraina:-Komunista-na-czele-Donieckiej-Republiki-Ludowej), przewodził on jednej z dzielnicowych organizacji Komunistycznej Partii Ukrainy w Doniecku, która po oddzieleniu się od partii-matki miała łączyć to, co jeszcze żywotne na rewolucyjnej lewicy w Doniecku, Ługańsku i całej Nowej Rosji.
Co pewnie się nie ziści.
Chyba, że wszystkich – pod harmoszkę – przykryje trzecia fala:

W tym nasza głowa.
Za szto, bratcy, wypjem!

Włodek Bratkowski

24 lipca 2014 r.

Opublikowano Jaja jak czerwone berety, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | Skomentuj

SPRAWA SIĘ RYPŁA

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Przyznaję – przydał mi się wirtualny urlop od polityki. Dodajmy – dwutygodniowy. Przyjmijmy zatem, że mam go już za sobą.
Czy to usprawiedliwia 14-dniowe milczenie?

Niekoniecznie.

Chodziło raczej o coś innego. Potrzebny był dystans – niezbędny nawet dla raczkującego długodystansowca.

(Odtrutką na poczynania Igora Striełkowa i moskiewskich grup rekonstrukcyjnych Białej Gwardii może być ekskluzywny wywiad z już „odstrzelonym”, równolegle z Kurginjanem, przez Dugina dowódcą batalionu „Wostok”, ministrem spraw wewnętrznych Donieckiej Republiki Ludowej Aleksandrem Chodakowskim)

Na krótką metę sprawa się rypła. Możemy już zapomnieć o „ludowych republikach” i Noworosji w konserwatywnym, prokapitalistycznym wydaniu.
Rację ma Siergiej Kurginjan. Po oddaniu Słowiańska, Kramatorska i paru jeszcze innych miejscowości, los owych „ludowych republik” wydaje się nieomal przesądzony. Potwierdza to Wiktor Kuzowkow: http://vz.ru/opinions/2014/7/10/694930.html. Ich argumenty są powalające.

Bynajmniej jednak nie dla każdego.

Licznych zwolenników gieroja, ministra obrony Donieckiej Republiki Ludowej, niedoszłego dyktatora Noworosji – Igora Striełkowa-Girkina i Pawła Gubariewa, do których dołączyła ostatnio redakcja Rabkoru z Borysem Kagarlickim na czele, powalić może tylko sam Striełkow – choćby tą oto wypowiedzią: http://rusvesna.su/news/1405756358.

Przykro patrzeć, jak się skurwiła redakcja Rabkoru z Borysem Kagarlickim na czele. Najwyraźniej koledzy neomarksiści, walcząc o pozycję wpływowych doradców „ludowych republik”, zgubili azymut – jeśli w ogóle go kiedykolwiek posiadali – skoro dziś podążają dziarsko śladem wytyczonym przez Aleksandra Dugina, tropiąc w „ochranitielu” Siergieju Kurginjanie „szóstą kolumnę” Surkowa, pieprząc coś od rzeczy o „przełomie w wojnie” (http://rabkor.ru/editorial/2014/07/14/fracture) i „republikach socjalnych” na marginesie konferencji w Jałcie (http://rabkor.ru/report/2014/07/09/yalta, jak również: http://rabkor.ru/editorial/2014/07/14/fracture oraz http://liva.com.ua/conference-yalta.html).

Zresztą – nas to nie dziwi.

Nie dziwota, że za Rabkorem i Kagarlickim podąża na naszym krajowym podwórku nie kto inny, jak tylko Jacek C. Kamiński (http://www.geopolityka.org/analizy/2946-jacek-c-kaminski-po-ewakuacji-slowianska-zbliza-sie-przelom-w-ukrainskiej-wojnie-domowej) i portal Mateusza Piskorskiego, który Aleksandra Dugina lansował, można by powiedzieć, od zawsze.

I tak oto jakże nowocześni – i jakże proeuropejscy! – lewicowi socjaldemokraci i neomarksiści, w rodzaju Rabkoru i Borysa Kagarlickiego w realu koniunkturalnie znajdują punkty styczne z fundamentalistycznymi grupami rekonstrukcyjnymi skrajnej prawicy Striełkowa i Dugina, którym marzy się powrót do przeszłości i pełny izolacjonizm Matuszki Rosii.

