NAJKRWAWSZA CORRIDA

„Chciałbym zapytać o ambiwalentny stosunek Marksa do kapitalizmu i burżuazji. W wulgarnych – zarówno stalinowskich, jak i prawicowych interpretacjach – Marks jest zaciętym wrogiem tego systemu i tej klasy. Tymczasem ‘Manifest komunistyczny’ zawiera zaskakującą apologię…

Tak, apologię i ewidentną fascynację burżuazją jako klasą, która dokonała niemal cudów. W ciągu jednego czy dwóch pokoleń, jej osiągnięcia przewyższyły dorobek całych poprzednich stuleci – stworzyła rzeczy, które niesłychanie wzbogaciły cały świat. Ona sięgnęła po prostu po cały świat.” [cyt. za http://lewica.pl/?id=26438&tytul=Marshall-Berman:-Marks-nie-gra%B3-w-lidze-cynik%F3w]

Sam fakt słusznej krytyki jednowymiarowości stalinowskich interpretacji marksizmu nie chroni obu panów przed popadnięciem w taki sam płaski wymiar własnej interpretacji. Nie należy zapominać, że Marks był dialektykiem i zwykł postrzegać procesy historyczne w ich dynamice, a nie – jak panowie Sutowski i Berman – jako szereg zatrzymanych kadrów. Skoro Marks podziwiał gwałtowny rozwój sił wytwórczych spowodowany funkcjonowaniem kapitalistycznego sposobu produkcji, to nie znaczy, że nie mógł być jednocześnie najkonsekwentniejszym krytykiem tego systemu. Burżuazja w swej „heroicznej” fazie, stosując nieludzki wyzysk siły roboczej, a także stosując powszechną grabież kolonii, stworzyła bogactwo, które umożliwiło rozwój cywilizacyjny. Rozwój cywilizacji ocenia się na podstawie tego, m.in., jak wielu członków danej społeczności ludzkiej może poświęcić się zajęciom odbiegającym od codziennej walki o przetrwanie biologiczne, czyli o to, aby – zwyczajnie – nie umrzeć z głodu.
To jest szansa, jaką daje rozwój sił wytwórczych.
Jednocześnie, Marks nie tylko zwracał uwagę na ludzką cenę, która okupiła ten gwałtowny rozwój, ale i przewidywał nieuchronność popadnięcia kapitalizmu w wewnętrzną sprzeczność wynikającą z konfliktu między społecznym sposobem wytwarzania (włączeniem w proces produkcji całego społeczeństwa) w prywatnym charakterem zawłaszczania efektów owej pracy społecznej.
Co więcej, owa sprzeczność nie pozostaje statyczna, ale pogłębia się z czasem, zaś burżuazja z klasy czasowo „heroicznej” (co nie przeszkadza temu, że w swoim heroizmie jest ona zwyczajnie, w ludzkich kategoriach, klasą łajdacką) staje się klasą coraz bardziej reakcyjną, nie spełniającą swej pierwotnej funkcji, coraz bardziej upodabniającą się do pasożytniczej warstwy rentierów, co zresztą można dziś obserwować gołym okiem. Obaj panowie gładko przechodzą do porządku dziennego nad dynamiką obrazu nakreślonego przez Marksa i piją sobie z dzióbków słodkie słowa o zachwytach Marksa nad burżuazją w ogóle.
Pomijamy już wątek, który obaj panowie również uznali za całkowicie nieistotny, a mianowicie, że stanowiąca nawóz akumulacji pierwotnej siła robocza miała także jakiś drobny udział w stworzeniu owego bogactwa, które dało podwaliny pod współczesną cywilizację. Ba, Marks opierał swoje rozumowanie na jakiejś tam wartości dodatkowej, która jest zawłaszczana przez kapitalistę ze szkodą dla robotników.
Nasi rozmówcy wydobywają z Marksa wątki wartościowe, pomijając miłosiernie duby smalone, jakie Marks po drodze popełniał: wartość dodatkowa (skorygowana dziś wartością dodaną), klasa robotnicza jako przeżytek, a w ogóle to tylko kategoria węższa w stosunku do całej, szerokiej klasy pracowników najemnych, którzy zostali stworzeni właśnie w wyniku zaistnienia wartości dodatkowej w relacjach przemysłowych jako usługodawcy uwolnieni od przymusu produkowania środków fizycznego przetrwania.
Osobiście bardzo wątpimy w to, że Marks odnalazłby się w oleodruku, jaki kreślą mu tutaj Sutowski z Bermanem z tego prostego powodu, że ich interpretacja marksizmu jest do bólu zębów jednowymiarowa i pozbawiona zrozumienia dla dynamiki historycznej. O ile na początku kapitalizmu produkcja przemysłowa stanowiła pozór wymiany ekwiwalentnej między krajami rozwiniętymi a zacofaną pod tym względem resztą świata, co dawało możliwość przekształcania globu pod kapitalistyczny strychulec i pewną celowość procesu, o tyle dziś, przy zaniku własnej klasy robotniczej, konkurencja na rynku międzynarodowym staje się coraz bardziej konkurencją kapitału handlowego między sobą o kurczące się zasoby wartości dodatkowej. Najwyżej rozwinięte kraje bardziej liczą na nadzwyczajne zyski płynące z tytułów własności na różne faktyczne i pozorne nowinki technologiczne, usługi szeroko pojętej branży rozrywkowej niż na wyzysk własnej siły roboczej. Jednocześnie, własna, coraz częściej nieczynna (bezrobotna) siła robocza musi być utrzymywana – podobnie jak i reszta, zbędnej już w dużej mierze umysłowej siły roboczej – z nadzwyczajnej wartości dodatkowej. „Nadzwyczajna” oznacza po prostu, że jest ona bardziej podatna na wahania koniunktury, wrażliwa na psychologiczne aspekty popytu. Nie jest tak stabilna, jak wartość dodatkowa zawłaszczana z pracy krajowej siły roboczej. Te same mechanizmy rynkowe, które doprowadziły do rozwoju sił wytwórczych, dziś powodują krańcowy brak stabilności.
Państwa, które płacą swoim pracownikom umysłowym z budżetu, nie mogą sprostać temu zadaniu, jeśli nie uda im się przechwycić wartości dodatkowej z rynku międzynarodowego. Nie mogą bowiem liczyć na dostateczną ilość wartości dodatkowej z własnego przemysłu harmonijnie współpracującego z rolnictwem, ponieważ ta harmonia została już dawno zniszczona. Mogą więc tylko liczyć na nadzwyczajne korzyści z handlu z zagranicą. A ponieważ sprawa jest mocno niepewna, gdyż wielu jest konkurentów, to pozostaje tylko przymus finansowy (tytuły własności stworzone w dowolny sposób) lub przymus militarny. Oba rozwiązania widzimy dziś w działaniu. Światowy system finansowy jest tylko międzynarodową areną, na której rozgrywa się najkrwawsza corrida, w której plajtują całe państwa po to, aby wygrywające mogły nadal realizować zyski nadzwyczajne. Proces ten będzie trwał aż do momentu, kiedy upadnie cywilizacja, którą stworzył i unicestwił burżuazyjny sposób produkcji.
Nie można powiedzieć, że będzie to spektakl, który wydarzy się pierwszy raz w historii. Historia zna bowiem wiele cywilizacji, które rozwijały się aż do osiągnięcia punktu, w którym gwałtownie się zapadały. Zrozumienie roli klasy robotniczej oznacza tylko tyle, że rozwiązaniem prowadzącym do uniknięcia owego „fatalizmu” historycznego jest wyzwolenie klasy, która zajmuje w systemie tryumfującego społeczeństwa burżuazyjnego najniższą pozycję. Realizacja interesów klasy robotniczej jest jednocześnie realizacją interesów pozostałych klas społecznych, ponieważ tylko przejęcie przez społeczeństwo dyspozycji środkami produkcji pozwala na realizację egalitarnej, sprawiedliwej dystrybucji wartości dodatkowej, zanim burżuazja, poprzez konsekwentne rozwijanie własnej zasady maksymalizacji zysku i konkurencję doprowadzi do zwyrodnienia tej zasady w jej przeciwieństwo: niezdolność do realizacji zysku oraz do likwidacji konkurencji – co dziś widać, słychać i czuć w skonfliktowanym świecie.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
7 maja 2012 r.