Śmiać się czy płakać?

Nie zawracajmy sobie nimi głowy – lepiej poszukajmy sensownej skrajnie lewicowej alternatywy. Niekoniecznie musi to być ruch „Sut’ Wriemieni” Siergieja Kurginjana, który w realu prezentuje się nie tak aż skrajnie, choć nie od rzeczy.

Bliżsi nam będą – Wiktor Szapiłow: http://www.borotba.org/war_against_poor.html ze Zjednoczenie „Borot’ba” i Władimir Nowak (http://rk.org.ua/477-maydan-sposob-otstraneniya-trudyaschihsya-ot-demokratii.html) – notabene zagorzały stalinowiec z Robotniczej Partii Ukrainy (marksistowsko-leninowskiej). Czy choćby Jegor Woronow, którego za ukraińską „Livą” http://liva.com.ua/ lansuje nawet rosyjski trockistowski „Scepsis” (http://scepsis.net/library/id_3594.html oraz http://scepsis.net/library/id_3595.html).
To nie znaczy, że łączy nas to coś z kombajnem propagandowym zwanym „Władzą Rad”, który ostatnio uczepił się, jak rzep psiego ogona, „Borot’by”, nie odżegnując się od Zbigniewa M. Kowalewskiego.
Ci łączą nawet to, co się nijak nie da połączyć.

W przeciwieństwie do nich od początku przynajmniej przyznajemy w co gramy, kierując się marksistowską ortodoksją, oczywiście w naszym niedogmatycznym rozumieniu.

Włodek Bratkowski

20 lipca 2014 r.

Opublikowano Jaja jak czerwone berety, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | 2 komentarzy

KTO NIGDY NIE RZUCIŁ KAMIENIEM, TEN NIE ZNA SMAKU ZEMSTY

Zacznijmy może od paru cytatów. To nas wprowadzi w akcję.

„Wiedzieliśmy mniej więcej gdzie jest zło, ale nie wiedzieliśmy, gdzie jest dobro. Na zasadzie naturalnej polaryzacji poparliśmy komunizm, ale stało się tak dlatego, że z każdego, kto miał nastawienie antyamerykańskie, automatycznie czyniono komunistę. Dlatego Kuba była ogromnie przyciągającym biegunem i przejrzystym doświadczeniem – w polityce ktoś kierował się wreszcie etyką i miał jasno określony cel społeczny. Wbrew temu, co tak usilnie głosiły brazylijskie organy bezpieczeństwa, nie chodziło o to, że ulegliśmy propagandzie komunistycznej. Kuba reprezentowała jedyną przyzwoitą opcję, jaką można było poprzeć w obliczu niesprawiedliwości, korupcji i bandytyzmu politycznego reżimów południowoamerykańskich. Niesprawiedliwości, korupcji i bandytyzmu politycznego, które w dużej mierze panoszą się zresztą do dziś. Podobnie jak wiele innych prób przeobrażeń społecznych w XX wieku, Kuba padła ofiarą zimnej wojny – Amerykanie świadomie zmusili ją do przejścia na pozycje ekstremistyczne, czego wcale nie pragnęła, a ponieważ chciała za wszelką cenę przetrwać, łatwo było ją zepchnąć na orbitę interesów radzieckich. Dla drogi pośredniej nie było miejsca – świat musiał być albo USA, albo ZSRR. Jeśli Kuba nie chciała być proamerykańska, musiała być proradziecka. Gdy stała się proradziecka, ogłoszono, że jest śmiertelnym wrogiem.” (Władysław Dowbor, Rozbita mozaika (Ekonomia poza równaniami), przekład: Zbigniew Marcin Kowalewski, s.12)