Opublikowano Teksty bieżące | 6 komentarzy

OD ŚCIANY DO ŚCIANY

O ile wierzyć źródłom historycznym, a nie tarakowi, któremu już puka Alzheimer, to „powojenne” pokolenie opowiedziało się za socjalizmem nie dlatego, że propaganda radziecka była taka dobra, tylko dlatego, że taki był układ sił. Co do skutecznej propagandy, to była ona kształtowana przez propagandę przedwojenną II RP, której miłość do komunizmu jest powszechnie znana. Przejawiała się ona, m.in. w utożsamianiu Żydów z bolszewizmem, co dawało „patriotom” tak potrzebne uspokojenie sumień, kiedy spędzali Żydów do stodół w celu ich spalenia, po uprzednim przegnaniu ich po miasteczku z popiersiem Lenina.

Stosunek do ZSRR był kształtowany przez pryzmat jego agresji na ziemie kresowe w nieodległym 1939 roku. Stosunek do komunizmu kształtował stary, niemal jak historia polskiego ruchu robotniczego, konflikt między komunistami a PPS-em.

Jeśli więc kształtująca opinię społeczną grupa intelektualistów i inteligencji opowiedziała się za „socjalizmem realnym”, to zrobiła to WBREW dominującym w jej szeregach poglądom.

Można by się zastanawiać nad realnością opinii o sadomasochistycznym charakterze tego wyboru i poparcia, o których samo to „powojenne pokolenie” (do którego należy tarak) woli nie pamiętać. Woli gadać bzdury o jakiejś mitycznej, fantastycznej machinie propagandowej ZSRR, której nagle po międzywojniu i po 1939 roku ulegli najlepsi intelektualiści epoki… I to niby ma być wiarygodne?

Czytaj dalej

Opublikowano Teksty bieżące | 10 komentarzy

ZANIM ODESZŁA

[ostatnia nasza wymiana korespondencji z Barbarą Radziewicz, zmarłą dziś lewicową działaczką społeczną z Ełku]

Witam
Pani Ewo,

[...] nadal pracuję społecznie (nie politycznie). Nie mam czasu na prowadzenie beznadziejnych polemik z etatowymi komentatorami portalu lewica.pl, ponieważ większość z nich nie zna realiów życia w naszym kraju, a ich horyzonty kończą się na Warszawie. Nasi współpracownicy brali udział w wyborach do sejmu startując z list PPP. Szkoda marnować czas na dyskusje, które nie mają żadnego związku z trudną sytuacją ludzi pracujących i niepracujących, wolę ten czas poświecić na konkretną pomoc ludziom borykającym się z problemami. Nasze stowarzyszenie jest członkiem polskiego komitetu EAPN, ściśle współpracujemy między innymi z prof. R. Szarfenbergiem oraz innymi fachowcami – praktykami od ubóstwa i wykluczenia, bo w ten sposób mamy wpływ na konstrukcje prawa w kraju i w UE.

Pozyskaliśmy środki z Kapitału Ludzkiego EFS na dwuletnie prowadzenie zajęć w Klubie Integracji Społecznej dla 66 osób wykluczonych z rynku pracy, gdzie uczymy prawa, dwóch języków obcych, obsługi komputera i urządzeń biurowych, kas fiskalnych, zarządzanie budżetem, otrzymują pomoc prawna, psychologiczna i doradztwo zawodowe. Z ubiegłorocznej grupy 33 osób połowa uczestników podjęła prace i znakomicie sobie radzi w życiu zawodowym oraz prywatnym, ponieważ między innymi przez rok zajęć w KIS uporządkowali swoją sytuację rodzinną, co ma ogromny wpływ na realizowanie się w pracy zawodowej. Jestem szczęśliwa z powodu tego co robimy, bo widzimy realne i pozytywne jej efekty. Żałuję straconych lat, włożonej pracy i zmarnowanych pieniędzy na działalność w PPS i NL, bo ta nikomu nie przyniosła poprawy sytuacji życiowej. Od kilku lat jestem członkiem rad zatrudniania od powiatowej do naczelnej włącznie. Praca w naczelnej radzie zatrudnienia daje mi możliwość wpływania na kształt tworzonego prawa z zakresu rynku pracy i polityki społecznej. Nadal uważam, że prawo tworzy się nie na kilkuosobowych pikietach ulicznych, ale w drodze prac legislacyjnych.

Pani Ewo, to jest wyłącznie moje zdanie i nie każdy musi się z nim zgadzać. Wszelkie zmiany należy zaczynać od zmiany mentalności ludzi, bo to oni wybierają tak jak wybierają, naszych przedstawicieli w parlamencie, więc jak świadome mamy społeczeństwo, to tak kompetentny mamy parlament.

Poza tym to życie jakoś leci, ciesze się, że jeszcze zdrowie pozwala mi na dalsza działalność.
[...]

Pozdrawiam Panią i małżonka, życzę Wam zdrowia i pomyślności w realizacji zamierzeń.
Proszę napisać co u Państwa słychać.

Barbara
(2 stycznia 2012 r.)

Pani Barbaro!

Cieszę się, że dotkliwe przecież kłopoty osobiste nie są w stanie zniszczyć Pani energii. To bardzo dużo znaczy i ma wartość samo w sobie.

Oczywiście, ma Pani rację, że na pewne kwestie społeczne patrzymy z Włodkiem trochę inaczej. Przede wszystkim, oceniamy mniej optymistycznie możliwości działań legislacyjnych jako rozwiązania problemów ludzi borykających się z wykluczeniem społecznym. Nie sądzimy, aby tego typu kwestie wzięte w swojej masie sprowadzały się do „złych” regulacji prawnych, ale że zależą raczej od barier systemowych kapitalizmu. Formy prawne pozostają potencjalnymi rozwiązaniami, o ile nie znajdują paliwa w pieniądzu – taka jest prawda tego systemu. Kapitalizm jako system społeczny i gospodarczy stwarza problemy masowe, natomiast środki zaradcze są dawkowane indywidualnie. W ten sposób rozwiązania nigdy nie mają szansy dogonić lawiny rodzących się problemów. Oczywiście, wszędzie mamy ludzi, którzy nie są jednakowi. Łatwo więc uznać, że ci, którym się nie udaje są sobie sami winni, ba, często tak właśnie jest.

W ostatnim czasie na lewica.pl przetoczyła się dyskusja, w której osoby jak najbardziej działające społecznie w realu opisywały swoje problemy – pewne perpetuum mobile problemów związanych z wyuczoną bezradnością ludzi, którym pomagają. W sumie, wychodzi na to, że problemy dławią autentycznych społeczników niczym brak tlenu. A tym tlenem okazują się, koniec końców, środki finansowe. Pani ośrodkowi udało się przezwyciężyć w jakimś stopniu ten problem dzięki funduszom unijnym; Ikonowiczowi – może się to uda dzięki wsparciu Palikota… Problem w tym, że tak naprawdę, to najtrwalszym (i, być może jedynym) sukcesem w tej sytuacji ogólnej niepewności (pogłębionej perspektywą kryzysu) jest zabezpieczenie możliwości działania działaczy, a już w mniejszym stopniu – ich podopiecznych.
Może to trochę cyniczny sposób widzenia sprawy, ale taki zasadniczo obraz wyłania się w gruncie rzeczy z dyskusji o wyższości „praktyki” nad „teorią”.

Nie znaczy to bynajmniej, że chcemy umniejszać rolę i znaczenie działań praktycznych. Są one zapewne niezbędne, ale też nie należy odrzucać tej szerszej perspektywy, jaką daje zrozumienie ograniczeń działania w ramach kapitalizmu. Naszym zdaniem, należy zachować równowagę między oboma typami działań – społecznych i politycznych. Ale nie jest to łatwe ze względu na minimalne możliwości ciągnięcia obu typów działań w sytuacji jakże skromnych sił lewicy.

Pozdrawiam,
Ewa Balcerek
(6 stycznia 2012 r.)

Opublikowano Teksty bieżące | 4 komentarzy

NASZYM ZDANIEM

Klasą robotniczą manipulowano przez cały okres PRL. Trudno nie dostrzegać faktu, że konsekwentny proces reform gospodarczych w okresie panowania biurokracji partyjno-państwowej był taki konsekwentny w jednym kierunku: ku gospodarce rynkowej. Gospodarka rynkowa nie jest tożsama z gospodarką kapitalistyczną, ale bez alternatywy dyktatury proletariatu jest skazana na rodzenie i odradzanie kapitalizmu z jego sprzecznościami i wyzyskiem pracy.