„W sferze teoretycznej zrozumiałem ważną rzecz: Marks obstawał przy uspołecznieniu środków produkcji jako sposobie przeobrażenia stosunków politycznych, które miałoby pozwolić na budowę społeczeństwa bezklasowego. Chodziło o przeobrażenie stosunków produkcji (bazy), która pozwoliłaby na przeobrażenia polityczne (w nadbudowie) sprzyjające tworzeniu społeczeństwa demokratycznego, w którym byłoby mniej ucisku państwowego, ponieważ państwo nie zapewniałoby panowania jednej klasy nad inną. Społeczeństwa tzw. realnie istniejącego socjalizmu ze Związkiem Radzieckim na czele dokonały przeobrażeń gospodarczych, ale nie przeprowadziły odpowiednich przeobrażeń politycznych. Sowiety (po rosyjsku rady) istniały tylko na papierze. Uspołecznienie gospodarki bez uspołecznienia polityki nie ma sensu. Byłby to kapitalizm państwowy, zmieniający sposoby dostępu do przywilejów, a nie znoszący przywileje. W każdym razie zaczynałem sobie uświadamiać, że problemu nie należy stawiać w kategoriach alternatyw komunizm/kapitalizm, prywatyzacja/upaństwowienie, państwo minimalne/państwo maksymalne, lecz szukać takich powiązań, które pozwoliłyby zapewnić zarówno dynamizm gospodarczy, jak i postęp społeczny. W rzeczywistości żaden ustrój nie odpowiadał na to prozaiczne i ogromne wyzwanie – w pełni aktualne i dziś, na początku nowego tysiąclecia.” (Władysław Dowbor, op.cit. – s. 18)

Czytaj dalej

Opublikowano Polemiki i dyskusje, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | Skomentuj

OPERACJA ANTYTERRORYSTYCZNA

Z cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Gdy subkomendant Uno z redakcji portalu internetowego „Władza Rad”, wraz ze Zbigniewem M. Kowalewskim, „skutecznie obala mity o rewolucji ludowej, w Donbasie, rozpowszechniane przez kremlowską agenturę wśród polskiej i zachodnioeuropejskiej lewicy”… czuję się jakoś nieswojo.

Jak przystało na zdemaskowanego agenta, powiem więcej: czuję – czego nie czułem dotąd nigdy – wręcz namacalną więź z Mateuszem Piskorskim i Jackiem C. Kamińskim.
Mnie również krew zalewa – ich przez „c” (patrz: http://161crew.bzzz.net/prorosyjska-skrajna-prawica-w-polsce/), mnie przez „k”.

To pewnie nie jedyna różnica i nieistotna. W tej sytuacji ważne jest również to, co nas łączy. A łączy zrewoltowany DONBAS i coś jeszcze – tzw. operacja antyterrorystyczna.

Przyznam się bez bicia – pozazdrościliśmy Mateuszowi Piskorskiemu i Konradowi Rękasowi z geopolityki.org, jak również Bartoszowi Bekierowi z xportal.pl, eskapad na Wschód – pewnie stąd planowany odlotowy desant Antonio das Mortesa i jego kompana Omegi Doom na Donbas.
Ale – nie uprzedzajmy faktów, zresztą niedokonanych.

Przed każdą wyprawą, zwłaszcza tak ryzykowną, niezbędne jest gruntowne rozpoznanie, choćby takie: http://liva.com.ua/donbass-locuta.html.

Bez przewodnika-tubylca – Jegora Woronowa, nawet Antonio das Mortes wraz ze swym druhem staliby na z góry straconej pozycji. Wojów tu przecież zaprawionych w bojach dostatek. I to tęgich, jak Kowalewski.

Wymieńmy jego krewnych i bliskich. Blisko przecież pada jabłko od jabłoni.

Oto oni w pełnym rynsztunku: http://openleft.ru/?p=3062 i z odkrytą przyłbicą: http://openleft.ru/?p=3178. Jak przystało na braci syjamskich, stoją razem – „Lewa Opozycja” i „Otkrytaja lewaja” – ukraińskie i rosyjskie popłuczyny po tzw. IV Międzynarodówce. A konkretnie po tej samej posttrockistowskiej międzynarodowej tendencji, z której wywodzi się zarówno subkomendant Uno, jak i Zbigniew M. Kowalewski.

Nic dziwnego, że łączy ich wspólny tok rozumowania. Mniejsza o niuanse.

Ta niezłomna formacja przejęła od propagandy kijowskiej, skądinąd burżuazyjnej, nie tylko język (bandyci, alkoholicy, rosyjscy terroryści), ale równie namiętny narodowo-rewolucyjny – jak przystało na stronników „niezależnej Ukrainy” – tok rozumowania.