Czytaj dalej

Opublikowano Teksty bieżące | 10 komentarzy

HABENT SUA FATA LIBELLI

Nierzadko wskazywanie rozwiązań osobom, które nie są w stanie dostrzec problemu, kończy się pozorną porażką desperata, który wszakże widzi często dalej i ostrzej niż jego oponenci. Sytuacja, kiedy oponenci nie są w stanie nawet przebrnąć przez teorię, którą odrzucają a priori, tłumacząc się często kłopotem ze zrozumieniem hermetycznego języka lub żaląc na nie przystawanie owej teorii do zdroworozsądkowego lub powszechnie przyjętego kanonu widzenia rzeczywistości, naraża ich w sposób oczywisty na śmieszność. Zdarzają się jednak sytuacje, kiedy zbyt rutynowe przyswajanie teorii sprawia, że nawet jej zwolennicy nie zawsze są w stanie dostrzec i zrozumieć problemu, który stawia ich towarzysz.

Powyższe nie jest sytuacją hipotetyczną. Tak się zdarzyło również w dziejach marksizmu. Sytuacja taka dotyczyła w swoim czasie pracy Róży Luksemburg pt. „Akumulacja kapitału”. Przedmiotem tego dzieła jest „charakterystyczna dla kapitalizmu, a wykryta i sformułowana przez Marksa, sprzeczność między warunkami produkcji i warunkami realizacji wartości dodatkowej, w rezultacie której system ten rozwija siły wytwórcze społeczeństwa wśród trudności – w specyficzny sposób pokonywanych – w tempie ogólnie biorąc obniżonym.”

Czytaj dalej

Opublikowano Teoria i metoda | 5 komentarzy

RZĄD FACHOWCÓW

Rząd PO rzucił hasło wydłużenia czasu oczekiwania na prawo do pobierania świadczenia emerytalnego do 67. roku życia obywatela i obywatelki III RP. Większość, nie obejmująca przedstawicieli profesji twórczych, którzy i tak zasadniczo kontynuują działalność zawodową dopóki nie powali ich Alzheimer, zawyła, że sadystyczny rząd z Tuskiem na czele chce przedłużyć Polakom czas pozostawania w kieracie pracy zawodowej. Zupełnie niesłusznie. Nie ma obaw, większość z nas będzie miała spore kłopoty z utrzymaniem miejsca pracy po 60-tce, skoro już po 50-tce jest to problemem.

Czytaj dalej

Opublikowano Teksty bieżące | 1 komentarz

OSTATNIA GODZINA SENIORA

No, no, tarak dotarł już do problemu „ostatniej godziny” Seniora. W tym tempie, do Wielkanocy przeczyta cały I tom „Kapitału”.

„… w pozostałych 6 godzinach robotnik wypracował WARTOŚĆ DODATKOWĄ, za którą kapitalista już mu nie zapłacił. W ten sposób Marks uzasadnia pojęcie „wyzysku pracy”.
To początkowe WOLUNTARYSTYCZNE założenie, nie wynikające z żadnych działań empirycznych, przeniósł Marks do dalszej analizy jako zjawisko udowodnione i dlatego dochodzi ostatecznie do absurdalnych wniosków – nie wiadomo bowiem w rzeczywistości po ilu godzinach pracy robotnik wypracowuje wartość odpowiadającą pokryciu jego „niezbędnych potrzeb” – może dopiero po całym dniu roboczym, a może po dwóch dniach, a dochód kapitalista czerpie z obłożenia produktu zyskiem? – skoro nie było badań, to wszystko można przyjąć za podstawę wnioskowania.”

W poprzednich naszych tekstach tłumaczyliśmy założenia i strukturę rozumowania Marksa polegające na zestawieniu i zderzeniu prostej wymiany towarowej z gospodarką rozwiniętego kapitalizmu, dzięki czemu mógł on wykryć przekłamania i pułapki rozumowania współczesnej mu nauki ekonomii. Natomiast fragment, na który powołuje się tarak nie służy dowodzeniu, ale przystępnemu zilustrowaniu ogólnej teorii powstawania wartości dodatkowej, teorii wynikającej z innych analiz, filozoficznie uogólnionych w rozważaniach o towarze.

Czytaj dalej

Opublikowano Polemiki i dyskusje, Teoria i metoda | Skomentuj