Rozprawki Zbigniewa M. Kowalewskiego (http://www.1917.net.pl/node/19088) i Aleksandra Karpieca (http://fraza.ua/analitics/08.05.14/195498/ukrainskaja_kontrrevoljutsija_i_renegat_kagarlitskij.html) łączy coś więcej – nieprzypadkowy obiekt bezwzględnego ataku – redakcja rabkoru i Borys Kagarlickij.

To namacalny dowód, że nie tylko na zrewoltowanym Donbasie, ale również tu i teraz, na naszym krajowym podwórku, trwa zakrojona na dużą skalę – ponadnarodową, by nie powiedzieć internacjonalistyczną – tzw. OPERACJA ANTYTERRORYSTYCZNA.

Choć znajduję się na terenie wrogim Rosji, nie czuję się terroryzowanym – raczej terrorystą.
Odkąd pamiętam, do komunistów na trwale przylgnęła łatka agentów Kremla.

Włodek Bratkowski

3 lipca 2014 r.

Opublikowano Jaja jak czerwone berety, Przegląd prasy, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | 8 komentarzy

ŚWIAT WEDŁUG SIERGIEJA KURGINJANA

Mamy już potwierdzenie – kompromisowe propozycje Siergieja Kurginjana, animatora ruchu „Sut’ wriemieni”, zawarte w tym oto wystąpieniu:

zostały przez Kreml wstępnie zaakceptowane – W ROSJI POWSTAJĄ PRYWATNE ARMIE, co postulował Kurginjan w nieobojętnym kontekście.

Za agencją RIA NOWOSTI donoszą o tym polskie media:
http://www.defence24.pl/news_w-rosji-powstaja-prywatne-armie;
http://www.fronda.pl/a/w-rosji-powstaja-prywatne-armie,39003.html;
http://www.1917.net.pl/node/19077.

Nasi eksperci wojskowi, jak i również ci polityczni – od prawa do lewa, nie załapali jeszcze kontekstu.
Warto zatem o nim wspomnieć – obecna inicjatywa legislacyjna rosyjskiego Ministerstwa Obrony i Dumy Państwowej skądinąd dotyczy – ni mniej ni więcej – tylko zalegalizowania militarnego wsparcia dla powstania ludowego, czy jak kto woli dla rewolty na południowym wschodzie Ukrainy.

Temat LEGALIZACJI MILITARNEGO WSPARCIA od innej strony drąży Michaił Oszerow:

http://www.iarex.ru/articles/48868.html.

W wystąpieniu Siergieja Kurginjana na szczególną uwagę zasługuje analiza interesów rosyjskich elit, nie skorych do akceptacji LOGIKI ZIMNEJ WOJNY, zaciskania pasa i odrzucenia konsumpcyjnego stylu życia.

CZAS ROZWINĄĆ SWOJE SZTANDARY.

W.B.

30 czerwca 2014 r.

Opublikowano Przegląd prasy, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | 4 komentarzy

MIĘKKIE PODBRZUSZE ROSJI

Wladza_rad-MajdanZ cyklu „Jaja jak czerwone berety”

Odkąd znany rusofob, subkomendante Uno z portalu internetowego „Władza Rad”, sercem stanął po stronie Rosjan z Doniecka i Ługańska (patrz: http://www.1917.net.pl/node/19025) niczemu już się nie dziwię.

Nie śmiałbym nawet.

Wszak wyjaśnił, że jego „sympatia do rosyjskojęzycznych obrońców tzw. ‚republik ludowych’ bierze się wyłącznie z pobudek humanitarnych”. A tych mu przecież trudno odmówić. Nie odmawiamy takich pobudek na lewicy nikomu – zwłaszcza posttrockistom.

Zaryzykowałbym jednak – na taki odruch stać nawet ukraińskich faszystów, obojętnie jakiego chowu. Choćby tych z trzódki anarchistów-szowinistów, czy trockistów-nacjonalistów, bądź nawet z grona zdeklarowanych internacjonalistów.

Czytaj dalej

Opublikowano Jaja jak czerwone berety, Polemiki i dyskusje, Ukraina i "Rosyjska wiosna" | 5 komentarzy